Galeria autorska. Ludwin studio. Krzysztof Ludwin

2019-02-08

O AKWARELI JAK ZWYKLE - ..ALE ZMIANA, TROCHĘ W CISZY O: MICHAŁ ŚWIDER ODSZEDŁ

Muszę , zanim będę cytował doktorat z akwareli, napisać o tejże, tzn. o boomie akwarelowym w Polsce. Na podstawie swoich doświadczeń oczywiście , i jest to moje zdanie, bo zdań tych jest bez liku, a autorytety się zmieniają , w zależności od grup wzajemnej adoracji. Trochę z innej beczki: właśnie dowiedziałem się, że nie żyje jeden z moich ulubionych malarzy, który był moim wzorem jeżeli chodzi o minimalizm kompozycyjny, Michał Świder. Szkoda, mój rocznik. Ostatnio sporo znajomych odeszło, co mnie dziwi, że mnie to dziwi. Michał także używał techniki wodnej, tempery. Nie poznałem go osobiście, z wieloma malarzami znamy się „z obrazów”, i mijamy, i z daleka wiemy o sobie, aczkolwiek nie należę do tego kręgu akademickiego ASP, tak jak oni nie należą do architektonicznego kręgu akademickiego PK, więc jakie to ważne gdzie się zaczyna życie zawodowe, i gdybym wcześniej wiedział, może znalazłbym się w innym punkcie karmy. Jest jak jest. No i teraz patrzę na jego obrazy, człowieka nie ma duchem, ciało zaraz zniknie, a obrazy, jak energia zastygnięta, co nie jest truizmem, pozostaje. Tak to jest ze śmiercią w czasach pokoju, przychodzi znienacka, z marszu, cicho, zostawia w szoku, a my jak armia niezliczona po horyzont idziemy, i tylko pojedyncze barwy znikają, patrzysz w bok, a tu nie ma tego, który szedł, ale idziesz dalej. Hm, Adam zadzwonił z tą wiadomością, i to mi wytrąciło chęć o akwareli, jak pisałem na początku, ale następny mam nadzieję już będzie o technice, zacznę w każdym razie, lub na początek chciałbym napisać o sytuacji akwareli , moim zdaniem w Polsce. Tak aby wypełnić ten czas. Dołączam obrazy Michała Świdra, parę sztuk, pracochłonnych prac. Ups. Nie mogę tutaj wyświetlić, prawa autorskie są nałożone, trudno, wbijcie w wyszukiwarkę: Michał Świder.

JefferyTat2019-03-18 12:54:28We offer you the opportunity to advertise your products and services. Hi! Here is a fine offering for you. I can help you with sending your commercial offers or messages through feedback forms. The advantage of this method is that the messages sent through the feedback forms are included in the white list. This method increases the chance that your message will be read. Mailing is made in the same way as you received this message. Sending via Feedback Forms to any domain zones of the world. (more than 1000 domain zones.). The cost of sending 1 million messages for any domain zone of the world is $ 49 instead of $ 99. Domain zone .com - (12 million messages sent) - $399 instead of $699 All domain zones in Europe- (8 million messages sent) - $ 299 instead of $599 All sites in the world (25 million messages sent) - $499 instead of $999 Domain zone .de - (2 million messages sent) - $99 instead of $199 Domain zone .uk - (1.5 million messages sent) - $69 instead of $139 Domain zone .nl - (700 000 sent messages) - $39 instead of $79 In the process of sending messages, we do not violate the rules of GDRP. Discounts are valid until March 25. Contact us. Telegram - @FeedbackFormEU Skype – FeedbackForm2019 Email - FeedbackForm2019@gmail.com Best wishes

2019-02-05

DZIEŃ PRZEWRAŻLIWCA…A TAKICH SĄ MILIONY

Nie będę rozwijał wątku, znajomi i uczelniani urzędnicy sztuki wiedzą o co chodzi, ale problem jest, i mam wrażenie że dotyczy tylko naszego świata na wschód od zachodniej granicy. No może Niemcy także mają to zjawisko, może Francuzi….hm. Magia tytułów naukowych. I co najgorsze w Sztuce. O ile pamiętam to nomen omen nie pamięta się tytułów naukowych naszych najlepszych malarzy, jeżeli je mieli, ale ich malarstwo. Zastanawiam się czy obrazy są kupowane ze względu na tło uczelniane ( jest wykładowcą!!!) , a może jednak podoba się ten obrazek? Jak to było z profesorem jednym i drugim gdy byli w przedszkolu i malowali dziecięce bohomazy, czy ważny od nich był tytuł naukowy, pewnie po prostu karteczka z namalowanym czołgiem się podobała, przecież wielu z nich wróciło do gestu pędzla z czasów przedszkola, tak samo luźny, swobodny, intuicyjny? Może jednak podparty teraz naukowym teoretyzowaniem. Nie wiem gdzie zagubiło się estetyczne kryterium „podobania” obrazu. Na ten temat powstała grupa „Ładnie”, gdzie sarkazm wzbudzał dekoracyjny obraz. W ogóle dekoracyjność jest passe. Oczywiście nie wszędzie. Disco polo teraz króluje, ale mogę przecież wyłączyć telewizor i wyłączyć radio, tak samo jak z obrazem, od którego się odwrócę. Nikt mnie nie zmusi do oglądania, ale są tacy których to koi. Z kiczu w końcu także zrobiono Sztukę, i nawet całe doktoraty powstały. Z pozornego kiczu zrobiono malarstwo, Nikifor biedny a byłby bogaty, gdyby się wcześniej zorientowano. Teraz to każdy już, a nuż widelec , kupuje na wszelki wypadek skoro tanie, bo mama nie kupiła w Krynicy Nikifora za piątkę a teraz takie miliony. Ostatnio napisano mi że owszem dobrze maluję, „urocze” akwarele, sprytne zestawienia, świetna technika, ale brak jest paradygmatu filozoficznego w retrospektywnym aspekcie malarstwa. Ohm, też nie rozumiecie? Jak patrzę na malarstwo tych którzy to napisali zastanawiam się nad okresem przedszkolnym. Może tam należy szukać inspiracji, wyzwolenia od zbytniego teoretyzowania na rzecz szczerości , dziecięcej. Mam parę obrazów, które namalowałem na plenerze, już nie napisze gdzie, bo do kolegów komisarzy telefony się urywają, z uwagami urażonych ( swoją drogą jestem zdumiony że ktoś mnie tu czyta!!!, siła mediów, toż to wszyscy wiedzą). Ja proszę was czytajcie powoli, ze zrozumieniem, wiec te obrazy to abstrakcje, nazwane „wyzwolenie”, bez anegdoty. Bo tak: jak namaluje konika to profesorowie oburzą się, że nie ma podkładu „świadomości malarskiej”, brak formalnej strony i w ogóle. Jak namaluję „abstrakcyjne wyzwolenie” to normalni , hahahaha „szarzy” odbiorcy ( jacy szarzy, jacy szarzy, po prostu normalni) powiedzą, że tak to oni w przedszkolu też malowali. Nie dyskutuję wtedy z nimi bo nie jestem profesorem, magia tytułu pozwala na nadużycia nazwania brzydkiego malarstwa malarstwem, gdzie zatrzymam wzrok na sekundę, a potem zastanawiam się gdzie go podziać, albo „co tez malarz chciał powiedzieć” . Ja osobiście uwielbiam abstrakcyjne zestawienie barw na płaszczyźnie, bo na podstawie takich obrazów powstają także przedmioty użytkowe ( wypowiadał się od tym już sam Piet Modrian), i o tym należy pamiętać gdy krytykujemy obrazy abstrakcyjne, ale śmieję się gdy na tematy abstrakcyjnych zestawów wytacza się „paradygmaty retrospektywne w ujemnym ujęciu”. Faktem jest, że obrazy podobno dzieli się na malarstwo i galanterię, ale kto o tym decyduje, czasem ludzie którzy jeszcze niedawno byli „szarymi”?, a teraz po przeczytaniu paru książek, nominowaniu szabelką na wyższy stopień nagle stali mądrzejsi. Taka jest kolej rzeczy, a wielu zapomina że tak naprawdę zostaje pamięć o człowieku, i czasem o jego dziełach, (lub spekulanci z ich dziełami w magazynach), o ile są w stanie przyćmić swoją Sztuką brak człowieczeństwa. Zapominają, że gdy idą na górę, to będą z niej wracali. Mam na myśli, że nieodpowiedzialni namaszczeni teoretycy sztuki wypowiadający się na temat malarstwa innych nie wiedzą, że przewrażliwcy czasem przestają malować z powodu krytyki, a oni się pewnie cieszą że rynek konkurencji ( kasa i wciąż kasa ) zmaleje o jednego przewrażliwca. Więc wy, przewrażliwcy nie dajcie się, malujcie i słuchajcie siebie. Teraz przygotowuję następne obrazy, projektuję następne następne , i następne następne następne obrazy do wystaw, i tak się kręci ten kabarecik i obwoźny cyrk. Howgh. Dołączam tryptyk 100x300cm Pt.: Wyzwolenie.

Agnieszka Zamojska 2019-02-05 08:36:42Brawo!
Jan2019-02-05 08:52:07Mi się podoba... i pisane i malowane !
krzysztof 2019-02-05 10:21:14No ja Wam bardzo dziękuję.
Jola2019-02-05 11:12:05Kristof, adekwatne..
Beata2019-02-08 12:24:18Krzysiek nie przejmuj się krytykami, nigdy nie nadążali za sztuką a kto by nadążył za Tobą ;) Tytuły są dla tych co mają niskie poczucie własnej wartości i muszą się czymś podpierać. A Ty po prostu maluj, bo robisz to świetnie!
krzysztof 2019-02-08 06:59:15Dzięki...:))))))

2019-01-31

ROK 2019 I CHWILOWE WSPOMNIENIA DOBRYCH

Jest nowy rok 2019. Aż dziw jak długo to trwało, tzn. okres od 1990 ( gdy wróciłem z Londynu i kupiłem pierwszy komputer) aż do tego teraz 2019 roku, który będzie bardzo dobry, jakkolwiek , bo 2018 to była masakra. Gdy narzekamy powinniśmy zaglądać do szpitali, i od razu nam przejdzie. Jak to Rafał Bryndal ostatnio powiedział, że dla człowieka wrażliwego nawet przejście z pokoju do kuchni może być ekscytujące. Chyba jakoś tak to powiedział. Nigdy nie miałem natury odtwórczej, zawsze musiałem zmienić po swojemu, czy malowaną rzeczywistość , czy czyjeś słowa. Ale to chyba dobrze? Z nadmiaru negatywnych zdarzeń w 2018 roku teraz wspominam dobre chwile. Jedną z nich jest Rzeszów, miasto które nagromadziło dużo życzliwych dla mnie osób. Dlatego mam sporą kolekcję pamiątkowych już skanów moich akwarel namalowanych z inspiracji architektury Rzeszowa. Poniżej przedstawiam wam wizerunki akwarel, gdzieś wędrujących po ścianach nie tylko Rzeszowa, ale też rzeszowiaków wyemigrowanych w świat. Wracając do wspomnień, to przygoda z rejonem podkarpackim zaczęła się paręnaście lat temu (nie będę tutaj przytaczał dat, gdyż nie jest to istotne), gdy na plener do Łańcuta zaprosił mnie Jan Majczak, animator twórczych warsztatów, bo rzeźbiarze też tam przyjeżdżali. Każdego lata z przyjemnością jechałem do Łańcuta, potem Lipinek do dworu , który był naszą siedzibą malarską, a ludzie z różnego świata przyjeżdżali, i nasi „z Polski” też, a rejon zapomniany przez Boga, w sklepach miał taką chińską tandetę, że kupowałem śmieszne bzdury, jak złota goła baba z gipsu rozłożona na sofie, w miniaturze oczywiście! Takie kicze potem wędrują po ludziach, aby na koniec wylądować w jakimś komisie (podrzędnym przecież) lub na śmietniku ( kiedyś koleżanka zadzwoniła do mnie że w Londynie w komisie znaleziono moją akwarelę z 1989 roku, faktycznie wtedy miałem wystawę i pewnie emeryt polski, dawny bojownik zmarł i oddano rzeczy na wyprzedaż, a tacy wtedy kupowali u mnie akwarele, z patriotycznego obowiązku , ha ha). Potem zadzwonił do mnie Jacek Nowak, prezes Podkarpackiej Zachęty i komisarz plenerów w Boguchwale… i tutaj znalazłem swoje najlepsze miejsce, także jednak niestety do czasu. Natomiast mieszkańcy Boguchwały …pozytywny constans, wartość bezcenna, nie zmieniający się mimo różnych zakrętów historii przyjaciele plenerów Jacka Nowaka, mam na myśli oczywiście grono naszych znajomych „fanów”, którzy co rok sprawiają wrażenie jakby czas zatrzymał się w miejscu, ale artyści uczestniczący w plenerach jawią się niczym meteoryty znikające, pojawiające się, znikające , pojawiające. Rzeszów oczywiście pozostaje w kręgu moich odwiedzin i wspomnień. Zresztą, jakbym mógł odpuścić Joli, pani doktor kochanej, Błażejowi i jego urokliwej długoletniej narzeczonej (sam się oświadczę jak nie dojdzie do ślubu), Marzence , jej ramiarni, i wielu animatorom życia ciekawego i wydawałoby się „prowincjonalnego”? Nieee….raczej pozamiejskiego. No cóż, czas wracać do realiów, a jednym z nich jest moja chęć przybliżenia Wam materiału z zasobów wiedzy , którą gromadzę od 30 lat, na razie w postaci doktoratu, który od 2006 roku nie zszedł z półki 5 egzemplarzy , a spotkał się kiedyś z podziwem samego Kissa Orskiego, naczelnego Bellony. On mi zresztą podsunął pomysł upublicznienia (nota bene ma jeden z egzemplarzy tegoż doktoratu). Fakt, było to 10 lat temu , ale lepiej późno niż wcale. W następnym tekście zaczynam.

Sławek2019-01-31 01:03:30Nie mogłeś tego napisać pół roku temu ? Dużo wspólnych obserwacji dotyczących specyfiki ludzi z Podkarpacia :)
jacek2019-01-31 09:14:50Czytam to po raz wtóry i nie mogę uwierzyć. Krzyś to wymaga dłuższej i bardziej wnikliwej rozmowy.
Eliza2019-02-03 03:49:31Czesto tu zagladam, jestem szczesciara z Podkarpacia bo Lancut gosci w moich domowych katach na scianie, nadaje wyjatkowy klimat ...
krzysztof 2019-02-03 10:43:24Jacek, fakt...zmieniłem bo to nie zabrzmiało dobrze..pogadamy.
krzysztof 2019-02-04 11:15:49Sławek, pół roku temu było pół roku temu...a teraz jest teraz.

2019-01-08

AKWARELE, MALOWANIE, KŁOPOTY, ZMIANY NA LEPSZE I NA GORSZE, ZŁOTA RYBKA - SAMO ŻYCIE

Złota rybka. O co chodzi? miałem złotą rybkę. Przyzwyczaiłem się do niej i wciąż teraz zaglądam do przedpokoju, gdzie stoi akwarium. Wszystko odchodzi. Jest późno jednak więc jutro dokończę "złote myśli." Na razie wszystko się powoli sypie i wiecie co? Teraz wiem dlaczego maluję i czytam, namiętnie w obu przypadkach. Odreagowuję nerwy. Niby nie odkrywam Ameryki , ale teraz dopiero to do mnie dotarło.

Beata Ludwin2019-02-07 12:05:30Ona, ta złota rybka która nazwałam Krysia była światełkiem w twoim przedpokoju

2018-12-31

CO W NOWYM ROKU?

Różnie było w 2018 roku, raz ciężko a potem euforycznie. Niektóre sytuacje wydawały się być walące z nóg, niebywałe, niespotykane dotąd w moim życiu. Ludzie zmieniali się nieoczekiwanie w negatywnym sensie a potem nagle spotykałem kogoś naprawdę fajnego. Mam nadzieję ze ….no właśnie, że co? Eh, będzie jak będzie. Nic nie jest dziełem przypadku. Stronę z moimi pracami zmieniłem i przystosowałem do nowego. Nie można polegać niestety na galeriach. Mało jest takich marszandów, którzy z sercem podchodzą do sprzedaży obrazów. Ostatnio udało mi się takich spotkać. Czasy wymuszają od malarzy zmiany w podejściu do sprzedaży swoich dzieł. Jeżeli chcą zaistnieć na rynku Sztuki. Komercja niestety stawia twarde warunki. Mój dobry znajomy świetny malarz Janek Stokfisz dzieli obrazotwórstwo na malarstwo i galanterię. Prawdą jest że ciężko się z samego malarstwo utrzymać, więc mamy swoje drugie życie gdzieś na etatach. Ja dzięki Bogu uczę tam gdzie lubię to robić, na Wydziale Architektury PK. Ale, dość już tych refleksji. Wchodzimy w nowy rok 2019 i życzę Wam wszystkiego pomarańczowego.

Jola 2019-01-27 08:19:07pomarańczowego, powiadasz.. pomarańczowego, jak pomarańcza, jak mandarynka, dynia, cukinia i brzoskwinia.. wiele odcieni kolor pomarańczowy ma - dalej: nagietkowy, nasturcjowy, morelowy, marchewkowy.. kulinarnie? smacznie, zdrowo, apetycznie - tyle skojarzeń w mojej głowie ten kolor ma.. jest pełen energii i uśmiechu, nowoczesny, kreatywny.. oranż, zapomniałam.. lubię takie życzenia, dobrze się Ciebie czyta, a więc do widzenia :)
krzysztof ludwin2019-01-29 11:56:17pomarańczowy już od dawna mnie prześladuje, trochę czerwony ale tylko trochę, niebieski jedynie jako koszula i jeansy, ale na obrazie ciepłota musi być

2018-12-24

ŚWIĘTA 2018

Wszystkiego najlepszego Wam życzę, a zwłaszcza uśmiechu mimo wszystko, umiejętnego wyciszenia się z tego powszechnego zgiełku i znalezienia chwili dla siebie na refleksję. Spokojnych świąt Bożego Narodzenia 2018.

Napisz komentarz jako pierwszy

2018-12-18

STRONA NA NOWO, LICZĘ NA WYROZUMIAŁOŚĆ

Postanowiłem odnowić a więc głęboko zmienić tę moją stronę. Liczę na wyrozumiałość z waszej strony. Postanowiłem wypróbować tzw. sklep ale ja to nazywam galerią z widocznymi stronami. Można będzie kupić mój obraz płacą kartą lub przez paypall. Troche to nietypowe jak na malarzaq ale czasy takie. Galerie są zawalone różnym malarstwem i człek ginie w masie. Przez parę dni musze dopracować prawne aspekty strony typu regulamin i politykę prywatności. Może dam radę. Przyjąłem image strony otwartej , zapraszam do rozmów i kontaktu.

Napisz komentarz jako pierwszy

2017-05-24

życie się toczy

Ja już wiem jak to wszystko w Polsce się zmieni. Gdy Polacy osiągną granicę wytrzymałości mentalnej się po prostu wyłączą. Tak jak to zrobili artyści muzycy w Opolu. Ja staram się jeszcze trzymać i nie słuchać tych nadętych idiotów, którzy mi mówią co jest dla mnie dobre. Maluję jak zwykle bardzo kolorowo i ekspresyjnie bo taki już mam odruch. Może oszukam psyche na jakiś czas. Pokazuję wam teraz obrazy na płótnie, które powstają zwykle wieczorami i nocą czasem. Wtedy mam spokój, nikt nie dzwoni. Niestety nakazano mi dopisać dorobek naukowy na uczelni i w ciągu dnia piszę o kolorze, co jest skądinąd fajną robotą. Na plus zaliczam fakt, że nauczę się szybko pisać, bo jest to sztuka. Zrozumiale i po polsku pisać. Niestety szkoda że język musi być "naukowy" i nie ma miejsca na kolokwializmy, a tu czasem chciałoby się rzucić mięsem. Dom aukcyjny Art In House w Warszawie, prowadzony przez Anitę Wolszczak sprawuje się dobrze ale wciąż mi się marzy marszand z prawdziwego zdarzenia. NO cóż, pewnie jeszcze nie ten poziom malarstwa. Trochę muszę poczekać i robić swoje.

leopold70 2018-03-04 12:18:00Dla mnie jest to po prostu genialne,żywioł,niesamowite. Sam maluje dopiero od 2004roku ,jestem na emeryturze,samouk,uprawiał tzw. Horakizm nieokrzesany,szkoda,że nie korzystałem z niczyich uwag,ale nikt nie chciał. Maluje alla prima i brak mi cierpliwości.

2016-03-15

Wystawa we Wrocławiu

Ciekawą propozycję otrzymałem od Prof. Piotra Błażejewskiego z Wrocławia. Wystawienie obrazów w przestrzeni publicznej Uniwersytetu Przyrodniczego na Placu Grunwaldzkim 24. Postanowiłem że cykl akwarel będzie wędrował po Polsce na ekspozycje w różne ciekawe miejsca. We Francji uczestniczyłem kiedyś w zbiorowej ekshibicji malarstwa wyeksponowanego w starych kaplicach. Goście jeździli od kaplicy do kaplicy. Była zabawa. Każdy sposób jest dobry aby dotrzeć do ludzi. Zapraszam zatem do Wrocławia, na plac Grunwaldzki 24 do Uniwersytetu Przyrodniczego. Pokazuję cykl Sycylijski.

Barbie 2016-09-24 09:12:00Świetny pomysł

2016-02-23

wystawa w Galerii Pryzmat, siedziby ZPAP w Krakowie

Rzadko zdarza się okazja zrobienia wystawy w miejscu zamieszkania, a zwłaszcza w Krakowie. Ostatnio eksponowałem tutaj prace onegdaj 10 lat temu. Dzięki uprzejmości ZPAP powiesiłem akwarele w najstarszej chyba galerii krakowskiej , projektowanej przez Szyszko Bohusza specjalnie dla grupy artystów malarzy i siedziby ich związku. Galeria specjalnie skonstruowana do profesjonalnego pokazu obrazów czyni okazję do wyjścia na światło dzienne wielu prac zalegających pracownie. Musze powiedzieć że zawiodłem się na znajomych. Otóż zwykle ludzie pokrętnie tłumaczą absencję na wernisażach dużą odległością od miejsca. Tym razem wysłałem zaproszenie do tak wielu osób z Krakowa, że już mam jasność w materii rzeczy: olewnictwo. Przynajmniej mam pogląd. Warto było się jednak pomęczyć z organizacją pokazu dla tych, którzy przyszli i serdecznie pogratulowali. Rzecz polega na tym, że ja już raczej w Krakowie nieprędko pokażę swoje prace, może za lat 10 znowu, a więc część tych ?zainteresowanych? wymrze śmiercią naturalną lub co insze się podzieje z nimi. Pal ich licho. Teraz zapraszam do Wrocławia w marcu. Potem będzie wystawa w Zakopanem. W najbliższym czasie akwareliści znowu jednak zagoszczą w galerii Pryzmat w kwietniu w gronie 10 członków www.sap-art.pl

7SniHoz0ys2016-03-02 13:58:00Well here I am~ a day late and a dollar short. I just found you. I feel like I hit the japckot. What beautiful work. I too would like to see the process of one of your paintings. You mentioned water colors and acrylics. What type of paper? What do you draw your working pic with? Pencil? And how do you get the white on the ends of the feathers? eeeeek..sorry, I'm just so impressed and loving it. Are your flowers layered with watercolor? Oh, I hope you'll be able to answer. Thank you so much.xos,janet
Witold 2016-03-07 14:26:00Panie Krzysztofie, bardzo proszę o podanie szczegółowych informacji dotyczących wystawy we Wrocławiu (miejsce i data wernisażu). Z góry dziękuję. Pozdrawiam, Witold
Roman2016-03-10 13:10:22No właśnie, miejsce i data wystawy we Wrocławiu ? Pozdrawiam serdecznie.
K ludwin2016-03-11 13:23:33Podam po niedzieli. Nie będzie wernisażu ale na koniec będzie finisaż w kwietniu. Gdzie i kiedy podam wkrótce.
doraso2016-05-29 18:52:12Jestem fanką Pana malarstwa,a P.akwarele uwielbiam-ostatnio oglądałam je w Katowicach w Galerii Sztuki 4Art(4-go kwietnia 2016)-są cudne-pozdrawiam serdecznie.
K ludwin2016-06-04 23:42:00Dziękuję dziekuję...zapraszam częściej na stronęi na facebooka pod kristof ludwin

2015-12-29

powidoki Sycylii

Nazwa mojej strony nie odznacza, że zajmuję się tylko techniką akwarelową. Nastrój można przekazać i należy w dowolnej technice. Akwarela, jak to nazywa się fachowo, jest moją techniką malarską pierwszą. Ulubioną. Priorytetową. Na tyle , aby w plenerze szkicować farbami wodnymi a w pracowni namalować wg akwareli obraz olejny. Bardzo dobra metoda. Olej według akwareli to pewne decyzje za mną. Potem tylko jadę z górki. ? Cykl sycylijski powstał podczas pleneru łączonego: podróż z ekipą akwarelistów oraz grupa moich studentów. Myślę że młodzi zapamiętają ten wyjazd bo bawili się nad wyraz dynamicznie. Mija już rok a może dwa od tamtego czasu a ja wracam myślami i maluję sycylijskie ?powidoki? na podstawie całego materiału który pozostał. Najważniejsze są obrazy w pamięci: zapachy, dotyk ciepłego kamienia, upał, leniwe dni i myśli.

Napisz komentarz jako pierwszy

2015-12-14

14-12-2015

Czas wrócić od nowego roku 2016 do blogowania na tej stronie. Jak widać poniżej, można komentować moje teksty i w ogóle całą moją działalność. Kiedyś (patrz na wpisy wstecz) na mojej stronie , jeszcze przed facebookiem wykreowała się grupa, która wymieniała poglądy o pozdrowienia. Mam nadzieję że to wrati. Ostatnio miałem w sobotę wernisaż mojego malarstwa, bo tak można nazwać obecnie działalność, którą prowadzę ( chociaż niektórzy uparcie wracają do popularnego obecnie "sortowania" , otóż twierdząc iż akwarela nie jest malarstwem.) Nic bardziej błędnego. Akwarela to dział malarstwa ?jak diabli malarskiego?. Perełki takiego malarstwa można znaleźć dzięki sieci na całym świecie. Więcej, dzięki akwareli, którą obowiązkowo poznają i praktykują uczniowie pierwszych klas liceum plastycznego przechodzi się bezboleśnie do malarstwa olejnego. Gorzej odwrotnie, ze względu na pewne nawyki wyniesione z praktykowania tej "cięższej" z technik. Wracając do meritum: w ?Wieży Sztuki? w Kielcach (tuż obok dworca PKP) wiszą głównie moje akwarele. Jak mówi jej właściciel, jest to jedyna galeria w Kielcach. Dobrze funkcjonująca galeria. Ciekawe. Zobaczymy. Poczekam na efekt. Obecnie przygotowuję prace dużych rozmiarów m.in. 150x50cm. W akwareli jest to wyzwanie i kupa roboty. Sztuka polega na tym aby każdy ruch pędzla miał sens, bo nie da się plamy zamaskować, jedynie wymyć, ale moim zdaniem to już nie jest alla prima, a tylko taka akwarela jest klasą sama w sobie. Nieraz zresztą zastanawiałem się nad dodatkowym atutem tej techniki i wiem już że oprócz walorów tematycznych, malarskich wzbudza podziw gdy operator pędzla wykazuje umiejętności ponadprzeciętne. Trochę tak jak z kopaniem piłki lub jazdą na czymkolwiek. Grupa podziwia lidera, sama dochodząc do perfekcji. Miłe to i pocieszające, poprawiające humor, dające uczucie spełnienia. Człek wie , że jest potrzebny. Jakkolwiek, ale jest. Dlatego dziękuję zawsze za dobre słowo a?propos mojej sztuki akwareli. Lata pracy nad techniką mają sens , wypełniają lukę egzystencjalnego pytania ?co ja tu robię?, jeżeli nie ma dzieci i rodziny. Istnieją inklinacje do dochodzenia do perfekcji nawet w przysiadach i pompkach w celi więziennej. Chwała Bogu i mojemu sprytowi mam gdzie pracować nawet po nocach, nie narażając się na wyjście z mieszkania. Korzystam więc teraz z tej wygody, zapraszając także nabywców prac do mojej pracowni, która jest tuż obok sypialni, livingu i łazienki, za ścianą . Przewidziałem nawet wchodzenie w butach ( nie stresuję ludzi nakazem ściągania butów) dając na podłogę płytki gresowe, które nie wytrą się w miejscach najczęściej uczęszczanych przez klientów ( hahahahahaha) . No i oczywiście łatwo wyczyścić płytki niż dechy. Jest ładnie dzisiaj na polu ( jestem z Małopolski), więc przebudzenie po obowiązkowych 7 godzinach snu nie było bolesne. Zobaczymy co dzień przyniesie. Staram się oczywiście nie myśleć o tym co się dzieje w sejmie za nasze, podatników pieniądze ale mam nadzieję że dobry Bóg, który reguluje to życie w rytm natury nie pozwoli na zbytnią demolkę.

Tadeusz2015-12-14 18:36:43Gratuluję wspaniałego malarstwa, oczywiście akwarela jest "królową malarstwa" niestety niedocenianą,pozdrawiam Tadeusz
Krzysztof Ludwin2015-12-15 12:48:58Dziekuję. Z obserwacji wynika że akwarela jest coraz bardziej doceniana. W Polsce rośnie grono zwolenników technik wodnych. Mnożą się style i jest coraz więcej "odsłon" ludzi malujących akwarelą dotychczas w zaciszu domowym.
Andrzej 2016-02-09 23:01:15Wspaniałe akwarele. Kupiłem jedną Pana pracę (Boguchwała) w galerii w Szczyrku. Wybieram się z żoną do Krakowa. Jak przeczytałem przyjmuje pan potencjalnych nabywców prac w swoim domu/pracowni. Czy mogę prosić o kontakt? Mój telefon 605 226 596.

2014-11-27

Plener w Sromowcach

Ostatni byt w Sromowcach na plenerze był dla mnie dużą odskocznią od krakowskiejrzeczywistości. Mio , iż "dojeżdżałem" do kolegów, wciąż się dobrze bawiłem i czułem. NIe wiem jak oni mieli czas nawet tam malować. Akwarele w aktualnościach, te panoramiczne pejzaże ze Sromowiec właśnie tam powstały.

Napisz komentarz jako pierwszy

2014-08-30

dawno nie pisałem

Chyba muszę wrócić do relacji z codziennej pracy nad obrazami, bo nie jest to łatwy kawałek chleba jakby się niektórym cwaniaczkom wydawało. Wystarczy tylko wspomnieć o kłopotach z kręgosłupem, o transporcie obrazów na wystawy, o kosztach związanych z oprawą...itd. Gdyby komuś przyszło do głowy prosić o obraz malarza niech pamięta, że spędza on nad nim swój czas cenny jak dla każdego, w tym pytającego. Owszem, malarz może podarować obraz nie biorąc za to pieniążków ale w takim razie w zamian za czas obdarowanego. :))

Napisz komentarz jako pierwszy

2013-03-04

otwarcie wystawy

Otwarcie wystawy "kobieta i jej peryferia" Wernisaż odbył się w Galerii Of Art w Częstochowie, na ul.NMP nr6. Wystawa będzie trwała do 15 marca. Zapraszam.

Napisz komentarz jako pierwszy

2012-09-29

wspomienie z kwietnia

Napisz komentarz jako pierwszy

2012-09-16

Staż w Durtal, Francja

Właśnie wróciłem z Francji. W Durtal koło Angers spędziłem tydzień ucząc grupę chętnych poznania mojego stylu malowania akwarelą. To bardzo ciekawe doświadczenie, diametralnie różniące się od lekcji rysunku jakie dawałem polskim uczniom w Krakowie. Przede wszystkim do Durtal przyjechali ludzie w wieku ok. 60 lat. To średnia, która wskazuje na chęć uczestniczenia tej kategorii wiekowej, często na emeryturze w zajęciach będących spełnieniem ich marzeń. Jednakże także ich wiek był przyczyną sporych trudności w nauczaniu, otóż iość pytań jakie zadawali uczniowie przekraczała czasem możliwości mojego głosu. Wieczorami po kolacji byłem tak wykończony, że wybawieniem był natychmiastowy sen. Dom w którym odbywały się zajęcia był bardzo profesjonalnie przygotowany przez jego właściciela Pascala, z zawodu fotografa z zamiłowania i dla pieniędzy organizującego tzw. Staże dla chętnych. Co tydzień inny malarz o bardziej lub mniej znanym nazwisku prowadził zajęcia wg własnego programu, z różnym skutkiem. Jednakże właściwie nie tyle w tym wszystkim chodzi o lekcje co o dobrą rozrywkę i czynny wypoczynek dla ludzi ciekawych świata, chcących doskonalić swoje umiejętności w malowaniu akwarelą . Na moim stażu było bardzo wesoło, zresztą dlatego że moi uczniowie okazali się przesympatyczni, dowcipni na bardzo wysokim poziomie intelektualnym. Po prawdzie dopiero teraz tak naprawdę zacząłem poznawać Francuzów, ich sposób myślenia, bycia. Czasem miałem wrażenie że tak naprawdę ważniejsze od malowania są posiłki,  Regularne, długo serwowane i doskonałe w smaku. Coś w tym jest. Bardzo mi to nawet odpowiadało, i teraz będąc w Krakowie trochę mi brakuje tego trybu regularnego spożywania wyrafinowanych dań przy akompaniamencie śmiechu i gwarzenia o wszystkim i o niczym. Samo miasteczko, o typowej dla tego regionu zabudowie średniowiecznych domów z kamienia różniło się nieco od architektury , którą do tej pory poznałem w Paryżu, Rennes, San Malo czy Brioude w Owerni. Najbardziej szokowało mnie wyłączanie światła latarń w nocy punktualnie o 22.30. Potem zapadały egipskie ciemności. Głupio się czułem gdy musiałem zapalić światło w pokoju, bo miałem wrażenie że wszyscy zastanawiają się co też robi ktoś w jedynym rozświetlonym oknie na ulicy. Generalnie spokojne miejsce, z jednym sklepem spożywczym, pubem i klubem gry w kule, gdzie wieczorami panowie w wieku 92 lat przy lampce wina rzucają po pochyłej podłodze okute stalą kule i bardzo się tym przejmują. Sam spróbowałem i jak na nowicjusza przystało udało mi się nawet trafić w białą kulę „matkę” z odległości 10 metrów, za co otrzymałem brawa. Jak widać warto malować, gdyż dzięki temu poznaję inne światy jaki tworzą różne kultury.

Napisz komentarz jako pierwszy

2011-12-21

zakopane

Ostatnio zamieszkałem na dwa dni w niezwykłym miejscu, w willi doktora Kraszewskiego, jednego z „twórców”, propagatorów Zakopanego w 1886 roku. Dom w stanie niezmienionym przetrwał te 120 prawie lat. Pani Magda Kraszewska, wnuczka doktora stara się utrzymać całość autentyczną w miarę możliwości finansowych. Zapach domu wewnątrz przypomniał mi moje studenckie wypady sprzed 28 lat, gdy jechałem pociągiem do „Zakopca”, nocowałem w takich domach i malowałem akwarelki, które później sprzedawałem koło Morskiego Oka na Krupówkach. Fajne wspomnienia. W sobotę tj. 18.12.2011 Jacek Nowak , komisarz pleneru w Boguchwale otworzył wernisaż boguchwalskich „miniatur” , obrazów o maksymalnych wymiarach 40x40cm wykonanych przez malarzy uczestników pleneru sierpniowego. Prowokatorem wystawy był Andrzej Markiewicz, profesor sztuk pięknych z Radomia. Obrazy pięknie się prezentują w otoczeniu Historii tego domu.

Napisz komentarz jako pierwszy

2011-11-27

ostatnie tej jesieni plenerowanie

Uroczysko Zaborek koło Janowa Podlaskiego. Pensjonat Państwa Okoniów, gospodarstwo agroturystyczne czy może skansen ? Właściwie wszystko w jednym ujęte. Stowarzyszenie Akwarelistów Polskich wybrało to miejsce na pierwszy plener w ostatnich dniach jesieni. Przywitała nas wspaniała pogoda, pewnie tak na dobry początek. Gdy przyjechałem rano w sobotę koledzy, którzy już tam byli właśnie kończyli jeść śniadanie. Krótkie przywitanie i całe towarzystwo rozeszło się do pracy. Otóż akwareliści są ostatnimi już romantykami malarstwa plenerowego. W ogromnej większości pracują na powietrzu. Ten rodzaj pracy wymaga ogromnej dyscypliny i silnych nerwów. Nie zważają na zimno, gapiów, muchy osy czy inne niedogodności: koncentrują się na swojej karcie papieru. Świadczy to o ogromnej pasji (osobiście preferuję szkic z terenu, małą akwarelkę w szkicowniku lub fotografię, i traktuję te narzędzia jako punkt wyjścia do namalowania obrazu w pracowni). Wystawa poplenerowa odbyła się w starym, przeniesionym przez Okoniów na teren skansenu kościele z lat 30. Goście przybyli tłumnie. Pan, który zakupił ode mnie jedną z akwarel przyznał się, iż odkryła tę technikę na nowo dzięki naszej wystawce.

Napisz komentarz jako pierwszy

2011-10-12

wystawa w Rennes

W czwartek wydarzy się dla mnie bardzo miły wernisaż prac, które przygotowywałem cały rok. Alicja Bachmińska, moja art. Manager we Francji otworzy wernisaż moich obrazów olejnych, akrylowych oraz akwarel w Rennes, w siedzibie banku bretońskiego. Oto parę zdjęć z wystawy. Niestety nie będę mógł być tam obecny ze względu na obowiązki w Polsce ale cieszę się że reprezentuję Polskę w Bretanii.

Napisz komentarz jako pierwszy

2011-09-11

po pobycie we Francji

Jestem już w Krakowie...nareszcie!! Chyba na jakiś czas mam już dość tego „obwoźnego teatrzyku” jakim jest każda wystawa. W dodatku nigdy nie wiadomo, czy cała impreza się zwróci, czy „widzowie” zechcą coś kupić. W teatrze przynajmniej wszystko wiadomo od początku gdy ktoś kupił bilet tzn. już dał zarobić aktorowi.  No ale trudno, taki zawód ( jak ktoś mówi hobby to mnie to od razu uruchamia ). Przejechałem się więc do Rennes po drodze, potem do La Baulle, Herbignac i Le Pouliguen. Zabrałem ze sobą ok. 32 obrazy w tym 12 akwarel na papierze i 10 akwarel na płótnie. No tak, bo ostatnio maluję akwarele na płótnie. Bardzo ciekawa technika i świetnie się w niej czuję. Na plenerze w Boguchwale namalowałem prawie 9 obrazów, o tematyce kwiatowej na płótnie, używając akwareli. Wracając do wyjazdu, otóż te 2000 km minęło dość szybko jako że ja lubię prowadzić samochód, i jak to Sława Prishedko powiedział – dla mnie jazda autem jest jak dla niego łowienie ryb : relaksuje, o świecie się zapomina. No i w drodze towarzyszyła mi koleżanka architekt, która miała trochę wolnego czasu, i chciała się oderwać od codziennych kłopotów w Krakowie. Chciałem bardzo, aby pojechała moja ulubiona Marynka, ale widać bała się że będę się jej oświadczał...hahahaha. W sumie dobrze, że moja koleżanka mi towarzyszyła bo i nudno nie było, oj nie ... radio Erewań przy niej to pikuś. No i zaczęła tak podrywać Francuzów, iż przy okazji interesowali się także moimi pracami a pewien francuski dziennikarz dzięki temu napisał o mnie sążnisty artykuł. Na miejscu wszystkim zaopiekowała się Alicja Bachmińska, moja art. Manager we Francji. Muszę przyznać ze wykonała kopę dobrej roboty. Cała impreza wyglądała tak: otóż Pan i Pani Tomasoni zorganizowali dla ok. siedmiu malarzy wystawę w trzech miejscach: każdy malarz „otrzymał” do dyspozycji kaplicę (tak - kaplicę), ja w Herbignac co widać na zdjęciu, oraz wszyscy razem pokazywaliśmy swoje prace w dwóch innych miejscach ,w dwóch różnych miastach min w Le Pouliguen pełnym jachtów i drogich apartamentów, więc istnieje szansa sprzedaży, ale kto ich tam wie ( w sumie ok. 90 procent gości stanowili amatorzy, którzy podpytywali nas o technikę ...:) Przy okazji zwiedziłem odrobinkę bretońskiego wybrzeża, jadłem bretońskie naleśniki i piłem bretoński samogon z młodymi Bretończykami na campingu , gdzie mieliśmy nocleg. Było ciekawie i bardzo wesoło. W drodze powrotnej zagościłem w Luksemburgu u Sławy i Victorii Prishedko, sławnych akwarelistów ukraińskiego pochodzenia. Ich dom a raczej kamienica wzbudziła we mnie mnóstwo inspiracji jeżeli chodzi o wyposażenie wnętrza i pobudziła do malowania aktów w akwareli , w których Sława nie ma chyba sobie równych. Cieszę się jednak, że już jestem w naszym krakowskim piekiełku, które daje mi tę cieplną energię do malowania.

Napisz komentarz jako pierwszy

2011-08-28

Co się ostatnio działo

Dawno już nie pisałem w aktualnościach ale też wiele się działo wokół i nie było czasu aby przysiąść do opowieści co się działo, a działo się sporo. Ostatnio byłem na festiwalu akwareli w Brioude we Francji. Bardzo dobrze czułem się wśród innych malarzy akwarelistów, reprezentujących różne zawody w życiu, bo jak wiadomo jest to jedna z najbardziej demokratycznych technik malarskich. Spotkałem tam moich przyjaciół jak Marc Folly , Michel Leger, znajomych ukraińskich malarzy Sławę i Viktorię Prischedko, i wielu innych. Sporo osób przyjechało ze wschodu, a najwięcej zabawy i uciechy dostarczył Ulughbek Mukhamedov, malarz z Uzbekistanu. Pokazał małe ale perfekcyjnie wykonane prace , których motywem przewodnim, powtarzającym się niby mantra, były karawany na pustyni. Podarował mi jedną z takich prac. Ogólnie rzecz ujmując małe sredniowieczne miasto odżyło na te dwa tygodnie. Malarze prowadzili tzw. „master class” oraz „demonstracje” , gdzie amatorzy akwarel mogli spróbować swoich sił, a koneserzy i koledzy obserwować (podpatrywać prawdę mówiąc, ale na tym to polega) proces powstawania obrazu. Zdjęcia przedstawiają jeden z wieczorów w trakcie którego artyści wraz z publicznością wspólnie tworzą akwarelowe ćwiczenia. Melancholijnie ( trzy lampki dobrego wina ) przyglądałem się całej tej roześmianej, gwarnej imprezie i tak sobie myślę, że przydałoby się coś takiego u nas. No bo ileż razy można gromadzić się z powodu meczy przeróżnej maści, dożynek, dni piwa, dni miodu, odpustów, itd. Itp. Coś ominąłem? Ostatnio moja przyjaciółka opiekująca się młodą nastolatką wymyślała różne zabawy włącznie z okładaniem się poduszkami aż w końcu smarkata zobaczyła moje akwarelki i zapaliła się do pomysłu malowania, i nastał spokój nad paletą. I o to chodzi panowie i panie. Malowanie wśród młodzieży ma swoją tradycję edukacyjną, ale...nie pamiętam aby wszyscy gremialnie - dzieci i dorośli - razem przy jednym stole spróbowali sił, tak bez fałszywego wstydu. Kiedyś student architektury zwierzył się nam asystentom na ucho, że gdy po latach ( ostatnio w przedszkolu ) wziął na naszym wydziale pędzel do ręki poczuł ekscytację, niemalże jak przed seksem. No ładnie. Wystarczy więc kupić farby akwarelowe, i w odosobnieniu ( broń boże aby ktoś podglądał ) spróbować sił, a niech by nawet spieprzyć nieco malunki, ale ta pierwsza decyzja położenia koloru, to jest to! Ekstremum..:)) Fakt że są różne reakcje, jednych pierwsze próby wkurzają, a innych wciągają i uspokajają. W każdym razie – we Francji jest to już bardzo popularny „sport” zwłaszcza wśród ludzi na emeryturze. Cale grupy zgłaszają się do malowania pod okiem wybranych mistrzów. Dzięki temu zresztą mistrzowie dobrze sobie zarabiają, a panowie i panie mogą sobie swoje malarskie próby powiesić na ścianie, nie wspominając o frajdzie grupowych wyjazdów na plenery . I tak się koło życia kręci. Na zdjęciach widać jak Francuzi świetnie się bawią podczas tak zwanego nocturnu nocnego z akwarelą. Malarze uczestniczący w festiwalu prowadzą zajęcia z chętnymi do wykonania akwarel, i wiek tu nie gra roli.  W tym momencie gdy piszę te słowa jestem po dwóch plenerach, w Łańcucie i Boguchwale. Ten drugi plener bardziej przypadł mi do gustu, a to ze względu na świetne warunki pracy w pałacu Lubomirskich, w przestronnych salach (każdy malarz miał swoją „pracownię”), w atmosferze pracy malarzy przez duże M. Nareszcie rozwinąłem tutaj technikę malowania akwareli na płótnie. Męczyłem bułę już od paru lat, a teraz czuję że jestem coraz bliżej sprostaniu zaspokojenia swojego niecierpliwego do żmudnego olejnego malowania charakteru. No...jeszcze lubię od czasu do czasu popełnić obraz olejny szpachelką, ale tak relaksowo, podpatrując Andrzeja Kijowskiego na plenerach , który zresztą zdradził mi parę tajemnic technologii zastrzegając, że tylko dla mnie ( porządny bieszczadnik, ma swoją pracownię koło Cisnej ). Plener w Boguchwale koło Rzeszowa organizuje Jacek Nowak, który z ramienia Podkarpackiej Zachęty robi to na bardzo wysokim poziomie i jakoś tak nienerwowo. Ja w każdym razie wypoczywam tam i bardzo dużo maluję. Ogólnie atmosfera wśród malarzy jest sielankowa, przeplatana kawałami, winem szwendaniem się na słoneczku i bezustanną pracą , wiec te bezkonfliktowe relacje uspokajają. A za moment trzeba będzie jechać do Francji z wystawami. Ale o tym w następnych aktualnościach.

Napisz komentarz jako pierwszy

2011-03-24

WYSTAWA

W najbliższym czasie odbędzie wystawa moich akwarel w BWA w Rzeszowie na ul Sobieskiego, 31 marca o godz. 18. Zapraszam, pokażę dużo nowych prac, które potem wywędrują do Francji na festiwal akwareli w Brioude.

Napisz komentarz jako pierwszy

2011-02-03

wernisaż w sobotę, 5 lutego

W najbliższą sobotę zapraszam na wernisaż mojej wystawy do Częstochowy tych, którzy dawno tam nie byli i przede wszystkim tych mieszkających w Częstochowie. W galerii Of-art na ul. Naświętszej Marii Panny 6 pokażę 20 akwarel, tych z wcześniejszych lat i trochę nowych, z włoskich klimatów. Otwarcie o godzinie 18.00. Nowością będzie film nakręcony przez TVN Historia z moim udziałem, w reżyserii Agnieszki Bujas. Treścią filmu jest wywiad jaki przeprowadziłem z przeorem klasztoru Kamedułów w Krakowie a potem wizyta w pracowni i pokaz jak powstaje akwarela. Zapraszam serdecznie.

Napisz komentarz jako pierwszy

2011-01-01

Fraszka: autor Dominik Nowina Konopka

Dominik Nowina Konopka
Krzysztof Ludwin Maluje

Tak powstała akwarela.
Malarz palcem gładził brodę, przestrzeń światła okiem zmierzył, rozprowadził po papierze płynną gumę raz i drugi, trochę w górze, nieco z lewa. Zlał obficie papier wodą, po czym pędzlem ciągnął smugi, jakby żółci wlać do mleka. Potem szybko rach i ciach palnął pędzlem w ciemny dach. W skos od dachu cienką kreską latarenkę na niebiesko. Pod nią kościółek Wojciecha. Łuk sklepienia nad nim rozpiął i posadzkę machnął prosto. Zrobił babę i człowieka, szybko zdarł paluchem make up, żeby bieli błysnął śnieg. W końcu czerwień dał na brzeg, może fiakier to, lub auto. W rogu podpis w kancik, ostro – Kraków, Rynek, data, autor. Jeszcze gumką kreski zatrze, a ja patrzę, patrzę, patrzę…
Kraków, 10.12. 2010 r.

Napisz komentarz jako pierwszy

2010-12-25

zła jakość

Chciałem tylko powiedzieć publicznie na mojej stronie że TPSA nawaliła na całej linii. Otóż dzisiaj, w drugim dniu świąt chciałem oglądnąć w spokoju i z ciasteczkiem i herbatką filmy. I cóż, oczywiście dzisiaj powstała długa usterka na LIVBOXsie. Oczywiście próba dodzwonienia się do serwisu spełzła na niczym.

Napisz komentarz jako pierwszy

2010-11-25

WYSTAWA POŁĄCZONA Z PROJEKCJĄ FILMU JAK MALOWAĆ AKWARELĄ

Dom Kultury im. Norwida w NOwej Hucie, mojej dawnej dzielnicy w której się wychowałem zaproponował mi małą wystawę akwarel. Ok 10 prac. POdczas wernisażu ODBĘDZIE SIĘ PROJEKCJA FILMU "ŚWIAT W AKWARELI", który TVN pod reżyserską batutą Agnieszki Bujas nakręcił trzy lata temu ze mną w roli głównej. Jest to w sposób malarski opisany klasztor Kamedułów oraz technikę powstawania akwareli malowanej przeze mnie w trakcie kręcenia filmu.

Napisz komentarz jako pierwszy

2010-10-31

wykorzystanie apratu foto w malarstwie

Chciałbym poruszyć temat, który w "towarzystwie" jest przemilczany, na plenerach także, ale co rusz któryś z kolegów popatruje w laptopie na naszkicowany aparatem fotograficznym pejzaż. Co i ja zresztą robiłem. Otóż juz 400 lat temu camera obscura posłużyła mistrzowi światła, Janowi Vermeerowi do nanoszenia rysunku na płótno obrazu. Zostałem zaproszony do BWA w Sanoku na bardzo ciekawę wystawę malarstwa, w którym koledzy malarze w spoób zamierzony i bez hipokryzji wykorzystują produkt aparatu fotograficznego jako punkt wyjścia do swoich formalnych malarskich rozważań. Bardzo ciekawych rozważań. Oto wypowiedź jednego z malarzy, Sławomira Tomana : "Wykorzystanie fotografii przez malarzy w procesie tworzenia obrazu ma już oczywiście swoją długą tradycję. Jeśli do rodziny narzędzi fotograficznych zaliczymy również urządzenia optyczne typu camera obscura to tradycja ta jest już wielowiekowa. Mimo to ciągle pojawiają się twierdzenia, że posługiwanie się fotografią w malarstwie jest nieuprawnione. Wystawa Photo* copy*painting siłą rzeczy nie jest wyczerpującym ujęciem tego problemu (bo z wielu powodów być nie może) i nie ma ambicji udowadniania, że malowanie z fotografii jest lepsze niż z natury, pamięci czy wyobraźni, że malowanie w ogóle jest lepsze niż fotografowanie czy też używanie innego medium artystycznego.Wystawa ta stawia natomiast pewne tezy: korzystanie z fotografii w procesie malowania jest pośród malarzy różnych pokoleń i środowisk powszechne, pozwala na różne rozwiązania formalne i często jest tylko jednym ze środków ekspresji dla danego artysty. W warstwie znaczeniowej, warstwie przekazu prezentowanych na wystawie artystów nie dałoby się już objąć jednym tematem czy tytułem. Fotografia, która swego czasu miała stać się przyczyną upadku malarstwa dziś jest narzędziem, po które malarze sięgają bez lęku, narzędziem pozwalającym w łatwy i szybki sposób zanotować interesujące artystę motywy, swoistym szkicownikiem, bez którego wielu malarzy po prostu nie potrafi, a raczej nie chce się obejść. /Sławomir Toman/

Napisz komentarz jako pierwszy

2010-10-24

Italia

Wrzesień spędziłem w Italii. Bardzo potrzebowałem tego włoskiego kontrastowego słońca. Na temat rzeźbiarskich włoskich uliczek można malować do znudzenia. Podobne klimaty są także w Owerni, w środkowej Francji, ale w Italii jest tego bez liku. Stare kamienice, wysokie uliczki, ostre podejścia, kamienne miasta pamiętające średniowiecze. Zatrzymałem się wraz ze znajomymi w Bucine, w willi Cinci. Obok inna villa miała nazwę Casanova, tyz inspirująco, ale nic się nie wydarzyło..J Czas płynął między bieganiem po uliczkach prawie ośmiu miasteczek orientacyjnie wokół Sieny. Monte Pulciano, S Giniamo, Arezzo itd.. Wytrzaskałem 1000 zdjęć i trochę szkiców samej willi Cinci. Nawet basen był, ale z zimną nieco wodą, więc mimo gorąca kąpać się nie za bardzo chciało, ale kto też miał na to czas??? Akwarela pokazuje willę Casanowa , widok od basenu. No i wróciłem do naszej rzeczywistości wcale nie najgorszej zresztą. Wiecie jak jest, tam jest dobrze gdzie nas nie ma... Mam refleksję po pobycie w Italii, mianowicie być może dobrze że nie rozumiem włoskiego i tylko znam parę podstawowych zwrotów całkowicie wystarczających do kupna chleba czy wina. Otóż przynajmniej moje nerwy odpoczęły od polityki.

Napisz komentarz jako pierwszy

2010-10-20

PLenery, plenery

Czas uzupełnić aktualności. Działo się sporo tego lata. Byłem na paru plenerach i to w dodatku jeden w Boguchwale spadł całkowicie niespodziewanie. W Rzeszowie podczas wizyty w Galerii BWA Jacek Nowak zaproponował mi wyjazd do Boguchwały. Faktycznie spotkałem sporo nowych dla mnie osób, nawiązałem znajomości i namalowałem trzy obrazy olejne szpachelkami (to pod wpływem Andrzeja Kijowskiego, jakoś tak łatwe wydawało się się to jego machanie że sam spróbowałem...no i jak wyszło?...dwoma pracami zainteresowali się nasi sponsorzy). Myślę ze były ok., ale ja wciąż obstaję przy akwareli. Jednakże jeżeli odechce mi się eksperymentować znaczyć będzie dopadła mnie SKS – starość, k..., starość..J Wcześniej, przed Boguchwałą oczywiście pojechałem do Janka Majczaka na wiecznie żywy plener w Łańcucie Lipniku. Było kolorowo i wesoło, pierwszy raz miałem imieniny jak się patrzy z innymi dwoma Krzysiami i dwiema Aniami. Prym wodził kolega malarz Kuchniak szalony. Intensywność kolorów jego prac zdechłego kota by poderwała do biegu! Tam pomalowałem sporo płócien eksperymentując z akrylem, poddając prace nawet osądowi kolegów malarzy (co rzadko się praktykuje ze względu na ogólnie uznaną skłonność malarzy do obrażania się na wszelką krytykę )...Jezu, co poniektórzy sobie nieźle po obrazkach pojechali, ale moim zdaniem wszyscy którzy cokolwiek wypowiedzieli na ten temat przyczynili się jedynie do mojego rozwoju.

Napisz komentarz jako pierwszy

2010-10-11

podniebny wernisaż

Jeszcze niedawno, bo miesiąc temu moi rodzice byli pierwszymi i jedynymi gośćmi podniebnego wernisażu obrazów, które pokażę we Francji za rok, no może wcześniej na wernisażu łączonym z pięcioma rzeźbiarkami u mnie w pracowni. Ale o tym póżniej. Obrazy na zdjęciu pokazuję na mojej łące w Rożnowicach koło Biecza.

Napisz komentarz jako pierwszy

2010-05-16

plener w Beskidach

Góry beskidu wysokiego, tam gdzie jest willa prezydenta RP, Wisła, Koniaków, Isdebna. Piękne okolice i wyjątkowe góry połozone ok. 700 metrów nad poziomem morza. FundaCJA „Uśmiech dzieciom” za radą paru malarzy zorganizowała plener na Połomi koło Koniakowa. Pośród wysokich świerkowych lasów dojechałem wąską drogą gdzieś na polanę, otwierającą widok na góry. Wioskę otwiera gospodarstwo agroturystyczne Reni i Władka. Prowadzą pensjonat bardzo gustownie przez Renię umeblowany starymi, odnowionymi przez Władka - stolarza artystę , góralskimi meblami. Było nas wszystkich razem dziewięciu malarzy. Codzienny spacer, potem obiad potem praca przy sztalugach. Najbardziej polubiłem posiłki przy ogromnym stole. Długo po zjedzeniu cudów na talerzu siedzielismy i rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Taka atmosfera oraz pewność że nikt nie zakłóci pracy sprzyjała myśleniu przy sztalugach.

Napisz komentarz jako pierwszy

2010-04-03

Wielkanoc

Życzę Wam, moim gościom na stronie spokojnych i życzliwych świąt, oraz pozytywnej refleksji nad życiem i jego przemijaniem. Zatrzymajcie się w biegu na te dwa dni i rozejrzyjcie się wokół.

Napisz komentarz jako pierwszy

2010-02-05

ostatnio ostatnimi czasy

Ostatni miesiąc upłynął pod znakiem pleneru w Kazimierzu Dolnym oraz otwarcia mojej wystawy w muzeum na Zamku w Bielsku Białej. Trochę wrażeń było zarówno w Kazimierzu Dolnym, jak zwykle urokliwym, przez przyjezdnych traktowanym jak Las Vegas ( wino, kobiety i śpiew zwłaszcza „U Fryzjera”, polecam prażone migdały) a także w Bielsku „na zamku Sułkowskich”. Załodze muzeum jestem winien pełny szacunek za „stanięcie na głowie” aby wszystko zagrało mimo wszystko. Wystawiono moje prace wraz z ilustracjami do „Zmorów” Emila Zegadłowicza ( oczywiście w innych salach, :)), więc dzięki temu ja także miałem publikę, no bo któż by sobie nie odmówił smacznych ilustracji erotycznych rysownika Stefana Żechowskiego. Tak więc jeżeli ktoś mija Bielsko Białą, skądinąd przytulne, „śpiące” miasteczko zapraszam na zamek do muzeum, gdzie swoją drogą można obejrzeć rzadkiej rzadkości malarstwo oraz piękne wnętrza pałacowe. Jak je porównuję do mojego małego mieszkanka w Krakowie ( no i cóż że na Salwatorze!!) to mi ciemnieje przed oczami z żałości. :)

Napisz komentarz jako pierwszy

2009-05-14

akwarele namalowane w Covilha

A oto ciąg dalszy poprzednich aktualności. Akwarele, namalowane i zostawione w Covilha, w galerii Artura.

Napisz komentarz jako pierwszy

2009-05-14

covilha uniwersytet

Jestem w Polsce po pobycie w Covilha na tamtejszym uniwersytecie. Wciąż pod urokiem miasta i mieszkających tam ludzi. Covilha leży na zboczu góry, która swoim charakterem i roślinnością w jakiś posób przypomina mi nasze Tatry i Kasprowy. Śmiać mi się chciało, gdy bezpiecznie samochodem podjechaliśmy na wysokość chyba 1900 m.n.p.m. tj, mniej więcej na Kasprowy (chyba). Groza surowych skał, przepaście, śnieg (sic!!) i temperatura –2 stopnie. Ludzie lepili bałwanka a dzieciaki jeździły na nartach. Super. A na dole 25 stopni w słońcu! Tak gorąco że sandały i krótkie spodnie ratowały spocone ciało. Wyobraziłem sobie co by się działo gdyby chciano u nas wybudować szosę na Kasprowy. Chyba nie muszę kontynuować myśli ?!! No ale wracam do meritum. Odbył się wykład ( nawiasem mówiąc dobrze się na nim bawiłem, opisując po prostu swój świat akwareli), no i odbyły się ćwiczenia które wprawiły mnie w zdumienie a potem wieczorem w zadumę. Otóż albo ja dobrze tłumaczę lub natrafiłem na bardzo zdolnych studentów, ale fakt że namalowane przez nich akwarele były bardzo interesujące. Oczywiście ja osobiście wykonałem jedną pracę na ich oczach aby wiedzieli kolej rzeczy malując potem swoje obrazy. Zdobyłem pierwsze doświadczenie ucząc malować akwarelą grupę studentów. Chodzi mi po głowie pomysł plenerów kursów akwareli. Taka forma plenerowych kursów jest zresztą bardzo popularna np. w Australii. Hm, no ale wracając do Covilha, miasta uniwersyteckiego, bardzo przyjaznego, spokojnego. Jak zawsze zrobiłem sporo zdjęć. Chodziłem uliczkami. Przysiadłem na dobry portugalski obiad. Rozmawiałem z ludźmi. Wyciszyłem się, zapomniałem o bożym świecie, krakowskim świecie, piekiełku emocjonalnym zgotowanym mi przez niektóre osoby w moim kochanym Krakowie. Namalowałem trzy akwarele, które zresztą od razu zostawiłem u Artura, profesora filozofii, który maluje obrazy i sprzedaje je we własnej galerii, do której zaprasza także innych malarzy. Przy okazji zaprosił i mnie do uczestnictwa w wystawie zbiorowej. Wernisaż mieliśmy ciekawy, z tenorem w trakcie imprezy. Dwudziestoletni chłopak zaśpiewał jak dojrzały facet. Aż mi włoski stawały na ręce. Moje akwarele bardzo się spodobały i Artur coś tam sprzedał. Potem poszliśmy gromadnie na Fado (wrzućcie na gogle co to jest, bo warto) do pubu w małej leciwej kamieniczce. Spontaniczna impreza rosła gdy wszyscy w okolicy dowiedzieli się że z nami jest polska telewizja ( z Gdańska). A skąd oni się tam wzięli? Przyjechali filmować życie profesora Krenza i jego żony Kasi, bo Kasia jest przede wszystkim pisarką. „Ogród Mirandy” i teraz ostatnio wydana „Lekcja tańca”. Przeczytałem jednym tchem. Odnalazłem tam swoje życie, rozterki, zawody miłosne i mechanizmy tym wszystkim rządzące. Znalazłem tam moją ulubioną tancerkę, którą bardzo często maluję. Uśmiałem się, gdyż przy okazji znalazłem się w ich filmie. No i ekipa nagrała Fado, cały autentyczny spontan tej imprezy. Przy okazji asystentka profesora, Marta ( świetna dziewczyna) zaśpiewała, no i ja też nuciłem. Ech, jak to Marta określiła, chyba zakochałem się w Portugalii i w Fado. Wino mają świetne i powietrze pachnie eukaliptusem.

Napisz komentarz jako pierwszy

2009-04-18

Lizbona

No nareszcie! Jestem w Lizbonie. Jutro jadę do Covilha z wykładem oraz zajęciami malowania akwarelą dla tamtejszych studentów. Wszystko zorganizował mój kolega prof. Jacek Krenz, który tam uczy od paru lat. Narazie wylądowałem w Lizbonie i od razu polubiłem to miasto. Ludzie są ważni, a Portugalczyków odbieram jako swobodnych, przyjacielsko nastawionych ale z dystansem, tzn każdy patrzy w swoją stronę i nie przeszkadza natarczywym wpatrywaniem się w człowieka, co jest powszechne wśród Polaków. No i dzisiaj przeszedłem się główną , opadającą do portu Avenu de Liberdade. Zapach wody, białej skały z której zbudowano nabrzeże, no i te powszechne słodkie zapachy na ulicy. Oczywiście mnie powala architektura, naturalna z patyną historii na swoich elewacjach. Robię notatki, więc będę miał materiał do malowania. Dołączam foty dzisiaj zrobione przed południem. NIe było słonecznie ale ciepło i deszczowo. Za parę dni napiszę z Covilha, sam jestem ciekawy jak wygląda to miasto połozone na zboczu góry. Podobno klimat na kształt naszego Zakopanego.

Napisz komentarz jako pierwszy

2009-04-02

ostatnio malowane

Słucham muzyki ...i tylko wtedy mogę malować. Psychologicznie rzecz ujmując wprowadzam się w nastrój, w stan alfa J i wtedy wyzwala się pełny luz wspomagający podejmowanie decyzji malarskich. Ci którzy pracują przy muzyce wiedzą o czym mówię. To jak narkotyk, który tez działa na zmysły. Ja jednak wolę muzykę ponieważ nie tracę kontroli nad swoimi decyzjami a wręcz je wyzwalam. Po namalowaniu obrazu i wyłączeniu utworu muzycznego dzwoni telefon w sprawie płatności za rachunek telefoniczny no i d...Czar pryska. J Tak to się odbywa. Zauważyłem że bardzo dużo osób nosi słuchawki wyłączając się z rzeczywistości. Ludzie w każdym przedziale wiekowym. Niesamowite. Ja dziękuję Bogu że mogę produktywnie przelać na papier wytworzoną pod wpływem dźwięków adrenalinę. Malujcie, a sprawicie że Wasze życie stanie się ciekawsze o wiele doznań. Malowanie powoduje także stan euforii, zatracenia się ... wreszcie satysfakcję, uspokojenie. Prezentuję ostatnio namalowane akwarele z cyklu kobieta oraz z cyklu Paryż ( jeżeli ktoś chce może te dwa słowa połączyć – kobieta i Paryż J )

Napisz komentarz jako pierwszy

2009-02-22

Rzeszów, piękne miasto.

Ostatnio zawiozłem do Galerii BWA w Rzeszowie, te oto akwarele: rzeszowskie impresje.

Napisz komentarz jako pierwszy

2009-02-20

Kryzys???? W malarstwie ????!!! Gdzie????

Czasem wrażliwa natura potrzebuje czasu aby dojść do równowagi. Skończył mi się okres „pracowniany” na ul. Św. Agnieszki. Niestety, to prawda co twierdzi Iwona Front Siwek, zasłużona dla Krakowa malarka „miasta”, otóż malarz maluje sam w pracowni, i tak powinno zostać. To jest tak intymny akt twórczy że śmiem twierdzić, iż ci którzy robią to na pokaz mają silną psychikę, są wprawionymi w bojach pedagogami lub cyrkowcami malarstwa ( widziałem Chińczyków malujących jak akrobaci, ale chyba nie tędy droga przesympatyczni Panowie i Panie Państwa Środka, nie tędy) ..J Sam Duda Gracz uciekał się do zamknięcia drzwi swojego pokoju na klucz nawet na plenerach. No i być może miał rację. Tak więc zamknąłem się i ja w mojej dziupli na Fałata i „zaczyniam” malować znowuż po krótkim okresie relaksu Nowo Roczno Świątecznym. No ale wracając do stycznia: co się ostatnio działo ! No kupa! Otóż przede wszystkim byłem na fajnym plenerze w Kazimierzu Dolnym min. z Michałem Smółką, który mnie tam zaprosił. Jak ten facet maluje światło! No a widać z moich prac że ja też na ten temat mam bzika. Pokazuję parę akwarel z tego pobytu. Było zimno, ale na cóż , mamy aparaty ( nowoczesny szkicownik malarza) i małe notesiki w plecaku...nieprawdaż? Potem w krótkim odstępie czasu był Nałęczów. Dzięki Jankowi Majczakowi i Pani Jadwidze Saneckiej, w połowie stycznia otwarłem w Nałęczowie w Pałacu Małachowskich wystawę akwarel. Ponieważ to jest miejsce gdzie wiatry zagnały mnie pierwszy raz pokazałem tam moje historyczne prace. Przy okazji Nałęczów... urokliwe, malownicze miasteczko Aleksandra Gółowackiego alias Bolesław Prus. Piękny park wokół kompleksu pałacowego, oraz SPA....ha, wykąpałem się w błotku! Oczywiście wystawa wisi nadal, do połowy marca o ile się nie mylę, dzięki uprzejmości Pani Jadzi Saneckiej, więc kto ma ochotę może wybrać się jeszcze do Nałęczowa do Pałacu Małachowskich. Zapraszam.

Napisz komentarz jako pierwszy

2008-09-10

EMOTIKON ART I ...UWAGA !!! WYSTAWA W RADOMIU

Strasznie spodobały mi się ostatnio buźki emotikony na skypie. Ale postanowiłem wymyślić własne, NAMALOWAĆ JAKO OBRAZY OLEJNE 80X80CM i dać do Galerii 2Światy na ul józefa w Krakowie. Nazwaliśmy ten rodzaj malowania MrKrzyś a akwarele i oleje "poważne" DRLudwin . A tak wogóle to ZAPRASZAM na wystawę do Radomia, otwarcie w piątek 12.09.2008 CZYLI W TYM TYGODNIU , o godz. 18 w tzw Łaźni w Radomiu. Ja wystawiam nowe prace , min. oleje i oczywista akwarele formatu 56x76cm, a Joanna Banek pokazuje tkaniny-instalacje (fajne pomysły). Tytuł wystawy: Dwa Światy. Te obrazy ktore widzicie to oleje 100x70cm. Niektorzy mylą je z akwarelami..:)))) POkazuję też 15 nowych, paryskich i krakowskich motywów refleksji W AKWARELACH. Zapraszam.

Napisz komentarz jako pierwszy

2008-06-23

z życia niezależnego..

Nareszcie mogę coś napisać. Spokój spływa wraz z końcem roku akademickiego a zarazem może ze względu na zbliżający się okres wakacji czyli wyjazdów, uspokoiły się telefony. Można więc przystąpić do uspokojenia duszy i delektować się abstrakcyjnym myśleniem podczas letnich upałów. Co sprzyja oczywiście malowaniu i doszukiwaniu się sedna w pracy nad kolorem, czy to na obrazie lub w architekturze. Ale, ale...coś z miesiąca Maj, z długiego łikendu, otóż: byliśmy małą grupką, Janek Żyrek, Joanna Banek , ja, Basia Kozula, wyjechaliśmy nad morze. No i się działo! Po pierwsze w pociągu zawiązaliśmy grupę malarską cour de balance, czyli podwórze wahań, tj. różne techniki, różne charaktery. Po polsku brzmi śmiesznie fonetycznie. Pierwsza wystawa prawdopodobnie w galerii radia Katowice w październiku. Obrazem naczelnym będzie namalowany osioł z papierosem. Naczelne hasło wystawy wynikło z rozmowy mojej i Baśki, gdy wspomniałem, iż nie za bardzo pamiętam twarzy kobiety z którą rozmawiałem a Baśka na to: bo pewnie rozmawialiście o d..pie – a to: nie pamiętam twarzy bo rozmawiałem o d..pie. No nie, mamy tyle nadętej absurdalnej powagi wokół, że mam już tego serdecznie dość. No więc działo się to w przedziale ekspressu Kraków via Gdynia. Był oczywiście pełny relaks procentowy, ale w umiarze kulturalnym jak na malarzy przystało. W każdym razie po przyjeździe cieszyliśmy się spotkaniem do rana, poczem z Jaśkiem, mocne organizmy, poszliśmy nad morze na molo Gdańsk Oliwa podziwiać budzące się kaczki, sprzątaczy, biegaczy, i chłodziliśmy się orzeźwiającą bryzą znad Bałtyku. Super. Po przespaniu dnia, na następny postanowiliśmy pojechać na Hel tramwajem wodnym. I tu zaczęła się przygoda! Na wstępie przed wejściem na stateczek kupiliśmy z Jaśkiem stosowne nakrycia głowy (co widać u mnie na jednym ze zdjęć, a Jasiek kupił kapelusz obwiedziony na otoku koronką, jako że on jest z Koniakowa). Usadowiliśmy się na pokładzie nadnadgórniastym aby podziwiać widoki. Dosiadł się do nas lekko wstawiony, ale sympatyczny Marian z Rybnika i zaczął zwierzać ze swojego życia. Zyskał moją sympatię gdy stwierdził, iż na jego oko jestem w wieku jego syna (jakieś 33 lata), no ale biedak nie widział moich siwych włosów ukrytych pod czapką strong mana. Bardzo dociekał, czy nasze koleżanki są z nami bardzo blisko, ale my z Jaśkiem, biorąc się za ręce powiedzieliśmy że jesteśmy razem na wieki ( Jasiek i ja...hyhy, jak ktoś nas zna to dostanie teraz ataku śmiechu) a nasze koleżanki też uznają tylko swoje towarzystwo. Marian z Rybnika zwiał do żony i mieliśmy go z głowy ale cały czas wnikliwie i z mętnym od piwa wzrokiem obserwował nas zza ciemnych okularów. Wydało jednak wszystko się gdy zapomniałem o kamuflażu i zapatrzyłem się w zjawiskową blondynkę siedzącą naprzeciwko mnie (pozdrowienia dla Gosi!!). Dobiliśmy do Helu. Ja zawsze lubię tam przyjeżdżać. Taki mały, zaciszny port z miniaturową rybacką zabudową, tak samo urokliwą jak Lanckorona, Kazimierz Dolny czy Sandomierz. Uwielbiam Sandomierz. Powinien być oblegany przez malarzy. A Lanckorona jest the best. No więc, zbieraliśmy się do wyjścia ze stateczku a tu mały, pięcioletni chyba urwis ucieka po schodach z dolnego na najwyższy pokład, a matki ni ma, to znaczy ja jej nie widzę więc łapię małego pod pachy , znoszę na dół a tu mama się objawia i rzecze: a widzisz, teraz pan cię weźmie do taty. A mały w ryk: ja nie chcę taty!!!!. No pięknie, myślę sobie. Klasyka, tata be. Ludzie nie słyszeli jej tekstu tylko słowa małego, i coś tam komentowali zgryźliwie biorąc mnie za tatę. Eh... Mama , całkiem całkiem, więc mówię że może wizytówkę zostawię gdy znowu małego trzeba będzie łapać, na to mama, że może w drodze powrotnej. No i skończyło się na śmiechu. Mały znowu gdzieś zwiał, ale ze względu na pasywną w stosunku do mnie postawę mamy to już było poza mną. J My kontynuowaliśmy naszą marszrutę, no ale po drodze trafił się młot relaksowy. Co widać na zdjęciu. Ludzie namówili mnie abym pokazał siłę strong mana więc walnąłem, słabo, zawiodłem. Nie okazałem się wiarygodny, mimo czapki z napisem. Tak to już w życiu bywa, nie należy ufać fajansiarzom. Potem pożeglowaliśmy razem, ze śmiechem na ustach, radośnie na plażę na cyplu. Nigdy nie byłem na końcówce półwyspu, niesamowite uczucie. Tam zawsze było wojsko, nawet bunkry zostawili odchodząc w pokoju. Wieczorny powrót w romantycznych światłach zatoki dał mi możliwość zrobienia paru ciekawych kolorystycznie i merytorycznie zdjęć, co widać poniżej. Marlenka, nasza gdańska malarka akwarelistka, ponieważ zawiodła sama siebie na plaży ( namalowała chyba, ale wg niej „nic” na papierze) , zasiadła mimo dobrego humoru po piwie, do malowania akwarel w atmosferze opadających emocji powycieczkowych dolnego pokładu stateczku, za nic sobie mając nasze towarzystwo i w sumie niewielu, sennych ludzi wokół: wena ją pchała do czynu. I to jakiego! Fajne rzeczy podpatrzyłem. Maluje oszczędnie, po japońsku: jeden ruch pędzla ale czysty, rozmyślony. Wyszło parę małych zgrabnych prac. Powinna zacząć malować na dużych formatach. Ja to widzę. No i wróciłem do krakowskiej rzeczywistości i klimatu, jakże różnego od przewiewnego wybrzeża. A tu koniec roku akademickiego, piękne prace moich studentów, zaliczenia bez większego szumu. Nie było leni, jedynie zapracowani młodzi ludzie, którzy nie zawsze z perfect skutkiem, ale zdążali na czas. Ostatnio świadkowałem na ślubie Mariusza K. Razem z Arturem P, Jackiem Ch oraz Mariuszem tworzyliśmy w XI liceum zespół muzyczny Erydan. Po latach, czyli przed tygodniem powstała nowa nazwa Emerydan..J Ale niewiele się zmieniliśmy. Na zdjęciu stoimy przy białym long amerykanie, zaczynając wieczór kawalerski Mariusza: wyobraźcie sobie mnie i Jacka, stojących w szyberdachu tegoż białego samochodu i podczas jazdy śpiewających „deszcze niespokojne” czterech pancernych! I to jadąc przez rynek w Krakowie. Ludzie przecierali oczy ze zdumienia wyrwani ze swojej błogiej nudnej rzeczywistości zakupów i konsumpcji lodów i piwa w pobliskich ogródkach. Hahaha! Ostatnio też odezwał się 94 letni kolega malarz Zdzichu Pietrzak z Łodzi, znaczy odezwał się z Lanckorony z pleneru. Więc z moją ulubioną historyk sztuki Elą Lang pojechałem dzisiaj ponownie pozachwycać się tym małym , urokliwym miasteczkiem. Trafiliśmy na Jarmark Świętojański, super muzykę a’la irlandzką, zmiany na lepsze w architekturze w obrębie rynku. Zdzichu zaprosił na spotkanie z malarzami, gdzie spotkałem kolegę Pawła Wałacha z Czech, z którym za moment będziemy pracowali w Łańcucie na plenerze u Jasia Majczaka. I tak miło zakończyła się niedziela wieczornymi światłami w Lanckoronie, co zawsze chciałem zobaczyć. Czasem myślę , iż chciałbym tam zamieszkać. Cisza , spokój, widok na pofalowane połoniny. Hej!

Napisz komentarz jako pierwszy

2008-03-22

Jajko Niespodzianka...

Jakoś tak między 12 a 19 lutego szwendałem się po Paryżu. Tak, po Paryżu. Ponownie po 20 latach. Na zaproszenie Iwonki Gandor, naszej szalonej malarki ( tzn. naszej czyli „Dachauzowskiej”, a zaraz też opowiem o „Dach – hauzie”, paczce ludzi z lat 1981- do dzisiaj), tak więc zwariowanej jak ja ją nazywam polskiej „Brizi Bardo”. Iwona już piętnaście lat poznaje świat wzdłuż i w poprzek, malując od czasu do czasu. Tak więc Paryż. Przyznaję, że po przylocie byłem oszołomiony po prostu obczyzną. Chyba zasiedziałem się już w Polsce , Krakowie. Taki wyskok hop w powietrze ( swoją drogą niedrogo – tam i nazad Wizzardem 200 zł) , więc skok do Paris był potrzebny (już planuję następne eskapady). Po pierwsze, strasznie tam dużo ludzi!! Gdy się tak tam intensywnie rozglądałem doszedłem do paru wniosków. Otóż jest to miasto singli, i przypomina mi mrowisko, to znaczy mrówki też tak biegają niby bezładnie w te, wewte, i w poprzek, jakby miały zaraz wpaść na siebie, ale nie wpadają, niby zaraz coś się zawali ale nie zawala. Wszystko mieni się w oczach od ruchu, ludzi ubranych w eleganckie czarno- szarości, motocykli, skuterów, rowerów i samochodów. Już wiem, że jak w Krakowie ludzie przechodzą na czerwonym świetle to na pewno Paryżanie. Piękna kremowo szara Architektura, przeplatana stalowymi grafitowymi szarościami dachów, z lekkim pobłyskiem zieleni spatynowanych miedzianych (???) dachów. No i na okrasę przyklejone, narożne kolorowe markizy cafejek, restauracji. Spełniłem swoje marzenie aby usiąść na zewnątrz takiej narożnej cafejki i wypić kawę wystawiając twarz na słońce. Nie miałem paryskiego płaszcza i ciemnych okularów, jak z filmu z lat 60 tych ale wrażenie było mimo wszystko. Oczywiście na drugi dzień po przyjeździe ruszyłem w miasto, oczywiście metrem, ale tylko do Notre Dame. Bo dalej to już per pedes, czyli na piechotę, i nie dlatego, że kasy na bilety nie było (jak jeden profesor z życzliwą złośliwością zapytał po powrocie), o nie , właśnie cały urok w marszu przez miasto, w nieznane zaułki, wtapianie się w ruch, obserwacja i notatki aparatem. Tym razem jednak nie rysowałem. W sumie przez trzy dni zrobiłem 1400 zdjęć. Iwonka śmiała się, że wystarczyłoby się na obojętnie jakimkolwiek skrzyżowaniu kręcić w kółko aby namalować ze 20 akwarel. Coś w tym jest, bo każdy, można by rzec „strzelany” nawet na ślepo, wykonywany kadr Paryża gromadził w sobie mnóstwo detali, koloru, cienia, światła. Wybrałem ok. 60 najciekawszych ujęć. Z mapy okazało się iż przeszedłem na piechtę ok. 60 km. Niby niedużo, ale po trzech dniach chciałem już tylko poleżeć z książką, lub pogadać przy winie. Natomiast teraz nareszcie mam plan Paryża w oczach, wiecie o co chodzi? Niestety, w mojej opinii, w porównaniu z tym miastem jakie pamiętam sprzed 20 lat, Paryż jest dla mnie coraz mniej autentyczny. Legenda wyprzedawana jest tam na każdym kroku, nie mam oczywiście na myśli sklepów pamiątkarskich bo tych akurat nie spotkałem tam zbyt wiele. Najwięcej na Montmartre. Brak szczerości malarskiej wśród sprzedających tam swoje prace artystów, stare uliczki remontowane wraz z tworzącymi je historycznymi kamienicami tracą autentyczność. Historią tchną nieliczne, zachowane wyspy starej architektury. Ale to moje wrażenie po tygodniu pobytu. Mam pewność, gdybym pobył w Paris rok, to zmieniłbym zdanie, bo miałbym więcej czasu na szperanie. O...nawet „rymło” mi się. Na Montmartre spotkałem Panią Marię Borońską, osiemdziesięcioletnią damę palety ( rany...zdębiałem, bo dla mnie to Ona na 68 najwyżej wyglądała, ale co daje praca na świeżym powietrzu..J). Pani Maria przez lat.... czterdzieści sprzedającą swoje prace na Montmartre, placu – legendzie. Pono jej pomysłem było malowanie małych olejków, fragmentów Paryskich frontowych elewacji, a to okna, portale (drzwi). Do tej pory cały plac sprzedaje fragmenty Paryża na małych obrazkach „ walizkowych” tzn. dających się wcisnąć do amerykańskiej czy inszej walizki. Poznałem też strasznie fajnego Franka Wawrzona, malarza z Pomorza. Napisał mi w szkicowniku obok adresu , swoje życiowe kredo: „Jest, było, będzie i zawsze zostanie najpiękniejsze w ciszy do siebie szeptanie”. Piękne. Coś dla introwertyków. Najbardziej cieszę się z możliwości spędzenia prawie całego dnia „przejazdem przez Paryż” w samochodzie mojego kolegi licealnego Artura Prusaka, na stałe mieszkającego w Paryżewie. To była jazda! I strzały z aparatu zzza szyby. Jakie zdjecia! Super ujęcia „znienacka”, „spod łokcia”. Tak to nazywam. Czasem z takich przypadkowych kliknięć łapie się super obraz. No i dzięki szybkiemu przemieszczaniu się przez miasto P poznałem je w dalszych zakątach. Dotarłem także do mojej ulubionej La Defonse. Nareszcie spędziłem wśród tej architektonicznej modernistycznej rzeźby tyle czasu ile chciałem. Udało mi się kliknąć parę ciekawych fotek. W La Defonse schowano motoryzację pod ziemię. Na tarasach deptaku aż do Łuku cisza i wiatr. Przechodziłem obok fontanny „Dzieła Sztuki” , która nagle na dźwięk muzyki podniosła w górę rząd strumieni, i...w tym momencie spoza wieżowca padł promień światła prosto w ścianę wody, i wiecie co ja zrobiłem?...tam byłem!.. z aparatem, po prostu. Strasznie się cieszę z tego ujęcia. Mogłem pobuszować po piętrach komunikacji całego kompleksu, zjeść co nieco, poczuć atmosferę mega -projektu a’la Corbusier. Ale satysfakcja. Ostatni dzień spędziliśmy przy winie, dobrym jedzonku a’la Iwonka i rozmowach. A...bo zapomniałem...Ja tam pojechałem z Kasią Kajetanowicz, jedną z Dachauzowiczek. Właśnie, obiecałem co nieco wspomnieć o Dachauzie. Po prostu, jakieś 25 lat temu poznaliśmy się na ulicy Smoleńsk w Krakowie, w mieszkaniu Pani Dachowej, stąd „Dach-hause”. Trzon grupy to trzy dziewczyny i trzech chłopaków. I każde z innej bajki: Iwonka - Asp, Kasia (nick Kora) - Akademia Rolnicza i Renia – Akademia Ekonomiczna. A chłopcy: Marcin (zwany Koniem) obecny mąż Kasi , Maciek ( ksywa Beton, bo można z nim było rozmawiać li tylko o elektronice , jakkolwiek by wątek zacząć, np. rozmawiamy o chlebie a po chwili Maciek zbacza na telewizory, potem staram się zejść na tematy kobiet, kobiety, z kobietami.. a on o kamerach, fotoaparatach...itd., no twardogłowy Beton i już). No i tak imprezowaliśmy przez lata studiów, wchodząc do dziewczyn przez okno z ulicy Smoleńsk, wyżerając zatroskanym babom wiktuały z domów rodzicielskich, popijając wino i inszy alkohol, w przypływie sił nadludzkich wynosząc Kaśkę na szafę (sprawność tygrysa – zeskoczy samodzielnie czy nie?), popalając papierosy...fuj..chciałem powiedzieć herbatę w lulkach z gazety. No braki były w sklepach, a przy alkoholu palić się chciało. To się działo. No i teraz z Kasią odwiedziliśmy Iwonkę. Zresztą Katarina dzielnie nad wyraz deptała ze mną uliczki Paryżewa. No a Iwonka na wejściu pokazała artystyczny pazur, otóż - w pierwszy dzień pokonałem sporą trasę w pięknym słońcu, pogoda super bo chłodno, bezdeszczowo ale słońce ostre, więc światło kładło się rzeźbą na elewacjach – motywy jako inspiracja do malowania super. Po powrocie Iwonka ciekawa co też udało mi się upolować wyjęła kartę pamięci z mojego aparatu (10 mln megapixeli) i włożyła do swojego ( 5 mln megapikseli). I wiecie, aparat zapytał czy sformatować kartę, no to Iwonka, nie chcąc się kłócić potwierdziła. No i po zdjęciach. Oj, z tej żałości poszło trochę wina...Ale nazajutrz, i nanazajutrz , i nananazajutrz odrobiłem straty. Grunt to nie tracić humoru.! Po powrocie nie wytrzymałem i machnąłem pierwszą akwarelę, którą Wam oto przedstawiam. Już ją wystawiłem w Biurze Wystaw Artystycznych w Rzeszowie. A dlaczegóż by nie w Rzeszowie....jakby kto pytał. J))))

Napisz komentarz jako pierwszy

2008-03-18

ale fajnie..

no nic...zostajemy w pracowni...ale fajnie

Napisz komentarz jako pierwszy

2008-01-19

ostatnio malowane...

Niestety wynosimy się z pracowni na Św, Agnieszki w Krakowie, ale jeszcze do końca tam maluję, aczkolwiek staram się opanować uczucie frustracji: która-ż to już pracowniana przeprowadzka !? Ale, ale.. w sumie cały w tym urok, jesteśmy przecież tylko przejazdem na tym świecie...:)) Co myślicie o portrecie (ten złoty z historyjkami) prawnuczki Teodora Axentowicza. Nie wymieniam z nazwiska, bo a nuż - widelec nie życzyłaby sobie ??? A ta kobieta z dzbankiem to Szalona Kamila. Tak nazywamy naszą koleżankę, która za każdym razem, gdy wpada do pracowni zostawia w mojej głowie jakis kolorowy obraz. Natomiast pejzaże to złota jesień na naszej polskiej wsi. Wiecie, czerwone jabłuszka na złotych drzewach. No i rybki: otóż któregoś "towarzyskiego" dnia, gdy nawiedzili nas w pracowni starzy bywalcy, w trakcie dyskusji wstałem i naszkicowałem ten oto obraz, a potem go pomalowałem. Rybki płyną w tym samym kierunku, to jest ważne, nie?

Napisz komentarz jako pierwszy

2008-01-03

co w głowie piszczy

Potęga wyobraźni. Zabawa na całego. Ręka werbalizuje co mi w głowie wrzeszczy. Ciekawych rzeczy się o sobie dowiaduję. A wystarczy wyłączyć myślenie i pozwolić aby kreska machinalnie wyłaniała kształty z podświadomości.

Napisz komentarz jako pierwszy

2007-11-02

WYSTAWA MALARSTWA LUDWINA

ZAPRASZAM SERDECZNIE WSZYSTKICH ZAINTERESOWANYCH NA WYSTAWĘ PRAC, AKWAREL ORAZ AKRYLI DO NOWO OTWARTEJ , ODJAZDOWEJ GALERII OLI I TADEUSZA KRÓL, BIELSKO BIAŁA, RYNEK 27, PIĄTEK 9.11.2007, O GODZ. 18.00

Napisz komentarz jako pierwszy

2007-08-26

Łańcut cud...plener wg Janka Majczaka

W niedzielę, 19 sierpnia zakończyliśmy plener towarzysko malarski w Łańcucie. Przede wszystkim podobał mi się bardzo bardzo Łańcut. Urocze miasto, ale bez pałacu Lubomirskich nie zaistniałoby na żadnej mapie. Pałac obronny, bo tak wg stylu architektoniczego należy nazwać to architektoniczne cudo, więc jest powalający. Świadomie używam w tym miejscu kolokwializmu, który oddaje podziw (za słabe słowo) jaki wzbudza dzieło Tylmana z Gameren a potem jego kontynuatorów. Całą naszą grupę malarską oprowadzono pokojami, czy komnatami. Zahaczyliśmy nawet o zwykle niedostępną bibliotekę. W pomieszczeniach klubowych otworzyłem pudełko po cygarach – zapach wciąż intensywny, wypłynął niby duch z lampy alladyna. Poczułem się jednym z uczestników salonowych rozmów panów w tużurkach, a może w tweedowych marynarkach. Mam ochotę wrócić tam jeszcze pewnie nie jeden raz. Zaś o samym plenerze: było spokojnie. Zwykle na tego rodzaju plenerach coś się konfliktuje np. żarcie, lub ktoś się konfliktuje . Tu było spokojnie, relacje koleżeńskie zabawowe, jak na wczasach. Nawet nie zauważyłem że pracowałem. Namalowałem 15 akwarel. W tym cztery zostały w BWA w Rzeszowie. Janek Majczak, komisarz pleneru otrzymał ode mnie dwie duże pracki, z których jest bardzo zadowolony. Dzięki Peterowi Krupie, rewelacyjnemu, prawdziwemu z duszy i ciała artyście ze Słowacji, połknęliśmy w dwa dni pigułę wiadomości o małym wycinku tego pięknego kraiku, rejon blisko naszej granicy. Min. byliśmy w Lavoci ( chyba tak się to pisze). Miasteczko - skansen tj nic nie wolno zmieniać: taki iśni słowacki pomysł. Spędziliśmy tam dwa dni. Spaliśmy w bursie uczniów pobliskiej szkoły dla niewidomych , ale w pomieszczeniach kolorowo było !! J) Rany, widziałem Spiski Hrad - cudo ruiny. Przylało nam deszczem podczas zwiedzania ale jakoś z wrażenia nie odczułem tego na własnej odzieży. Tak więc, bęc. Po powrocie znowu zaczęliśmy rano o 6 ...budzić się !!! ..i hyżo pomykać na pobliski darmowy dla nas malarzy basen. Naprawdę. Próbowałem kontynuować ten karkołomny i ryzykowny dla zdrowia wyczyn w Krakowie ale udało mi się obudzić o 6 rankiem jedynie przez dwa kolejne dni po powrocie. Więc wszystko wróciło do normy. I tak jest najlepiej. Aby obejrzeć akwarele z pleneru kliknijcie na galerię. Natomiast na zdjęciach w różnej kolejności występują: Peter Krupa na tle swojego przodka ( to był nasz żart oczywiście), ruiny zamku Spiski Hrad, kamienica polskiego kupca Krzysztofa z 17 wieku w Levoci, nasza grupa malarska na wycieczce po stronie słowackiej unii europejskiej (J), no i oczywiście łańcucki pałac oraz wozownia, gdzie znajduje się jedna z największych kolekcji powozów konnych. Pono księżna Lubomirska jednym z nich, najszybszym wysyłała pranie do Paryża...hm. Do obejrzenia paru akwarel z pleneru jeszcze raz zapraszam do galerii.

Napisz komentarz jako pierwszy

2007-07-15

wędrówki

Jest godzina druga w nocy. Niestety mój zegar biologiczny, jak zawsze, nie pozwala mi zasnąć przed 4.00 nad ranem. Czasem zazdroszczę Kamedułom, którzy budzą się, kiedy ja idę spać. Ale otóż: piszę z mojej chaty spod Biecza, dawnej siedziby dziadków Wandy i Andrzeja Ludwinów, z Rożnowic vel Rozembarku ( nazwa sprzed II wojenki). Cisza i spokój zarówno w ciągu dnia jak i w nocy, wokół odgłosy wsi, zapach trawy, siana, ziół. Czasem osa zabrzęczy niegroźnie ( oczywiście w ciągu dnia a nie teraz , w nocy..:))), bo wilgoć jej pewnikiem przeszkadza, albo trzmiel przeleci jak bombowiec od kwiata do kwiata. Jak sobie tak siedzę i maluję, a za oknem mam ciemność choć oko wykol ( w chacie grzeje 500 vatowy reflektor) czuję gdzieś wokół duchy dziadków...J i słucham radia słowackiego. No nie mogę już strawić naszych wiadomości o co rusz nowych wyskokach naszych politycznych „elit”. Odwiedzili mnie wczoraj Jola i Wojtek Pawnikowie, specjalnie jadąc z Krakowa z mięchem przygotowanym przez Wojtka ( pychota) i odrobiną płynu odkarzającego drogi pokarmowe. Siedzieliśmy na werandzie na tle zachodzącego słońca. Relaks pełny. Dzisiaj, czyli w sobotę pojechaliśmy do pobliskiego Biecza. Wrzućcie nazwę Biecz w googlach. Dowiecie się wielu ciekawych informacji o tym małym, ale niezwykle urokliwym miasteczku. Właśnie obchodzi 750 lat lokacji. Na zdjęciu widać jego przepiękną wieżę ratuszową. Następne zdjęcie, to z kamiennymi figurami na pierwszym planie pokazuje „szkołę katów”. Nie wiem ile prawdy o tych katach, ale w każdym razie legenda o tej szkole istnieje i przyciąga co nieco turystów. W ratuszu udało nam się wprosić do mini muzeum narzędzi tortur w „tiurmie” , czyli dawnym areszcie, więzieniu. Na zdjęciu widać Wojtka Pawnika w stroju katowskim, i mnie zakutego w dyby. Rany boskie, ile człowiek musiał się wycierpieć zanim umarł w mękach. Chwała Bogu żyjemy w XXI wieku, uff. No tak, upał lekko dał nam się we znaki więc znaleźliśmy w rynku koło kawiarni „ U Becza” ( nazwa pochodzi podobno od imienia pewnego zbója - Becza, który w zamierzchłych czasach władał miastem i stąd pono nazwa miasta..!??), tak więc patrzymy i ...jest sklepik z żywnością. Zobaczyłem w jego witrynie zbiór kolekcjonerski przedstawiający figurki świnek w różnych strojach i wcieleniach ( była nawet tirówka!!). Jak wynikało z relacji właściciela, pan zgromadził 400 sztuk pociesznych plastikowych, drewnianych i metalowych zwierzątek. Niesamowity widok. Para takich świnek widnieje na zdjęciu. Właściciel z dużym zaangażowaniem opowiadał nam, jak wędrując po świecie zdobywał kolekcję. Potem potoczyliśmy się na obiadek do pobliskich Gorlic, po drodze zaliczając widoki: wypadku ze skutkiem śmiertelnym, dwóch wesel, jednego pogrzebu. Samo życie. I cały czas słoneczko spokojnie świeciło jakby nigdy nic. W drodze powrotnej do chaty zawiozłem moich towarzyszy na pobliski, zapomniany przez Boga i ludzi cmentarz wojskowy z czasów I wojny. Na zdjęciu widać krzyże katolickie, prawosławne i groby z symboliką żydowską. Ząb czasu nadgryzł mocno i groby i otoczenie. Ktoś powinien się tym zająć. Potem wróciliśmy do chałupki, gdzie ukoił mnie widok malw w sadzie a potem znienacka zafascynował pająk w swoim gnieździe. Niesamowite, jakie zbliżenie można uzyskać dobrym aparatem.

Napisz komentarz jako pierwszy

2007-07-02

Majowe impresje zakopiańskie

Piszę z dużym opóźnieniem o plenerze w Zakopanem, pod batutą ks. prof. Stanisława Głaza SJ w super apartamentach Sławka Kujawiaka w pensjonacie Złocień, na Piłsudskiego 33. Niestety, samo Zakopane ostatnio mnie lekko przygnębia. Tłum, tłum hałaśliwy. Myślałem że przynajmniej w drodze do Murowańca - w ciszy - powącham kosodrzewinę. Guzik. Stada turystów, w znoju i pocie sapiąc i wrzeszcząc pokonywało szlak, taszcząc na górę duże brzuchy. Jednak ja swoje zaliczyłem, czyli widoki, zapachy i miarowy marsz pod górę a potem, dużo trudniejszy w dół (haha). Sam plener był troszkę, jak na mój gust, zbyt krótki. Zanim się zaaklimatyzowaliśmy, już trzeba było jechać. Mnie niestety nie do końca udało się wyrwać z zajęć na uczelni i tak jedną nogą byłem w Krakowie a drugą w Zakopanem. Na szczęście szybko pracuję, więc zdołałem c o ś namalować i upolować całe mnóstwo dobrych motywów „na zaś”. Jedno co dopisało, to doborowe towarzystwo. Było uprzejmie, zabawowo, tajemniczo ( dwóch kolegów widziałem, no może ze trzy razy podczas całego pleneru..?) , artystycznie: zwłaszcza gdy udało mi się kupić gruszkę – dupę ( miała kształt autentycznej pupy) i z Kasią Szydłowską układaliśmy jej dalszą historię fotograficzną: a to z reką Kasi na pośladku gruszki lub z jej językiem w dziurce gruszki ( ale ma kobieta wybuchowy charakter !), a potem dołożyliśmy gruszkę do kompozycji malarskiej Pawła Lasika, z czego był nazajutrz zachwycony. Prezentuję prace, ktorę zdołałem namalować na plenerze.

Napisz komentarz jako pierwszy

2007-05-20

Profesor...

Prof. Wiktor Zin Zawsze szkoda, że o człowieku najczęściej mówi się więcej, gdy umrze. Ale w sumie taka jest konstrukcja wrażliwości społecznej. Wielki Turner, pod koniec swojego życia zapomniany w swojej epoce malarz akwarelista, dopiero po śmierci w opuszczonej chacie na Tamizą pozostawił w akwarelach zapakowanych w teki swój geniusz. Przypuszczam, że o Zinie machina pisania charakterystyk, wspomnień, szkiców biograficznych, dopiero ruszy. Ilu na tym zrobi swoje elaboraty doktorskie, uj...będzie się działo! Zwłaszcza, że o profesorze przewijała się w publikacjach zawoalowana mgiełka, przez nikogo jasno do tej pory nie wyjaśniona aura „kontrowersyjności”. Gdy kogoś nie da się wcisnąć do swojego politycznego lub towarzyskiego obozu, na wszelki wypadek opisuje jako cudaka - takiego nieszkodliwego, ale „innego”. O Zinie, po transformacji ustrojowej zrobiło się cicho. Mnie (!) pytano, co u Zina słychać, bo przypuszczano, że skoro pracuję na Wydziale Architektury to mam wiadomości z pierwszej ręki..! Wbrew brzmieniu ciszy Zin nie spoczął na laurach, działał dalej, jednakże z mniejszą siłą przebicia, jaką daje dostęp do władzy. Nie mnie malarzowi, architektowi i byłemu jego studentowi, niejako przez absolwencję Politechniki Krakowskiej, nie mnie dociekać, dlaczego tylko tak niewielu ostatnio walczyło o dobre imię profesora, min. mój kolega Dr hab. arch. Andrzej Białkiewicz, jego bliski współpracownik i przyjaciel, oraz wyjaśnieniu powodów ciszy podjął się w swojej książce „Architekt Piękna” Jerzy Skrobot. Polecam. Nie doszukuję się cieni, bo jestem optymistą i na pierwszy plan wysuwam dobre strony każdego człowieka. Zresztą sam osobiście wiem, jak zazdrośnicy – mali - nieudacznicy potrafią człowieka, tak bezinteresownie, zdołować uszczypliwością, prztyczkami słownymi, subtelną złośliwością. I w białych rękawiczkach, z uśmiechem na starych zwykle ustach wykopać poza krąg, jak im się wydaje, przywilejów. Ha ha...śmiech mnie zbiera, nie wiedzą nieszczęśnicy, że prawdziwą wolnością jest umiejętność stworzenia swojego niezależnego świata. Więc: mam swoje wspomnienia o Zinie. Przede wszystkim pamiętam moją pierwszą fascynację jego rysunkiem w czarno białej telewizji – węgiel i kreda bardzo wtedy pasowały do odcieni szarości monochromatycznego monitora telewizora. Tak mi się wydaje, że wtedy rozpoczeła się moja pasja rysowania. Owszem, jako dziecko sporo rysowałem, ale dopiero wtedy, na ekranie czarno białej Tosci zobaczyłem czym może być sprzężenie ręki z wyobraźnią, więc wtedy moja przygoda z rysunkiem, malarstwem i Architekturą zaczęła się na poważnie. Jak bardzo zafascynowała mnie maniera rysunku Profesora ( a minęło od tamtej pory 30 lat) najlepiej uwidaczniają te oto moje szkice węglem, które na bieżąco, do tej pory wykonuję „w terenie”, wykorzystuję je najchętniej potem w pracowni do malowania akwarel. Byłem Jego studentem, zdawałem egzaminy z konserwacji. Uczestniczyłem w wykładach, podczas których rysował na papierze przybijanym wcześniej przez pracownika technicznego na tablicy. Pamiętam, jak co poniektórzy sprytni koledzy studenci łapali te rysunki po wykładzie. Trzy razy, nie licząc egzaminu, wszedłem z profesorem w kontakt osobisty. Pierwszy nie należał do chwalebnych. A mianowicie, podczas wykładu, siedziałem lekko przysypiając ( zwykle ciśnienie mi opada gdy jest mrocznie i słyszę spokojny głos), gdyż mimo interersujacej treści samego wykładu atmosfera powietrza sali nr 2 na wydziale arch. PK była, delikatnie mówiąc nasycona dwutlenkiem węgla, a tu znienacka mój skacowany kolega Tadek Zborowski do ucha zaszeptał mi kawał. Ja patrząc się na profesora ( a siedziałem w drugim rzędzie, a jakże, bo chciałem widzieć jak rysuje!), a Zin akurat mnie sobie wybrał na słuchacza, i ja się na niego patrzę, i on do mnie mówi, a Tadek opowiada mi kawał. No i na koniec treści dowcipu parsknąłem pełną gębą patrząc się nieopatrznie na profesora, tak że ten zapytał z widocznym wyrzutem, co mnie tak bawi w jego wykładzie i kazał mi wyjść!!.. Uj....się głupio mi zrobiło. Ponownie rozmawiałem z nim na wystawie pedagogów Samodzielnego Zakładu Rysunku Wydziału Architektury Politechniki Krakowskiej, gdzie miałem do niedawna zaszczyt uczyć studentów. Zin stanął przed moja akwarelą przedstawiającą pejzaż z brzozami i pochwalił. Doczekałem się po 27 latach! Kiedyś był dla mnie niewątpliwym autorytetem. I potrafił zwykłymi słowami, nie nasyconymi intelektualną sieczką, gawędzić bez końca. Dlatego ludzie i w miastach i na wsi tak lubili go słychać. Ale to był człowiek z innej epoki. Dlatego być może odstawał od dzisiejszej plastikowej rzeczywistości, adaptacji kiczu jako nowego trendu, krzyku neonów etc. Pisał ręcznie, pięknie kaligrafował. To trzecie z nim spotkanie to była moja prośba do Zina, aby napisał wstęp do mojego albumu „Kraków w akwarelach”. Potem z paru względów, min. wydawniczych nie odebrałem od niego tego tekstu i nie wykorzystałem w książce. Przeglądnąłem ostatnio regularnie kupowane przeze mnie pozycje autorstwa profesora, które nabywałem jako młody chłopak, a skończyłem na ostatnio wydanych wspomnieniach. Mój znakomity kolega akwarelista Kazimierz Lemańczyk ma rację, treści tych pisanych gawęd nic nie straciły na aktualności. Tylko trzeba chcieć po nie sięgnąć ponownie. Prezentuję moje węglowe ilustracje jako dowód silnej osobowości profesora, która wpłynęła na mój sposób rysowania. I bardzo się z tego cieszę mimo, iż w ustach kolegów malarzy czasem zazgrzytał oho, wiadomo..! Po architekturze facet ...i widać „ziny”...rysunki znaczy się :)

Napisz komentarz jako pierwszy

2007-04-21

dzień, jak codzień :)))...chlup, chlup farbami

Dzień jak co dzień, i dzięki Ci, że znowu malarski. Coś tam boli, ktoś zawalił, ale...mogłem malować. Moja przyjaciółka, malarka Marylka Adamus Biskupska potrafi wyłączyć się na cały tydzień, żyjąc o chlebie i herbacie (dosłownie!) i tworzyć zaczarowane kobiety – lolity z akrylowej farby, podbitej wodą. Zasmażkę robi węglem, podrysowując kontury twarzy, krawędzie cieni. Zahaczyłem o jedzenie, bo ostatnio posilam się li tylko warzywami, z domieszką kurczaka albo ryby, znaczy się zupami własnej produkcji. Przedwiosenne oczyszczanie organów wewnętrznych..J Polecam, bo czuję przypływ energii, chyba dzięki tej „diecie”..? W znajomej drukarni, Fabryce Grafiki, wisi kalendarz z fotografiami zestawu posiłkowego czyli talerz do drugiego dania i widelec, nóż – a na talerzu wyciśnięte z tuby farby „grają” schabowego, a to: siena, umbra, i warzywa – zielenie, oranże, żółcienie, burgundy, . Smakowicie to wygląda! Przypomniało mi się coś, mianowicie w jednej z chińskich restauracji „dania jarskie” przetłumaczono : Denmark vegeterian...J U mnie na „sztaludze” zaś różne dania. Tym razem pokazuję Sabinkę. Wygląda toto może „lolitowato”, ale Sabina ma 32 lata. Malowanie figuratywne w akwareli jest wyzwaniem! Pejzaż to relaks, architektura - czysta przyjemność, bo cień i światło „samo gra”, no ale malowanie ciała...! hm, to jest wyzwanie!

Napisz komentarz jako pierwszy

2007-04-14

ciepło, ciepło...akwarela!

Hm..ale ładnie na zewnątrz. Nareszcie. Momentami patrzę z niedowierzaniem za okno i nieśmiało jeszcze wychodzę w samej podkoszulce narzucając li tylko marynarkę lub lekką kurtkę. W ramach moich studiów nad wpływem koloru i barw na psychikę wyczytałem, po przeprowadzeniu testu, że powinienem nosić teraz pomarańczowe i czerwone koszulki - no to mam, kupiłem, i w czerwonym T-shercie maluję...pomaga! Mówię Wam , dziękuje codziennie rano Chrystusowi że w swojej pomysłowości nie pokierował moim życiem ku polityce tylko malarstwu, zresztą przy każdej takiej refleksji proszę o jeszcze więcej zdrowia i malarstwa...!! No tak. Za moment koniec roku akademickiego, a już jestem myślami na plenerach, i w moim Rozemberku czyli obecnych Rożnowicach, pięknej wsi w Beskidzie niskim koło Biecza - a tenże to dopiero perełka architektury jest! Radzę jechac w tamtym kierunku i czasem się zatrzymać u Becza w Bieczu na kawę. Senne, spokojne, piękne miasteczko, dawniej leżące na szlaku kupieckim, czemu zawdzęczało swoją urodę i bogactwo. Opactwo Benedyktynów siegało aż do Biecza właśnie!. Mieli se tej ziemi braciszkowie, oj mieli. Wokół osiedlają się ciekawi ludzie. U mojego znajomego stolarza spotkałem profesora, muzyka z Wiednia, mieszkającego w drewnianej chacie, gdzie dojeżdźał samochodem terenowym. Obok Rożnowic w następnej miejscowości, bodajże w Rzepienniku pomieszkuje, w chacie położonej w lesie na polanie, astronom z Krakowa: wybudował betonowa wieżę - obserwatorium. A kabel z prądem i innymi elektronicznymi dobrami - kabel grubości chyba 10cm - to on ciągnął pono ze dwa kilometry przez las. Tak mi bajał mój kuzyn Tadziu Dąbrowski, wzięty architekt z tegoż BIecza. Aaaa...pozdrawiam serdecznie Grażynkę Dąbrowską, jego żonę, głowę teamu architektonicznego...:)) Zeznała, że czyta wnikliwie teksty na tej stronie, więc kłaniam się serdecznie. No tak, a cóż to ja teraz namalowałem - Wawel oczywiście. Gdy chcę rozruszać rękę i oko , smaruję Kraków lub pejzaż. Takie ćwiczenia. Pokazałem Wam teraz jak dochodzę rezultatu skończonej akwareli. Sam się nieraz dziwię jak ja to robię, gdyż w trakcie malowania włączam intuicję ( rozum wpada w letarg nałogu ) i maczam pędzel w wodzie, sięgam nim po farbę i chlup ...na papier!! Przypomina mi to trochę jazdę samochodem - sama przyjemność - ale tylko chwila nieuwagi i...prast!! Trawestując słowa zmarłego ostatnio Kurta Vonnegutał:...i brudy dostały się w wentylator. Akwarela tego nie znosi.

Napisz komentarz jako pierwszy

2007-02-18

ostatnie malowanie

Co sie dzieje...co się dzieje...!! Gra na papierze i płótnie, relaks i przyjemność, intelektualna rozgrywka z samym sobą, szachy lub nawet łamigłowka niczym krzyżówka z tylnej strony gazetki, jakiejkolwiek. Bohaterką akwarel figuratywnych jest kochana Karolinka Cichy, tancerka operetki krakowskiej posiadająca tyle wdzięku co za sto. Uwielbiam ją rysować a potem malować, bo wprzódy wykonuję szkice suchą pastelą i kopę fotografii, a potem z tego materiału powstają akwarele. Natomiast olejno, na małych płótnach ( 30x40) rozwiązywałem sw0je problemy z uporządkowaniem czego nieco w poczuciu codzienności, budzeniu się z ranka, docieraniu do pokładów świadomości otaczającej rzeczywistości. Oto i Kraków na małych płótnach.

Napisz komentarz jako pierwszy

2007-01-28

z cyklu

Gdy ogarnia Cię zwątpienie, ludzie dopiekli do żywego, igły bólu podszczypują tu tu i ówdzie w nasze doskonałe ciało a pogoda nie zawsze nastraja do żartów dla mnie ostatnią deską ratynku pozostaje namalowanie obrazu z którego jestem zadowolony. Wszystko przechodzi jak po ibupromie ból kackowy. I myślę że każdy ma ten swój subtytut szczęścia. Ostatnio namalowałem parę prac w nieco może odmiennym stylu ale sam nie wiem dlaczego właśnie taką odczuwam potrzebę. Może na tym to wszystko polega że prawdziwe jest to co powstaje pod wpływem intuicji, rzeka płynie a my się jej poddajemy. A może tylko ja mam takie wrażenie odmiennego stylu, a może to nie ma znaczenia bo w końcu tylko mnie obchodzi, kto wie. W każdym razie spełniam prośbę swojego ciała i ducha, maluję. Czego i Wam życzę i pamiętam słowa pewnego znajomego wojaka: nie przejmuj się swoją rolą bo i tak cię wypier...:))

Napisz komentarz jako pierwszy

2006-12-27

Kraków

Kraków jest ostatnio na topie , i wcale się nie dziwię...popatrzcie sami.

Napisz komentarz jako pierwszy

2006-12-18

koniec pewnego etapu

W środę ściągam, otworzoną 5 grudnia wystawę z Galerii Lamelli. Kto nie był niech żaluje. Myślę, iż pokazałem na niej pejzaże specyficzne w swoim rodzaju ze względu na ich pierwowzór oraz sposób malowania. Myślę także, że już powoli będę rezygnowal z takich wiejskich tematów bo na „tapecie” pojawiają się inne pomysly. Jakie? Zobaczycie w przyszłości. Co do wernisażu: był dla mnie serdeczny, bo pojawili się ludzie, których dawno nie widziałem lub których wogóle nie znałem. Większość tych , których specjalnie zapraszałem, nie przybyło. Ale tak bywa. Cieszę się, że zamknąlem pewien etap fascynacji pejzażem oraz sposobu jego malowania. Pokonałem pewien „problem malarski”. Teraz mogę ze spokojem realizować następne pomysły, oczywiście jak zawsze na temat architekury i jej zwiazków z człowiekiem.

Napisz komentarz jako pierwszy

2006-12-12

wernisaż u Denis w Głogówku

Kiedyś Duda Gracz powiedział, że uwielbia wystawiać w małych miasteczkach. Podpisuję się dwoma pędzlami pod tymi slowami. Ilekroć wystawiałem swoje akwarele w, często mało znanych, acz odkrywczo pięknych miastach niby "na prowincji", zawsze spotykałem się z serdecznym, ciepłym zainteresowaniem, niewspólmiernie większym od reakcji w Krakowie i Warszawie. Zresztą Denis, wlaścicielka galerii Styl w Glogówku jest bardzo profesjonalnym marszandem. Zna swoich klientów i ich potrzeby. Umie do nich dotrzeć i przekonać do kupna obrazu. W sobotę Małlgosia ( na zdjęciu z malą Olgą, ktorą nazwaliśmy Calineczką na liściu lopianu :)))),a więc Małgosia, historyk Sztuki , otworzyła wystawę moich prac w galerii Denis Devosges Cuber. Przyszło dość sporo gości, sporo też gadałlem podczas otwarcia , co poniektórzy nazwali nawet „wykłladem” na temat akwareli jako techniki. J W każdym razie, jestem bardzo urzeczony tą ciepłą atmosferą Galerii Styl, a trzeba wiedzieć że zagrała ona ( galeria i Denis) w filmie Jakuba Kolskiego „Jasminus” – to ta fryzjernia, gdzie toczyła się chwilami akcja filmu. No i niech mi kto powie, że życie Głogówka nie toczy się wokół Galerii Styl J)))

Napisz komentarz jako pierwszy

2006-12-07

wystawy wystawy...cdn

Narazie nie otrzymałem od znajomych zdjęć, ktore robili na wernisażu w Krakowie, więc wstrzymam się z opisem. Może połączę dwie relacje z ekshibicji w Krakowie i Głogówku. Więc na ten moment zapraszam do Galerii Styl w Głogówku. Wystawiam tam akwarele "z teczki" - taki przekrój przez czteroletnie machanie pędzlem. Masteczko jest piękne jako i galernica Denis Devosges Cuber, Francuska osiadła w Polsce. W jej galerii wystawiał chętnie swoje prace Duda Gracz i jego przyjaciele. Więc dla mnie zaszczyt nie lada. Jeżeli ktoś z Was nie mieszka daleko od tego miasteczka , zapraszam serdecznie.SOBOTA, 9 GRUDZIEŃ, GALERIA STYL, GłOGOWEK, RYNEK 2, GODZ. 16.00.

Napisz komentarz jako pierwszy

2006-11-20

wystawy wystawy...cdn

Hm...pracuję i słucham wieści o zmarłych tragicznie górnikach. Dla kogoś coś się skończyło. No cóż, walczymy dalej. Mój tato ostatnio sarkastycznie stwierdziŁ, że ileż to się człek musi nacierpieć aby w końcu umrzeć... Chiałbym Wam pokazać obrazy olejne malowane farbami właśnie olejnymi, ale rozpuszczanymi ...wodą. Dzięki temu wynalazkowi ( Nobla im za to!) mogę bez uszczerbku na zdrowiu ( uczulenie na terpentynę) realizować pomysły malarskie wykorzystując umiejętności nabyte w malowaniu akwarelą: te same efekty np. mokre na mokre, także mogę spryskiwać płótno wodą, przecierać papierem, i wiem, że zaraz umyję ręce wodą. No i to co najważniejsze: wygląda na to iż do produkcji tych farb użyto pigmentów opartych na naturalnych barwnikach, co widać gołym okiem.

Napisz komentarz jako pierwszy

2006-11-20

wystawy wystawy...ot normalny ( :))) ) dzień malarza

Ciąg dalszy ....Poza „normalnym” życiem, toczy się codzienność malarska. Bez wględu na to - jakby to Dmoch powiedzial- czy obraz kiedyś znajdzie swój dom ja maluję. Opanowal mnie rodzaj nieszkodliwego dla mojego otoczenia, dobrego nalogu: konieczność zapelnienia dziennie jednej karty lub plótna. Bez względu na temat, pogodę, a tym samym nie zważając na samopoczucie i nękające , jak wszystkich, klopotki. Myślę że jestem w polowie drogi. Wciąż odkrywam nowe możliwości techniki. Teraz używam walków i suszarki. Uzyskuję tym samym pelną kontrolę nad kolorem. Walek zdejmuje natychmiast nadmiar wody z polożonej plamy a suszarka gwaltownie wysysając wodę ścina kolor do poziomu tego „ostatecznego”. Więc dzięki tym zabiegom szybciej kończę obraz i, jak wspomnialem mam stalą kontrolę nad barwami. Poza tym Akwarela staje się „lżejsza”. Zapraszam wszystkich moich gości: 5 grudnia o 17.00 zagra kapela Zbyszka Walacha. Cudo. Pod ich rytm i muzykę malowalem klimaty Beskidu wysokiego. Koncert oraz wernisaż obrazów akwarelowych oraz....olejnych !!!... odbędzie się w Sródmiejskim Domu Kultury na Malym Rynku w Krakowie ul. Mikolajska 2. Bardzo prestiżowe miejsce miasta.

Napisz komentarz jako pierwszy

2006-11-04

kontynuacja tematu Beskidów

Za miesiąc wystawa. 5 grudnia na ulicy MIkolajskiej 2 w Śródmiejski Domu Kultury. O godz. 18. Ale wcześniej zagrają górale z Koniakowa. A będzie to muzyka jak rzeka, jak mgla, jak szumiące modrzewie. Zbyszek Walach z Kolegami. Mam nadzieję że nie nawalą. To tak tytulem trzeźwego myślenia. Będą prace wywieszone w Galerii i oczywiście wiele innych oddająych atmosferę tych okolic. Oto trzy prace z tych powstających wciąż na dniach.

Napisz komentarz jako pierwszy

2006-10-31

seul

Na tle wydarzeń polskiego życia politycznego ( zabawy doroslych panów za pieniądze podatników ) moja, wg niektórych inżynierów, hobbystyczna dzialalność malarska znika jak gwiezdny pyl. Ale to nie jest hobbystyczna dzialalność. Zapewniam. Gdy oglądam filmy o dzialalności Berii, gdy oglądam zdjęcia z mordu polskiej ludności przez UPA ( oficjalnie wydana książka chyba Pana Kermana ?) - nie kupilem w ksiegarni PANu bo postanowilem nie wzbudzać w sobie uczucia mściwości, za kazdym razem oglądając te koszmarne zdjęcia. Boże, moje malarstwo ratuje moją psychikę. Z aktualności: ostanio zaprosilem do oglądnięcia Galerii tejże, wysyląc maile automatycznie do adresatów w mojej książce. Dwóch Panów odpowiedzialo w tonie agresywnym. Jeden szczerze wyznal że ma akwarele w d...a drugi, znajomy mojej bylej mlodej przyjaciólki, porównal moje zaproszenie do spamu, skądninąd mając rację, ponieważ spam jest faktycznie pocztą niechcianą. Mimo iż wcześniej pono to malarstwo akceptowal. I pomyśleć że facet za autorytet number one wysuwa Jezusa. Ale zapomnial ze Chrystus jest wielkoduszny a nie zasadniczy w swoich sądach. Ale, ja się dziwię, a kto zdobywal mordem nowe ziemie w Ameryce szesnastego wieku? W większości tacy zasadniczy, mlodzi, niedoświadczeni fanatycy. Nic.. w ramach chwalenia się, ponieważ każdy sam walczy o swój wizerunek i dopiero na poziomie dużej kasy robi to ktoś inny, tak więc nie wiem czy pamietacie że wyslalem akwarelę do Seulu na Światową Wystawę Artystów ? Na zaproszenie posiadającej kontakty ze światem Sztuki Pani Teresy Suliman z Krakowa. Oprócz mnie prace do Seulu wyslali: Anna Siek, Ksawery Kaliski, Magdalena Gintowt-Juchniewicz i Ryszard Rogala. Dzięki tamu nasza polska flaga zostala wydrukowana na okladce przepięknego katalogu. W wystawie wzięlo udzial ok. 500 artystów z calego świata. Obcokrajowcy wystawili po jednej akwareli. Ze wstępu do katalogu, w którym wypowiedzieli się ministrowie Korei wynika iż cala ta feta miala na celu wspomożenie walki o spokojne normalne życie, po prostu Pokój. Popieram. I poparlem wysylając pracę Dancing in Chicago. Pozdrawiam Koreańczyków. Dzielny naród.

Napisz komentarz jako pierwszy

2006-09-14

refleksja

Wszedłem na poprzednie aktualności i zerknąłem na komentarze, otóż znalazłem dwa , które poruszają pewien problem: "Od kilku lat, w spsób amatorski próbuję malować akwarelami.Moje malowanie jest nieudolne ale sprawia mi dużo radości. Często oglądam Pańskie obrazy, które są dla mnie wzorem do naśladowania. Proszę o umieszczenie na Pańskiej stronie krótkiego kursu malowania akwarelami. A może całej poważnej strony ? Dziękuję i pozdrawiam." "Bardzo bym chciala na pana stronie zobaczyc cos w rodzaju lekcji nauki malowanka akwarelami. Info na temat materialow jakimi sie pan posluguje, techniki, demo, wskazowki, przemyslenia, proces tworzenia, itd itp. Mysle takze, ze wiadomosci, ktore pan umieszcza na tej stronie to bardzo dobra forma kontaktu z odwiedzajacymi. Dobrze by bylo aby pan komentowal w swoich wiadomosciach takze to co ostatnio pana poruszylo jako artyste i czlowieka. Taka forma listow lub kartek z pamietinka." Hm. Teraz ja Ludwin. Maluję akwarele od 24 lat. Nawet teraz, czy też wciąż teraz , i super!!, udaje mi się na nowo odkrywać tajniki tej techniki. To jest nadal świeże uczucie. Bo to jest jak uczucie. :)) Jednakże jednakowoż: gdy skompletuję grupę 20 osób podejmę się przekazania ułamka wiadomości i przemyśleń na temat akwareli. Od dziewięciu lat uczę rysunku i zaprawdę zdołałem przekonać wielu "leworęcznych". Czyli nauczyć. I dostawali się na studia architektoniczne. Takie same metody będę stosował gdy skompletuje grupę "akwarelistów". Tak więc. Ponawiam. Za rok z grupką pasjonatów akwareli chciałbym wylądować na przykład w Zakopanem i pomalować co nieco. Umieściłem poniżej akwarelę wykonaną przez Dmocha podczas pobytu w Bretanii. Hm...przyznam się Wam. Jest to jedna z nieuwielu prac Pabla, która podoba mi się od pierwszego wejrzenia. Pewnie oberwę od niego za ten tekst, ale taka jest prawda. A lubię ją za kolor!!!!!!!!!

Napisz komentarz jako pierwszy

2006-09-13

perspektywy architektoniczne

Tym razem chciałbym Wam pokazać coś diametralnie różnego od tzw Sztuki. Ale TO jest także sztuką w pewnym sensie. Mianowicie perspektywy wykonywane na zlecenie biur architektonicznych, zleceń powszechnych zwłaszcza w USA i Anglii. Wykorzystywanie umiejętności akwarelistów na użytek pracowni architektonicznych sięga siedemnastego wieku. Na terenie Polski od czasu działalności Tylmana z Gameren ( Łańcut), a na terenie Anglii rewolucja przemysłowa w osiemnastym wieku upowszechniła tego typu zlecenia przez architektów akwarelistom a to dlatego, iż wykonywanie przestrzennego modelu architektonicznego dla dużej ilości projektów kilkakrotnie przerastało kosztami wizualizacje wykonywane technikami akwarelowymi. Ze wzgledów czysto praktycznych szata graficzna projektów architektonicznych nie ewoluowała równolegle do stylów w malarstwie, niemniej jednak architekci wykorzystywali pewne doświadczenia artystów , ich malarskie środki formalne wyrażania emocji i dokumentowania otaczającego świata. Poniżej przedstawiam parę perspektyw architektoniczych, które wykonałem w ciągu ostatnich dwóch dni , wizualizacji akwarelowych bardzo prostych w środki wyrazu, ogniskujących uwagę przede wszystkim na przedstawienie architektury, co objawia się wykorzystaniem piórka ponad kolor i położenie nacisku na detal.

Napisz komentarz jako pierwszy

2006-09-06

KOBIETA tematem wystawy w piątek 8.09.2006 godz. 18.

No i udało się nareszcie ! Pojutrze otwieram wraz z koleżanką Marią Adamus Biskupską wystawę prac dla mnie bardzo nietypowych bo tematem przewodnim jest pojęcie "płciowo-selekcjonujące" ale z artystycznego punktu widzenia temat efemeryczny, nieodgadniony, dla nas facetów wciąż nie do pojęcia: KOBIETA! W przeciągu paru lat od czasu do czasu podejmowałem się malowania nie tyle "kobiety" co jej kontekstu. Więc pojawią się lalki, które nazwałem lalkami Edyty. W domu moich przyjaciół takie drogie lalki stoją sobie na półkach i chyba tylko w nocy, gdy Edyta śpi one toczą swoje życie erotyczno towarzyskie. Seria akwarel formatu 100x70 cm przedstawia motywy z filmu Chicago, który urzekł mnie swoim klimatem i udziałem w nim, na specyficznych , ulotnych warunkach świata blichtru i tańca, tańczących odurzonych kobiet. I tak dalej i tak dalej. Duży format akwarel jest wyzwaniem! Woda schnie, kolor siada, powierzchnie są ogromne. Ja jestem zadowolony z rezultatu. Zapraszam na wernisaż wystawy tych prac, które wraz z malarstwem Maryli Adamus Biskupskiej, przedstawiają dwie odmienne refleksje na temat świata kobiet. Piątek, 8 września godz. 18.00, Galeria 2Światy Ul. Józefa 25. ( Kazimierz) Zapraszam.

Napisz komentarz jako pierwszy

2006-07-31

Bruksela

Już minęło trochę czasu od mojego pobytu w Brukseli ale nabrałem zwyczaju odczekania chwili od jakiegoś zdarzenia aby moje wrażenia i odczucia się zobiektywizowały. Takie odliczenie do stu. Tak więc przygody zaczęły się już w trakcie drogi do Brukseli gdy pomyliliśmy drogę i dojechaliśmy 400 km dalej aż do Hanoveru..:)))). Gdybym wiedział że właśnie pokonałem jednym cięgiem prawie 2000 km to chyba z wrażenia zatrzymałbym się na piwo przy jakimś niemieckim barze. No ale człowiek nieświadomy zaniesie na rękach nawet 200 kg. Wiec zamiast 12 godzin jechaliśmy 24 i wciąż dziwiliśmy się że ta Germania taaaaka duża...Potem stwierdziłem że tydzień to za mało bo się rozkręciłem dopiero po dwóch dniach ( Paweł nie wiedzieć czemu nie chciał ze mną wypić wina chociaż mnie nie musi bujać, pije jak smok po 5 butelek, no chyba że tylko tak ryczy na forum a w praktyce pije mleko) . Jak się rokręciłem to trzeba było jechać, no ale: kupiłem dobre pudło stalowe (2 kg) na farby) więc przynajmniej nie będzie latało, nie tak jak plastikowa paleta która się kręciła gdy mieszałem farby. No i parę innych bardzo przydatnych elementów ekwipunku profesjonalisty malarza :) ...I to takich nie - do- dostania w Krakowie. Naprawdę! Bruksela - cudo! Niewiele miałem czasu na szwendanie się po mieście ale rynek zaliczyłem. Ludzie! Ile tam jest pięknych kamieniczek, zacisznych uliczek. Hm, ale bez 4 tysięcy euro na miesiąc życie tam to walka. No bo tak: wino trza wypić, w knajpie codziennie na kawie pogadać, zapłacić za mieszkanie 500 euro (w dobrym miejscu przecież!) no i coś tam zjeść aaa...no i materiały malarskie. Gdy ktoś ma samochód to przerąbane...zwłaszcza hamera. Podatek jak pensja naszego prezydenta. Co miesiąc! No ale człowiek jest w pępku Europy i może niczym z centrum dowodzenia na okrągłym stołku wysyłać sygnały w świat. Hm...tylko że ja właśnie to robię z Rożnowic, wioski koło Biecza...Więc chyba na jedno wychodzi. Właśnie siedzę na strychu pośrodku dwuhektarowej łąki w drewnianym domu i nadaję do Was...ale o chacie w następnych aktualnościach. Aha....Moja koleżanka Ania szuka w Warszawie mieszkania do kupna (50-60 metrów). Jakby ktoś wiedział. Ania jest fajna, wg mnie piękna, chce założyć rodzinę, ma 27 lat. Może jakiś młody milioner ma wolną chatę? Ja odpadłem ze wględu na wiek i charakter...:))))))))

Napisz komentarz jako pierwszy

2006-06-25

Czasem malarz musi coś w swoim życiu zmienić.

Cóż to może być w życiu człowieka nazywającego się malarzem jak nie spróbowanie następnej techniki malarskiej. Malarstwo olejne daje inne niż akwarela ale wciąż ekscytujące wrażenia. Dziesięć lat temu malowałem intensywnie farbami olejnymi ale teraz jest to mój prawdziwy "powrót" to tej techniki. Akryl jest w porządku ale akryl nie ma zapachu i koloru farb olejnych. Pozwólcie że zaprezentuję parę obrazków (mały format do galerii) o tematyce - a jakże- krakowskiej. Ale to wkrótce się zmieni. Przechodzę na temat: "kobieta". W moim życiu, a tylko ci, którzy mnie znają wiedzą o co chodzi, więc kobiety mają swoje ważne miejsce. Wciąż im umykam ale dlaczego?...któż to wie, może żadna nie okazała wystarczająco dużo serca?. W każdym razie wspólnie z moją koleżanką Marylą Adamus kobietom poświęcimy 20 dużych obrazów na wystawę w 2swaty u Iwony Korbiel, w połowie września. Pół na pół.

Napisz komentarz jako pierwszy

2006-06-19

zakopane - zapach drewna

Nareszcie sfotografowałem akwarele które namalowałem na tym plenerze. Wszystkich razem namalowałem ok 8 sztuk. Część podarłem i zostawiłem najlepsze - wg mnie oczywista. Forma takich plenerów jest jak najbardziej trafiona - potrafię się skupić do pracy przy sztaludze. Oczywiście i bez takich wyjazdów potrafię się zdyscyplinować i malować, ale podczas pobytu poza miejscem stałego zamieszkania pojawia się pretekst do odmawiania licznych namolnych telefonów i wizyt. Po prostu wypoczynek przy pracy. No i powoli klaruje mi się pomysł warsztatów akwarelowych dla osób chcących zdobyć podstawy malowania tą techniką. Pierwsze ostrożne koszty takiej imprezy szacuję na 2200 zł za 10 dni w co wchodzi: koszt pobytu w pensjonacie (zakładam pobyty w miejscach atrakcyjnych i malowniczych) z pełnym wyżywieniem, koszt zakupu materiałów (dokonany przeze mnie) oraz koszt nauki. Oczywiście pod warukiem że zgłosi się min 20 osób. Co na to zainteresowani? Aktualnie po obronie doktoratu na temat akwareli mam dużo czasu na organizowanie tego rodzaju imprez.

Napisz komentarz jako pierwszy

2006-05-20

No i wieści z Francji...

...nie tylko hydraulicy wchodzą przebojem do świadomości Francuzów - także polscy akwareliści (czyli na początek Paweł i ja...hyhy). Ponieważ w PRATIQUE DES ARTS umieszczono moją i Pawła akwarele przytaczam je tutaj abyście wiedzieli że, nie chwaląc się jamże to uczynił...:))

Napisz komentarz jako pierwszy

2006-05-20

Pablo na salonach!!!

Przytaczam Wam dosłownie list od Pawła dzień po wernisażu, oczywiście pomijam teksty mocne w PS. : "";))))))))))) Vernisage byl extra, przyszlo prawie 300 osob (liczylismy po kieliszkach do wina) sprzedalem ''na pniu'' pol wystawy tzn 13 akwarel, 3 pojada do Paryza, jedna do Monachium i jedna do Canady a reszta zostala kupiona przez wyspiarzy ....ubaw co niemiara Anglicy dowcipkowali bez uszczypliwosci z Francuzow i odwrotnie tzn wymieniali sie kawalami na temat swojej przynaleznosci ''narodowej'' i wszyscy razem chichotali, slonce w galerii, na zewnatrz i w sercach, duzo rozmow, duzo zyczliwosci i uznania, wszystko wysmienicie zgrane ... nastroje, trunki, swiatlo i akwarele badz co badz tez, ''pelen profesjonalizm'' .... ale w sumie przywyklem juz do tego - tutaj ''prowizorycznosc'' nie wchodzi w gre. Poszlo mnostwo wina i szampana ale nikt sie nie uchlal, jak to bywa w warszawce gdzie efekt wystawowy jest zaden ...wszyscy przychodza podbuzowani, zestresowani, nie wiadomo po co ? chyba zeby sobie dogryzac nawzajem, jeczec na zasadzie ''kto ma gorzej i wieksze problemy egzystencjalne'' ... i tyle. Zgodnie ze zwyczajem zaprosilem bliskie mi osoby tzn zaprzyjaznione do wloskiej knajpy (tylko tam jest dobra kawa !!!!!!!) uzbieralo sie 17 osob :-) i gledzilismy zasmiewajac sie z roznych historii prosto z zycia wzietych do 7 rano tzn 8.00 czasu polskiego, lub wloskiego albo belgijskiego wreszcie. Knajpe juz dawno zamknieto, ale wlasciciel - niewysoki wloch z mala lysinka przylaczyl sie do nas z cala familia i bylo jescze weselej. Odstawilem sie na wernisaz jak Mozart w szkarlatny zakiet ze zlotymi aplikacjami z zabotem, zlote hajdawery do kolan oczywiscie biale podkolanowy i buty mlody burgund do kompletu :-) ... przyjaciel przywiozl mi peruke '' z epoki'' z Paryza i wszyscy rechotali, ze popieprzyli daty i spoznili sie na vernisaz jakies 250 lat !!!, zabawa niesamowita, Ramiarz sie uciezyl, bo w koncu wisze mu mala fortune, ze tak szybko dostanie reszte kasy. W knajpie powiedzialem do Josepha (wlasciciel galrii) wez mu wypisz czek, a wlasciciel knajpy ...ou fuck ja tez che taki czek hyhyhyhy, jak pan tak rozdaje. Chyba tylko w takich miejscach bede pokazywal tzn takich ''co sa gwarancja sukcesu'' trzeba od pyty zainwestowac, ale jak moj agent powiedzial ''na Old Bond street nie ma wystaw, ktore sie nie sprzedaja, to jest pewnosc miejsca, ludzi i ich mozliwosci finansowych'' To jak z Ritzem albo czyms takim, apartament kosztuje 2300 funtow na dobe i .....trzeba rezerwowac z wyprzedzeniem. Takie jest moje zdanie, zeby sprzedawac drogo, trzeba wejsc w miejsce gdzie jest kasa tzn ''swiatli'' na sztuke ludzie, ktorzy ja maja, a nie pokazywac (nawet) w pieknych miejscach ale takich, gdzie ci ludzie poprostu nigdy nie zagladaja i mozna tak cale zycie sie mijac. Druga prawda jest tez to, ze jesli czlowiek robi wrazenie ''lekkiego'' excentryka, ktoremu nie zalezy na kasie (bo ja ma) jako artysta, to to rowniez dziala na kozysc, bo jest sie z tego samego kregu ludzi, ktorzy nie maja zwyczaju ''zebrania''. Zabojady robily zdjecia - powysylaja mi mailem. Szkoda, ze galeria nie ma strony web, ale moze i nie - facet jest tradycjonalista (poza komorka) pisze listy, wysyla zaproszenia pieknie wydrukowane ze zlotym rantem na tekturkach (na wlasny slub mialem gorsze hyhyhy) itd. Z galeria jest troche jak z knajpa, do baru mlecznego przychodza tez fajni ludzie, ale 90% to nie ci na ktorych sie czeka, a café Montovagni niedaleko Trafalgar square przyjezdzaja ludzie z calej europy i to jest to. Dobrnalem do domku, przyjechalem z ''polowa Paryza'', ktora postanowila pofetowac udany pokaz w Bxl .... wiesz zabojady cenia kuchnie belgijska na rowni z francuska lacznie z kawa a to wszystko jest w Londynie regionalnie ''do dupy'' a pare znajomkow z ktorymi bylem na moules, twierdzi, ze takich nie zje sie nawet u Alexa na Champs-Elysées .... mamy blizej morze :-))) Jechalismy lekko niewyspani, bardziej niz na kacu, bo feta trwala do bialego rana, na promie troche nas dobujalo, Jacques nosil piwa i wolal ...uchalem sie czy ten dom tak buja ? :)))) "" NIestety nie mam zdjęć z wernisażu więc tylko tekst.

Napisz komentarz jako pierwszy

2006-05-10

UWAGA!!

Mam do Was prośbę. Ponieważ noszę się z zamiarem rozbudowanie tej stronki w jakiś miniaturowy portalik zapytowywuję Was co chcielibyście tutaj widzieć, czego chcielibyście się dowiedzieć, co poczytać...? Ponieważ jest dość sporo wejść i będzie ich więcej ponieważ www.ludwin.pl pojawia się na każdej z moich wypuszczonych w świat reprodukcji i z badań wynoika że nawet zaglądają tutaj ludzie z Japonii...!!! Ale miło...Więc czekam na wasze uwagi. Zniosę wszystko...no może oprócz inwektyw..:))Więc jeżeli macie pytania i żądania...piszcie..Pozdrawiam Krzysztof Ludwin

Napisz komentarz jako pierwszy

2006-05-08

gdy jest słońce ....

Boże...gdy sobie przypomnę ostatnią zimę...brrrr...Już teraz planujemy w grupie malarzy czmychnąć w okresie listopada do Toskanii. Taki sprytny plan. Aby skrócić sobie męczarnie z braku koloru. Jak ci biedni Finowie mogą wytrzymać. Umieściłem całkiem dużą ilość akwarel w galeriach a to: Galeria Klucznik w Gdańsku, Galeria Kersten w Grand Hotelu na Sławkowskiej i parę prac w Galerii Styl w Głogówku. Narazie.

Napisz komentarz jako pierwszy

2006-04-16

myślenie malarskie

Kiedyś Pablo przesłał mi zdjęcie jakiegoś włoskiego zakątka (?), i postanowiłem na swój sposób go zinterpretować. Powstał mały ( 15x30cm) szkic akwarelowy który wykorzystam być może do namalowania akwareli większych rozmiarów. Ale ale...korci mnie wciąż temat "kobiet" i przymierzam się do wykorzystania szkiców wykonanych na kompie, tematu który nazwałem "ułaskawianiem pornografii"....Ale to nie dziś. Jeżeli ktoś mieszka w Krakowie takowe szkice w formie wydruków komputerowych może obejrzeć w kawiarni Bambus w kamienicy Pałac Pod Baranami. Teraz nadchodzi czas realizacji tych wstępnych wg mnie szkiców w technikach tradycyjnych - i to się nazywa prawdziwa niepowtarzalność wtedy...:)

Napisz komentarz jako pierwszy

2006-04-15

malujemy i cóż z tego...

Wielkanoc....Dzięki Chrystusowi żyję (podobno modlono się o to w Mogile w Nowej Hucie bo urodziłem się przyduszony). Mam imię Krzysztof więc ten który przenosi Chrystusa. I robię to co umiem najlepiej, cokolwiek ktokolwiek by na ten temat powiedział. Może właśnie to mam w podświadomości nakazane. Ok...tuż przed świętami skończyłem parę obrazków. Martwa natura w akrylu, tak dla przećwiczenia oka i ręki i z potrzeby koloru. Umieściłem na niej czerwony wędrujący wszędzie ze mną dzbanek oraz parę ciastek, które zresztą zjadł w nocy mój kolega Jacek Ch. gdy obudził się skacowany. Teraz zastanawia się czy nie kupić obrazu bo ma do niego stosunek emocjonalny, ale nieświadomy daje za niska cenę, wręcz wkurzająco niską cenę!!!. Następnie parę akwarel z Chorwacji, Dubrownika - wykonanych na podstawie szkiców węglem i kredą ( uwielbiam ten rodzaj notatki w terenie). Coś mnie męczyło aby te motywy nareszcie zwizualizować. Pamiętam doskonale pobyt w Dubrowniku i chciałbym tam znowu wrócić. Jest to jedno z niewielu miast, gdzie chiałbym zamieszkać. No i oczywiście Kraków - namalowany z potrzeby przećwiczenia ręki nowymi szerokimi pędzlami. Zresztą na Wiosnę mam zawsze potrzebę malowania Krakowa. Trzy akwarele i jeden obraz akrylowy - ten ostatni akryl to światło Placu Mariackiego.

Napisz komentarz jako pierwszy

2006-03-27

z innej beczki

Hm....z innej beczki. Ostatnio tematem moich rysunków jest kobieta. Nie wiem jak skomentować tę potrzebę rysowania kobiet ale chyba temat to ważny jak każdy inny:)))... i tylko to że wdzięczniejszy do rysowania. Lubię ten rodzaj rysunku węglem na kolorowym papierze, podświetlonym kredą i kolorowymi suchymi pastelami. Zmagałem się z kobietami na czerwonym i brązowym papierze...Preferuję czerwony podkład. Nadaje on rysunkowi tego ekspresyjnego waloru.

Napisz komentarz jako pierwszy

2006-03-24

ostatnio namalowane

Toskania. W grupie malarzy planujemy wyjazd na plener w październiku w rejony jakiegoś średniowiecznego toskańskiego miasteczka. Ten motyw wykonałem na podstawie zdjęcia (już Degas wykorzystywał aparat do swoich malarskich prac) z podróży po Toskanii sprzed 5 lat. Marzy mi się tam wrócić ponownie. Następne z akwarel przedstaewiają motywy Gdańska. To spełnieni prośby pani Anny Klucznik z Galerii Klucznik w Gdańsku.

Napisz komentarz jako pierwszy

2006-03-10

czy można to uznać przedsionkiem wyjścia na świat???

ZAPRASZAM NA link TAM OTO ZAISTNIAŁEM SZERSZEJ MIĘDZYNARODOWEJ PUBLICZNOŚCI...SZUKAJCIE NA TEJ STRONIE W INDEKSIE ARTYSTÓW A TERAZ NA TEN MOMENT MOJA PRACA WISI NA GŁÓWNEJ STRONIE...ALE SIĘ CIESZĘ..

Napisz komentarz jako pierwszy

2006-02-28

Akwarele : Krakowiacy i Górale

Narazie na zdjęciach widać pustą galerię przed wernisażem Hm...Wernisaż dla mnie jest ważny, nie z komercyjnego punktu widzenia ale tego "teatralnego" , spektaklowego. Można pogadać z ciekawymi ludźmi, pokazać się szerszej publiczności bo w końcu chodzi o odważny show swojej pracy, bez względu na komentarze. Ale zastanawiam się....Może faktycznie "piękno" nie jest Sztuką...Kiedyś Ruszczyc chyba z tego powodu przestał malować...No i mam sytuację podobną mniej więcej do tej jaką w czasie swojej twórczości przeżywał John Singer Sargent: niby dobre akwarele ale dziwiono się że ktokolwiek je kupuje..Radzono aby je po prostu rozdawał ...hehe...U mnie sytuacja jest podobna...owszem podobają się i najchętniej za darmo, chociaż i to jest kłopot bo jak je powiesić i gdzie!!!!!!!!!....Przecież ściany nie ma, bo wszędzie meble. Eh....nie będę przytaczał tutaj przepowiedni Witkacego....

Napisz komentarz jako pierwszy

2006-02-18

Krakowiacy i Górale

Zapraszam chętnych do Zakopanego, 24 lutego (piątek) godz. 17.00, na wernisaż wystawy AKWARELI I SKRZYPIEC. Krzysztof Ludwin (akwarela) i Andrzej Kalata (mistrz lutniczy - skrzypce). Będzie kapela z Suchego, okowita, smalec, hulanka....oprócz tego że kolor na ścianach i muzyka między nimi....Zakopane, GALERIA STARA POLANA, ul.Nowotarska 59. ZAPRASZAM. Prezentowane akwarele będzie mozna obejrzeć w oryginale i kupić. Wystawa czynna będzie do 22 marca br.

Napisz komentarz jako pierwszy

2006-01-06

humory, nastroje...

Ostatnio mój nastrój się poprawia...Sam widzę to po akwarelach. Stosuję ciepłe podmalówki tak jak twierdził Seurat, mistrz neoimpresjonizmu: radość - linie do góry i ciepłe kolory i dużo światła w obrazach. Ja jeszcze dodam, że zauważyłem duże podobieństwo na przykład mojego malarstwa akwarelowego do mojego pisma. Gdy zbieram się w sobie i zaczynam działać, zarówno pismo jak i akwarela zaczynają być konkretne, wyraźne, zdefiniowane. Akwarela, którą teraz wywiesiłem jest ostatnio namalowaną pracą. Będzie ona wywiweszona między innymi na wystawie w Zakopanem 24.lutego 2006.

Napisz komentarz jako pierwszy

2006-01-02

jak powstaje akwarela

Na pewno jesteście ciekawi jak powstaje jedna z moich akwarel....Dzisiaj podczas malowania postarałem się nie zapomnieć (hoho....no taka skleroza że zapominam o zrobieniu zdjęć etapów malowania ) o włączeniu aparatu. Ujawniam cztery odsłony powstawania obrazu techniką akwareli w moim wydaniu. Przyjrzyjcie się uważnie bo wbrew pozorom te wszystkie czynności machania pędzlem nie są takie trudne.

Napisz komentarz jako pierwszy

2006-01-02

następne wyzwanie - portret

Hm...moi znajomi poprosili mnie o wykonanie portretu ich 6 - ścio letniej Basi. Muszę się przyznać ze chodziłem koło tego tematu jak pies koło jeza. (kurczę nie działa mi alt z więc jest jez). Przemalowywałem twarz Basi chyba cztery razy. Tak wogóle to pierwszym pytaniem była technika w której miałem wykonać portret : akwarela czy akryl. Poniewaz ostatni portret w akrylu malowalem 14 lat temu wybralem akryl. Lubię wyzwania. Portret był gotowy przed wigilią...przynajmniej tak się mi wydawało. Zaprosiłem w drugi dzień świąt do siebie moich rodzicków ...no a oni jak zawsze, bez ogródek wytknęli błędy. Teraz juz jest ok. Portret jest u zainteresowanych. Którzy nakarmili mnie suuuper dobrym obiadem z dziczyzną ( to zasługa Wiesi ) . Mala Baśka mnie wycałowała, no i wogóle trzymając mnie za nogę nie chciała wypuścić. Chyba będę musiał to przemyśleć ....bo się we mnie ojcowskie instynkty budzą....Tylko jak powiedzial mój znajomy Szwajcar: seks is no problem - love is a problem. ...:)))

Napisz komentarz jako pierwszy

2006-01-02

następne wyzwanie - portret

Hm...moi znajomi poprosili mnie o wykonanie portretu ich 6 - ścio letniej Basi. Muszę się przyznać ze chodziłem koło tego tematu jak pies koło jeza. (kurczę nie działa mi alt z więc jest jez). Przemalowywałem twarz Basi chyba cztery razy. Tak wogóle to pierwszym pytaniem była technika w której miałem wykonać portret : akwarela czy akryl. Poniewaz ostatni portret w akrylu malowalem 14 lat temu wybralem akryl. Lubię wyzwania. Portret był gotowy przed wigilią...przynajmniej tak się mi wydawało. Zaprosiłem w drugi dzień świąt do siebie moich rodzicków ...no a oni jak zawsze, bez ogródek wytknęli błędy. Teraz juz jest ok. Portret jest u zainteresowanych. Którzy nakarmili mnie suuuper dobrym obiadem z dziczyzną ( to zasługa Wiesi ) . Mala Baśka mnie wycałowała, no i wogóle trzymając mnie za nogę nie chciała wypuścić. Chyba będę musiał to przemyśleć ....bo się we mnie ojcowskie instynkty budzą....Tylko jak powiedzial mój znajomy Szwajcar: seks is no problem - love is a problem. ...:)))

Napisz komentarz jako pierwszy

2005-12-28

hej hej hej...luzu dej..!!..śmiechu dej...Boże Mój....

...Hm...fajnie jest...Biało, wesoło, ślisko...hyhyhy....ale co tam. Czujecie? Widzicie? Rozumiecie?...Nic więcej nie trzeba...Życzę Wam aby ten rok pozwolił Wam spełnić przynajmniej jedno małe życzenie, marzenie....a jeżeli ich przybędzie i się spełnią to genialnie!!!!!!.....Życie jest krótkie ale piękne...Bawcie się dobrze, jedzcie do upadłego w Święta ...Boże Narodziny są bardzo ważne, bo to są urodziny faceta który powiedział aby próbować dobrem zło zwyciężać. Trudne to jak diabli ale my artyści to rozumiemy...i życzę Wam abyście byli artystami w tym co robicie.

Napisz komentarz jako pierwszy

2005-12-27

uważajcie na drogach!!

...no i kłopot...tak się kończy stary rok...Wylądowałem na swojej wsi w Rożnowicach a dokładniej koło Biecza w rowie....uprzednio wygrzmociwszy niewąsko w skarpę, która ...hehe...urwała mi zderzak...mocną szczękę miała skarpa...Uważajcie bardzo. Mnie jak widać nie uratował napęd na 4 koła. Lód to jest zjawisko nie do pokonania. Hm.....grunt że głowa cała i ręce..:)))

Stanley 2005-12-25 19:02:10..nic nie toi w miejscu..ciągle trzeba sie modernizowac ..bys sprostać wyzwaniom..techniki wiec wiesz co robisz..Lu powdzenia...

2005-12-24

ostatnie jesienne....

Trochę Zakopanego z pleneru i trochę Krakowa, jak zwykle zresztą...Jest to może dla niektórych zbyt eksperymentalna akwarela ....ale tak już jest, obraz jest zapisem nastroju, a miałem wtedy taki a nie inny księżyc. Dlatego malarstwo jest zajęciem niezwykle terapeutycznym. Gorzej , gdy człowiekowi przyjdzie z tego malarstwa żyć. Ale i to ma swój urok. No..ale Pablo, nasz stały gość na tej stronie szaleje po świecie i szuka tematów. Ja narazie przygotowuję wystawę w Zakopanem, w pięknej galerii Stara Polana na ulicy Nowotarskiej. Pokażę najnowsze prace plus parę starych. Razem ze mną wystawiał będzie lutnik artysta, Andrzej Kalata. Pokaże skrzypce, wiolonczele....Będzie kapela góralska...Będzie niezła zabawa....Zapraszam wszystkich chętnych: 24 luty 2006 roku, dwa dni przed moimi urodzinami...hyhy.....No mam nadzieję że nic się nie zmieni do tego czasu...

Godena2005-11-20 22:57:36Jakie piękne! Uwielbiam "plamy".Po ilu latach malowania ja dojdę do 10% czegoś takiego!? Póki co dziubdziam jak wróbel! Nie potrafię "wyzwolić" swojego pędzla! godena.blog.onet.pl
Stanley 2005-11-22 03:06:45no ..kurde jakos nie moge dopatrzyc sie klimatu Zakopanego..mózg moze za bardzo owładniety bluesem...ale inspiruje mnie ta wystawa..w połaczeniu z muzycznym akcentem...lutnika...no cóz jezce troche czau za oknem piekne zimowe nastroje opanowanego przez świeżo spadły śnieg ktory pokryl szary swiat dodajac blasku....
lu 2005-11-22 13:36:09Stan...bo to kurde nie są motywy z Zakopanego tylko te dwie pierwsze z oknami....Zakopane będzie na wystawie między innymi....
Piotr Nogieć2005-11-25 13:21:46W sumie nie tak dawno odnalazłem Pańskie akwarele w internecie, mimo, że temat ciekawi mnie od dawna. Napisał Pan, że to akwarela eksperymentalna. Ja wiem i Pan wie, że nie. To są po prostu AKWARELE. Wszystko na nich widać i mają przejżysty przekaz. KOLOR, CZERŃ I BIEL. Niby przypadkiem, a wszystko tam, gdzie ma być. Tyle się dzieje. Zaułki, kraty, ramy, bramy, lampy... tego już nie można piękniej przedstawić. Wlazłbym do środka!
Piotrze..chłopie drogi..2005-11-25 17:26:56Dziękuję Ci za ten komentarz. Taki po prostu. Winien jestem wyjaśnienie co miałem na myśli pisząc eksperymentalna. Akwarele te są zapisem nastroju nie tyle miejsca co danej chwili. Jak to mawia moja przyjaciółka psycholog Elżbietka S, po wystawianych na tej stronie akwarelach widać stan psychiczny malarza w momencie gdy malował. I na tym polega klu tych malarskich akcji. Nie wysilajmy się na intelektualne poszukiwania, na sztuczne dęcie w pędzel....Malujmy nasz księżyc...to pomaga jak wiara w Boga, jak wychowywanie dzieci..jak nałóg pozytywny, pasja...jak miłość..
Piotrek raz jeszcze 2005-11-25 19:13:54Tyle zapisanych chwil! Już wczoraj wyciągnąłem farby po krótkiej przerwie i zachlapałem tło. Jak dobrze wyschnie będę chlapał dalej. Ja! Wielbiciel Vogla i Canaletta będę chlapał?! Znam swoje możliwości i nie obiecuję sobie zbyt wiele, ale fajnie jest zerkać na ściągawki. Te "chwile" są bardzo inspirujące i nie oszukujmy się: Aby mistrz był mistrzem, musi tym mistrzem być i tylko to chciałem powiedzieć jeśli chodzi o te eksperymenty.
Klaudia 2005-11-25 20:10:56Dawno mnie tu nie było ale mam jedno zapytanie: czy Kraków już tak wrył się w Twoją wyobraźnię i malujesz go z pamięci, czy moze masz dobry widok z okna na rynek, bo ja przechodząc przez miasto czasem przyglądam się malującym "w plenerze" facetom z nadzieją, że jeden z nich to może ty, a tu ni zbója ;-) chociaż teraz tychże malarzy coraz mniej.. a szkoda. Bo rynek o każdej porze roku tak samo piękny. A akwarele jak najbardziej na plus tylko zastanawiam się co Ci teraz pomaga: wiara w Boga, pozytywny nałóg, czy może... miłość? ;-)
Piotrek na pewno ostatni raz.2005-11-25 21:02:48W piątek wieczorem, po całym tygodniu "walki" mam tendencje do kombinowania. A co tu kombinować. Akwarele są super!
lu 2005-11-26 08:23:12Klaudia.....Na niektóre pytania odpowiem Ci kiedyś przy kawie lub winie. Co zaś dotyczy nadzieji ..to wystarczy zaglądnąć do mnie na kawkę. Wtedy też udzielę odpowiedzi na pytania...hyhy....A swoją drogą Twoim staruszkom to można bębnić i jak grochem o ścianę....nie zadzwonią, gdy są w Krakowie.. W końcu to magistrowie powinni zadzwonić do doktoranta...(w końcu się nie obronię z przekory, jeżeli wszyscy będą się dopytywali o ten cholerny doktorat..)
Stanley 2005-11-26 10:58:12świetnie sie czyta te Wasze posty aż dusza sie rauje...i jest mi cieplej...fajnie w tych kuluarach..

2005-12-23

błogosławione, kolorowe bezdeszczowe dni w Krakowie..

Jesienne światło, ciepłe kolory. Chwała Bohu mamy w Krakowie bezdeszczowe dni. Oczywiście maluję cały czas, eksploatuję tematy upolowane w górach na wystawę w Zakopanem, ale od czasu do czasu maluję jakiś fragment Krakowa, tak z nałogu. No bo jak tu nie złapać za pędzel, gdy na Zamojskiego ukazuje się stary balkon na kamieniczce z odrapanym tynkiem. Oczywiście że ten tynk nie jest taki odrapany straszliwie i ten balkon nie jest taki samotny no i otoczenie jest bardziej banalne, no ale od czego mamy wyobraźnię. Chciałem namalować tam drzewa...są drzewa...hehehe, wywaliłem samochody...no bo na cóż mi samochody, ani to ładne ani formy nie ma...Nie w tym kontekście w każdym razie. No i światło znowu odkrywa nam tajemnice upływu czasu. Akwarelę z rynku głównego z ratuszem wykonałem w 20 minut zaczynając akwarelę z górnego lewego rogu...Uwielbiam tak malować..alla prima...hyhy...na dwa pędzle. A akwarela nie jest bardzo "pyci" bo ma 40 x 50 cm. No i zauważcie że jedna jest kolorowa a te pozostałe mają inny odcień. A właśnie..Papier. Fabriano 50 %cotton jest bardzo biały co daje świetną ostrą biel tła i miejsc opuszczonych przez kolor. Na innych, bardziej kremowych dodatkowo robiłem podkład a'la Turner, o czym pisał Pablo. Ale te malowałem na 680 gram arches ( 43 zł za arkusz) lub Lana Winston and Newton (36 zł za arkusz)...Eh, niektórym rąsia drży gdy malują na tych cudach.

Marcin 2005-10-28 21:28:44Ladne obrazy ....
LU2005-10-28 21:42:16...Marcin...!!
Manczak :))))))2005-10-28 22:08:37Noooooo Krzychu :)) moje gratki. Dawno tu nie byłem - walczę ze swoimi prablemami, ale Ela dziś mnie zawołała i pokazała nowinki na Twojej stronce. Jest extra. Przy moim raczej minorowym nastroju miło jest pooglądać coś fajnego. jeszcze raz gratuluję i oby więcej...
M...2005-11-03 15:04:58Faktycznie , jeden zdecydowanie inny od pozostałych. Przepiekne żywe barwy,prawie jak słoneczna kolorowa jesień za oknem. Pozdrawiam serdecznie ze Słupska
Ola 2005-11-03 15:32:54hyhy? pyci? rąsia? hehehe... Akwarele niby super, ale sposób opisu razi i zniechęca do dalszego oglądania.
lu2005-11-03 15:47:30Ola...takie niby super imię a tak mało przemyślana opinia
notak 2005-11-03 21:57:38Bo i zawsze tez znajdzie sie ktos kto ma zatwardzenie
Lu2005-11-04 09:01:41Można miec zatwardzenie i być optymistą na przykład ..mam zatwardzenie ale dzięki temu przeczytam na klozecie dobrą książkę...albo inny optymistyczny akcent: optymista na cmentarzu zamiast krzyży widzi same plusy...:))
Stanley2005-11-15 22:07:37są tacy co lubią czytac akwarele...ja wole ogladac bez czytania miec swoje wizje...tak działaja na mnie barwy...
baska nomen omen z limanowej2005-11-23 19:27:26cudne , przepiekne, nastrojowe, pelne swiatla, koloru i prawdy . co do opisu , to, czuje i mysle podobnie.co do popytu - moze zdarzy sie cud..... nie tracic nadziei .............

2005-12-10

Kraków..Kraków...!!!!!

No cóż, teraz aby nie było nudno dla odmiany wieszam dla was parę moich "maluchów" tak zwanych szkiców akwarelowych wykonanych specjalnie dla przyjaciół Krakowa. Jadę na tydzień na plener do Zakopanego pomalować nieco górską jesień...Tutaj jeden z moich znajomych odgrażał się że będziemy zdobywać grań Krupówek ale myślę że ja wolę pomachać ciupagopędzlem nad halami kart akwarelowych.

Joan2005-10-16 17:16:19KRAKOW!!! KRAKOW!!!...Tylko szkoda ze nie trafilam na Ciebie LU...moze nastepnym razem???...
Marcin 2005-10-17 21:36:18Ladne obrazy panie Krzysztofie :D Moze kiedys doruwnam:P Pozdrawiam
kasia 2005-10-24 23:23:14po prostu zapiera dech w piersiach
Joanna 2005-10-25 19:31:02Panie Krzysztofie, proszę o następne Sukiennice. Może tym razem w śniegu, to będzie argument by naciągnąć Św. Mikołaja na większy wydatek w tym roku.
Krakowianka 2005-10-25 19:33:42Panie Krzysztofie, a kiedy zobaczymy Pana zieloną damę ? Pozdrawiam, Krakowianka
LU 2005-10-25 20:30:56Jezu...JAKĄ ZIELONĄ DAMĘ??????????????????????????????????????
lu 2005-10-25 20:32:52Aaaaaaaaaaa......juz wiem....Joanna tylko się nie chowaj za Krakowianką....bo tylko Ty widziałaś obraz cwaniaro....jak go dokończę to pokażę...hehehe
Zielona Dama2005-10-25 23:07:43Jaaaasne
lu 2005-10-26 12:20:48No nie...Joanna nie jestes zieloną damą....ta zbiezność kształtów pupy jest przypadkowa...:)))
Marcin 2005-10-26 19:18:30ale sie tu smiesznie zrobilo:P hehehe pozdrawiam
Marcin 2005-10-26 21:36:44A kiedy skończysz Zieloną Damę? Też takie brzydactwo jak moja siostra?
Lu 2005-10-26 23:40:57No Marcin...chyba przywalę ci w ten pomarańczowy łeb....Mój obraz brzydactem??????......
sc 2005-11-02 14:14:46akwarele jak zwykle niezłe, ale...... tytuły beznadziejne! mówiłeś coś o niedopowiedzeniach a dopowiedziałeś wszystko obrazem i słowem tak,że nie mam miejsca na ani jedną własną myśl. szkoda. no i ten napis reklamowy na parasolach... eh
LU 2005-11-04 08:59:36hm...czy ludzie wszystko zawsze muszą brać tak dosłownie..? dobrze oberwać od czasu do czasu ale od anonima??....czego boisz się sc?

2005-12-09

A teraz Dmoch...

Dla pokazania Wam na czym polega różnica miedzy dwoma charwww_newserami malarzy wieszam "maluchy" Pawła, o których zresztą się tak rozpisuje w pokoju gości. Teraz to on mi zmyje głowę...Nie będę ich krytykował ino komentował ponieważ Paweł wie co robi. To jest bardzo solidna robota. Tylko mam jedną uwagę...Mógłbyś Pablo czasem czegoś niedopowiedzieć...ale musiałbyś zmienić charwww_newser. Akwarele Pawła można zaklasyfikować do grupy pierwszych angielskich akwarel tzw. "topograficznych" , inwentaryzujących niejako przestrzeń, na co wskazuje solidność rysunku i oszczędny koloru oraz np. postawienie tego jednego ludzika który w akwarelach topograficznych okreśłał skalę budynku, krajobrazu. I tak by było gdyby nie światło którym Paweł świetnie operuje na swój użytek ( to mnie parę razy zainspirowało) dzięki temu uzyskując bardzo romantyczno- psychodeliczny czasem charwww_newser motywu, mimo złudzenia realności taki trochę ....nierealny. Do świetncyh "topografów" należeli Pierre Joseph Redoute, Francis Place, Paul Sandby, Michael Angelo Rooker, William Pars, Thomas Hearne, John Wirwick Smith i Francis Towne. Poszukajcie ich w internecie...warto.

Pablo 2005-10-07 04:49:33O kolorze to sobie kiedys porozmawiamy :-) Ja podejzewam, ze za lat pare ''rozpuszcze'' detal - tylko musze go najpierw przetrawic, zeby kiedys tam wypluc to co uwazam za kwintesencje, barwy, swiatla i konkretnej perspektywy postrzegania ... na razie gryze :-) i bardzi jestem z siebie zadowolony. Wiesz w pewnym sensie komfort tej profesji (o ile tworczosc nia jest w ogole) ma jedna niezniszczalna zalete ... tak naprawde to tworca powinien byc przkonany ze dzieli sie swoim widzeniem ''czegos tam'' tj mowi swoja osobista wewnetrzna prawde, nie wersje, bo prawdy nie maja wersji i tak do konca nie trzeba sie wcale przejmowac tym cy to sie komukolwiek spodoba. Trzeba sie pselniac bo to czyni nas szczesliwymi ludzmi ... a tylko szczesliwi powinni sie dzielic z reszta rodzaju. Zbyt wiele jest nieszczesc, nikczemnosci i podlosci na tym padole, zeby jeszcze potrzeba bylo artysty do tego calego ''mlyna'' rogu obfitsci nieszczesc. Alors, podales te nazwiska i nie dales mi zasnac, bo paru nie znam w ogole ... a jak juz zaczalem czytac to umarl w butach nie ma srania ... sorry spania :-) potem przypomnial mi sie wspanialy Thomas Girtin chlopak ktory zyl 27 lat a ktoremu prorokowano, iz wyniesie akwarele wyzej od J.M.W. Turner'a ktory urodzil sie w tym samym roku. czlowiek nie zna swego losu ... moze to i lepiej. à propos Pierre Joseph Redouté, wisz ze urodzil sie w Saint-Hubert ma poludniu Belgii 9wtedy jescze Flandria) bylem tam zwabiony ... tak tak dobrze zgadujesz wspanialym barokowym wnetrzem. To miasto patrona i opiekuna zwierzat .... jedyne miasto w Europie gdzie mozna ochrzcic np ... psa. Nie, nie no az taki kopniety to nie jestem :-))) nie mysl sobie,
Stanley 2005-10-07 06:22:29Lu ..piękny gest...dla Pabla...
Lu to po prostu musi byc in english :-)2005-10-07 17:53:33Constable looking at one of Turner’s paintings at the Royal Academy said to Turner “I do not see nature that way. “Ah” said Turner “do you wish that you could” :-))))))))
Lu 2005-10-07 19:00:29Bardzo dobre!!!!.....
Pablo 2005-10-15 13:03:37Veni, Vidi ..... Venezia :-)
Joan 2005-10-16 17:26:37Pablo patrzac na Twoje akwarele czuje jakbym tam byla, rewelacja...

2005-12-08

Czas i przemijanie...jesień

Oczywiście nie zapomniałem o wystawieniu od czasu do czasu nowości z pracowni. Tym razem jesień niejako wymusiła na mnie nałożenie na paletę barw odpowiednich kolorów. Dla malarzy i dla akwarelistów ten okres jest prawdopodobnie najbardziej fascynującym okresem właśnie ze względu na nową dawkę kolorów ciepłych, sien, umbr, ugrów, zieleni oliwkowej, purpur przechodzących w czerwień albo odwrotnie...(?)...Znalazłem takie miejsca w Krakowie, o których mało kto wie, albo nie zwraca uwagi, porwany przez nurt życia. Być może w rzeczywistości miejsca te sa brudne i szare zimą, wiosną czy nawet latem. Interesuje mnie w szczególności światło które znajduję na elewacjach budynków, tworząc rzeźbę, między krzewami i drzewami, i na ścianach architektury modernistycznej gdzie światło odbija się od przeważnie szklanych elewacji. Zacząłem teraz szukać światła, które jest dla mnie symbolem obnażania przemijania. Zapraszam Was do śledzenia tych poszukiwań na tej stronie. Papier na którym malowałem to Arches, 640 G/M2. Wymiary prac bez passe partou 56 x 76cm. Jeżeli ktoś jest zainteresowany jako autor odsyłam do autora, telefony i wszystkie możliwe kontwww_newsy patrz do góry. Ale są drogie...uprzedzam, nie dacie rady.

Stanley2005-10-06 19:05:06zmiana pory roku na piekna słoneczna złotą polską jesień zaowocowała barwami w tej galerii ..zmiana kąta padania swiatła leżącego niżej horyzontu sprawia że barwy są ciepłe i ciesza oko całą paletą, Lu nie pozostajc obojętnym przenosi to na własny sposób ...mogę wiec cieszyć oko kolejną uchwyconą w obrazie porą roku....
LU 2005-10-06 19:22:35...Howgh
Pablo 2005-10-06 22:27:26zmyjesz mi glowe, ale wiesz ze to z w dobrej intencji, jak kiedys powiedzialem slinienie sie nad obrazem jest malo konstruktywna dla artysty w sensie doswiadczenia (nie lukratywnosci) , trzeba mu postawic pare pytan, na ktore tylko sobie ma odpowiedziec. Ja mam od jakiegos czasu przekonanie (moze bledne) ale wlasne, ze jest ciebie Lu kilku - nie wiem 2 czy trzech ? ale napewno nie jeden :-) Z jdnej strony widze u cie bardzo wnikliwe ''rozpoznanie kadru'' to jest ten pierwszy Lu i on chwyta ''wrazenie widzianego'' za pomoca arsenalu malarskiego zaczynajac malowac. Teraz pojawia sie drugi Lu ktory nie pozwala temu pierwszemu na dokonczenie ''tematu'' tylko transformuje go w trakcie w cos na pograniczu ''widzenia abstrakcyjnego'' tzn temat i jego zauwazenie jako ''cos realnego'' staje sie tylko pretkstem do rozgrywki ''poza tematem'' ktory dla 2-go Lu jest juz nie istotny. Uwaga to jeszcze nie wszystko nadchodzi jescze jeden Lu ktory chce to wszystko pogodzic ze soba i ukazac jdnosc Swiata realnego do ktorego motyw malarski (wybrany przez 1-go) sie odnosi z abstrakcyjna rozgrywka formalna (ktora wirtuozowsko prowadzi 2-gi). Powstaje z tego calosc. Skad taki moj odbior - juz ci mowie. Np ''prawdziwa twarz czasu'' wszystko jest ok, ale moze sekunde dluzej poczekaj az (ktoras)plama wyschnie. Dlaczego istotniejsy jest nr 16 niz zasugerowany detal nadswietla w pierwszej bramie. ''Bielizna'' nawet w powiekszeniu widac mistrzosko potraktowana linke (pusta) ktora nie jest martwa kreska obrazu, ma swoj walor, grubosc, mieso, swiatlocien (na takim waskim detalu !!!) cienie rzucone itd. Jesli tak to dol pusty dla kontrastu albo daj tam cos podobnego w retoryce malarskiej ... niech tam tez bedzie co poczytac. ''Swiatlo'' rewelacyjne drzewo z wszystkimi ''rozswietleniami'' i rownie ''intrygujacy dol'' brakuje mi polaczenia ...wiesz optycznego mostu ... albo ogrodzenie puscic ''rozjazyc'' na kawalku albo skontrastowac ... a ty od niego uciekles. Wlasnie ''Stary ogrod'' jest w tym wzgledzie trafiony. chromatyka poltonow rewelacyjna i soczyste przejscia cieple - zimne tyz. brawo panowie Lu :-)))
LU 2005-10-07 01:40:14faktem jest że temat realny jest tylko pretekstem do rozgrywki z obrazem - techniką i kompozycją. Ale jak wiesz Pablo to jest tzw. formalna strona malarstwa. Jestem jeden Lu, jednak pełen sprzeczności jak każda ryba. Możesz to czytac jako podwójna osobowość. Nie zawsze lubię rzeczywistość i ciężko budzę się ze snu. Dlatego różnią się nasze akwarele. I dlatego myślę że ta wystawa w SPA będzie dobra. To dobrze ze nr 16 wychodzi do przodu, precyzyjne oddanie podziału na drzwiach byłoby banalne. No chyba że byłby to motyw secesyjny, Wagnerowski lub Klimtowski, wtedy jednak punkt ciężkości lezałby na drzwiach i plama na dole po lewej i nr 16 byłyby niewidoczne a wogóle to fascynuje mnie jak światło dynamicznie krąży i "oślepia" niektóre krawędzie i detale, a wydobywa czasem rzeczy nieistotne...Pierwszy zauważyłem sznur i bieliznę....dół nie jest istotny i ma być rozmyty. To jest optyka punktu. Ma przyciągać.
Lu 2005-10-07 01:45:38W tym "światło to masz rację, muszę walnąć jakieś krzewy na pierwszym planie aby dołem połączyć słupy a zostawić tak rozświetlone ogrodzenie. No dzięki maestro krytyki za konstruktywne słowo. Może Kaziu L się wypowie? Czasem tu zagląda i przypominam mu aby przysłał jakieś zdjęcie akwarel. W każdym razie Pablo nie zmyję Twojej łysiny...co ja jestem fryzjer?????
Pablo2005-10-07 05:05:11Lu, to nie chodzi o racje czy jej brak. Ja po prostu slucham historii tzn LU-bie :-) znac proces ''gotowania'' Nie pamietam jak ten szwed sie nazywal ... protoplasta tzw' 'mebla ergonomicznego''. Jak facet zrobil furore na rynku zebraly sie media zeby zrobic z nim wywiad i DOWIEDZIECsie jak do powstania takiego ''ergonoma'' doszlo, o cym myslal, ile lat prowadzil badania itd. Facet spokojnie opowiedzial ''kuchnie'' projektu... '' Aaaaaa jak powstal ? Bylem z kumplami na wodce, strasznie sie urznalem, padal swiezy snieg tej nocy ... culem ze nie dojde do domu, postanowilem odpoczac i usiadlem na takiej sporej czapie sniegu ....Obudzil mnie przejmujacy chlod, zebralem sie juz lekko przetrzezwawszy i dotarlem do domu. Obudzilem sie bardzo wczesnie i pierwsza mysl jaka przyszla mi do glowy to bylo wspomnienie jak wygodnie mis ie gdzies wczoraj siedzialo. Pobieglem tam i zobaczylem ''swoj odcisk na sniegu'' .... reszta to juz prosta technologia, zrobilem ''negatyw'' itd. itd i jest fotel .... wielka mi filozofia'' :-) Ta cala kuchnia Lu to jest to temat na ksiazke :-)
Stanley2005-10-07 07:20:26bez wychodzenia z domu odbywania dalekiej podrózy moge być..tu gdzie Bruksela i Kraków stykają sie i przenikaja ...i sobie czytać... czytac..i cieszyć sie że mam taka okazje...miłego dnia...elektronika ma swoje dobre strony...

2005-12-07

Paryż, Paryż....kojarzy mi się z ryżem..?

Trochę fotek na temat wystawy w Paryżewie, o której pisał Pablo, i cytuję komentarz z ksiegi gości, a stała się ona ( ale fajnie!!!) mini czaterią mafii akwarelowej..hyhy... A oto rzecze Pablo ( cytuję w oryginale!!): -"Na wernisazu rozmawialem z przemilymi ludzmi, bylo paru swietnych dostojnych ''akademikow'' ktos tam pytal czemu zmienilem Warszawe na Bruksele ..... dla psychicznego komfortu teorzenia i komfortu realizowania siebie powiedzialem :-) Nie czuje przyjemnosci w siedzeniu w miescie ktorego jedynymi wizytowkami jest kilka megasamow Carefour, Leclerc, jakies Blue City, Zlote tarasy, czy galeria Mokotow .... gdzie stolica zmienila sie w jedno wielkie targowisko - 80% finansow idzie w kupno-sprzedaz, o kulture czy sztuke nie dba sie (jest to marginalna sprawa) i prawie nikt nie mowi ... ''powinienem zarobic'' , tylko ''musze skolowac kase'' W mysl teorii ''kup pan ceglowke ocalisz pan glowke'' ja wole byc daleko od takich propozycji :-))) Wracajac do wystawy, w zasadzie bardzo optymistycznym wydaje sie fwww_news ze jedynym trendem w sztuce dzisiaj w Paryzu jest to, ze takowego nie ma, wazna jest radosc tworzenia, i co dalej z tej radosci wynika - taki czy inny przekaz wizualny ktory przez swoja roznowrodnosc sciaga wiele typow ludzkich a nie np. tylko zwolennikow minimalizmu, koloryzmu itd. Bardzo wazny jest kontwww_news artysta-odbiorca(y) i swiadomosc, ze szczesliwi nabywcy sztuki tej czy innej, okazuja swoja radosc i nie zachowuja sie jak tluszcza sciagnieta zapachem darmowej wyzery vernisazowej na ktory glownie przychodzi sie wlasnie po to no i z wewnetrznej potrzeby autoprezentacji. Bref, bylo genialnie, tzn normalnie, tak jak powinno byc na wystawie"... A oto Ja, Lu: -Zgadzam się z tym powyższym..Aha, Paweł to ten gość świrujacy , chciałem powiedzieć wirujący w piruecie, a ta Pani na pierwszym planie to Grażynka , jego żona...Odpowiadam niniejszym na apel Margarity z ksiegi gości, która domagała się ujawnienia Pabla..!! Piesek na jednym ze zdjęć nie jest rzeźbą, to żywe stworzenie, alter ego Pabla, znalezione gdzieś w warszawskim schronisku. Jeździ z nim wszędzie, używa paszportu i boi się nawet własnego cienia. Panikadze po prostu....

Pablo 2005-09-27 03:29:14Lu - Chojrak nie jest ze schroniska. Aska go przywiozla z Zakopanego .... kupila od gorala ktory potrzebowal na flaszencje, wiec sie moje dziecie ulitowalo nad (nie)dola szczeniaka. Jak to bywa w zyciu, na tym sie litosc nie skonczyla - nastepnym jej etapem okazalo sie zlitowanie nad biednymi rodzicami, czyli nami i tak dostal nam sie cudowny piesek o ktorym przeciez zawsze marzylismy .... koniec latania samolotem, koniec z podrozami we dwoje ... generalnie nasze zycie mozna rzec z lekka sie zmienilo :-)))))))))
Jaga 2005-09-27 08:50:08Pablo powiedz coś więcej o rzeżbie z ostatniej fotki. Przyszło mi do głowy jedno określenie po obejrzeniu-bezsilność.
Stanley 2005-09-27 08:51:03pierwsze nasisniecie na male obrazki i jeteśmy w innym swiecie gdzie pachnie sztuką od pierwsego kontaktu..czuję atmosferę tej radosci tworzenia no i bardzo wdziecza baletowa figura Pabla pełna radości fantazji to jest o by tam trafić i pzrez chwilę nie widzieć tego kolownia kasy...nie widac tam zazdosci a zdjećia jakie zrobiles Pablo oddał tą atmosfere i to jest piekne..i zadne zółte siwatło mi sie nie pali..jestem szczęsliwy ze dzięki takim zdjećio moge wejśc tam daleko fizycznie a blisko emocjonalnie..brawo..brawo..brawo..dzięki
Pablo 2005-09-27 20:59:24Le corps pour Bignolais est le miroir des pulsions intérieures de l'être. tzn mniej wiecej tyle ze dla dla niego cialo jest lustrem wewnetrznych popedow bycia ... trwania. Patteau komentujac jego wystawe pisze w 2003, ze dla Bignolais nie ma swietosci, wiecznosci, zadnych atrybutow ''wywyzszajacych'' czlowiek jest tym co ''pokazuje'' jego cialo, nie jest niczym wiecej niczym mniej. Gérard ma nieprawdopodobny wyglad biala dluga brode i bujne piora. urodzil sie schorowany i tulal cale dziecinstwo od szpitala do szpitala. Od dziecka obcowal czy nawet mozna zaryzykowac stwierdzenie zzyl sie ze swiatem cierpienia. cala jego kariera jako rzezbiarza (uciekl ze szpitala na wojne do Algierii w 1955) po powrocie do Paryza zmienial techniki, ale to za duzo tego na ''komentarze'' Bref - pomija gesty rak ...ktore sa ''chwilowe'' nie podlegaja funkcji czasu ... sporo cykli o przemijaniu. Kotek przy dziecku zawsze sugeruje jego kruchosc i potrzebe pieszczot ktora tez jest efemeryczna. Kot tez tutaj pelni symbol ''meski'' - kaot facet nie ma instynktu ojcostwa tylko samczy. Zdjecie jest niekompletne - caly uklad rzezb to trzy kobiety od najmlodszej z czulymi dlonmi po najstarsza ledwie ''stojaca'' na przeciwko ktorej jest kot ktory krag zamyka. Do twojego wyboru nalezy czy moze to byc kotka ktora krag otwiera. To tyle tych szkicow myslowych zauwaz tez ze srednia tzn ta ktora widac ma ksiazke w niebieskiej okladce pod stopa.
Jaga 2005-09-28 12:05:57Dzięki Pablo. Odnalazłam stronę Gerarda Bignolais i dzięki temu mogłam poznać jego twórczość. Na pierwszy rzut oka (ale tylko pierwszy) jego rzeżby przypominają mi rzeżby Magdaleny Abakanowicz. Krąg o którym piszesz, Bignolais tworzy w dowolny sposób. Znalazłam układ złożony z dziecka i dwóch kotów. Pablo zazdroszczę ci łatwości z jaką potrafisz pisać o sztuce...
Stanley 2005-09-30 06:21:20próbowalem zapisać fotke ta głowna gdzie sa uczestnicy wystawy nie idzie...lub jak to zrobić.??
Jaga 2005-09-30 08:55:18Stanley - prawy przycisk myszy- zapisz obraz jako i bedzie OK

2005-12-06

lekcje rysunku odręcznego na wydział architektury

Korzystając z tego że to jest moja strona...moja własna, czyli nie muszę opłacać ogłoszenia...hyhy (tak się śmieje Pablo, bo ja zwykle hehehe..no ale dzisiaj niech będzie półgębkiem, w stylu Pabla)..No więc korzystam z całą perfidią iż jest to moja prywatna stronka oznajmiam, jakby kto nie wiedział, że w nowym roku ponownie wracam do zajęć rysunku odręcznego dla adeptów sztuki architektonicznej na Wydział Architektury. Coś szerzej na ten temat napisałem pod linkiem u góry Szkoła Rysunku. Nic nie mówię.. to jest ciężka robota, ale satysfakcja jeszcze większa gdy po latach spotykam sie z moimi uczniami...Jednemu wciąż nie mogę zapomnieć zalanie sasiada pod pracownią, a było to na Grodzkiej...Rany...co się działo!...Maciuś chyba, nie zakręcił kurka z wodą w łazience po umyciu węglem wybrudzonych rąk...Jakoś wtedy wykaraskałem się z kłopotów. No ale więcej na temat rysunku. Zaczynam kompletować grupę, najwyżej pięciu osób. Uczę raczej skutecznie, tj. po miesiącu uczniowie wykazują talenty lub odpadają na amen, ale zazwyczaj z powodu braku zainteresowania przedmiotem. Taki Krzysiu na przykład , pamiętam, zapatrzył się na widok za oknem i oznajmił iż tam widzi zdecydowanie bardziej interesujące go zjawiska...a to ptaszka, a to samochody...itd..Hm...Tak więc wracając do meritum...Zaczynam od brył prostych, ponieważ wszystko, począwszy od butelki, skonczywszy na budynku daje sie wpisać w sześcian lub inną bryłę podstawową, kulę, prospopadłościan, walec...itd. Jeżeli nieszczęśnicy nareszcie pojmą prespektywę i zaczną rysować w niej bryłki...no cóż potem łatwiejszego niż wrysować w taki sześcian domek z okienkami. No i zaczynają się wtedy objaśnienia dotyczące kompozycji, proporcji itd. Łatwe...nie? Po czasie bardzo wciągające...Zapraszam. przekażcie informację potrzebującym. Mam duże doświadczenia, które chcę przekazać. Zajęcia , o ile uda się skompletować grupę odbywają się zwykle w piątek i rano w sobotę...lub tak jak ustalę z grupką. tel. 603 878 399.

Pablo 2005-09-25 23:22:33Tak, to jest bardzo zacne zajecie. Tym bardziej, ze rysunek dla ''przyszlych architektow'' to zupelnie co innego niz rysunek ''na akademii'' Pamietam, ze najtrudniej jest wykorzenic tendencje do robienia obrazkow a przekonac do opowiadania olowkiem tzn ''tlumaczenia struktury'' za pomoca jezyka jakim jest rysunek. Pewnie za lat pare architekt bedzie animowal inwestorowi projekt na laptopie, nie mniej jednak pomysly ktorymi zarysowuje sie knajpiane serwetki ...... napewno pozostana i nic temu ''chwytaniu pomyslu na goraco'' nie dorowna,
Lu 2005-09-26 00:19:18Dobry pomysł...będę przekonywał do uroku posiadania umiejętności narysowania na knajpianej serwetce cienkopisem swojego architektonicznego pomysłu ....Ale ale...tak to pozwalałem sobie w przypadku znajomych bo klientowi grzecznie przynosiłem powazne szkice na poważnym papierze...hyhy

2005-12-05

no i jak zwykle coś ze sztalug...www_newsualnego

Nie zaniedbuję oczywista priorytetowego profilu tej strony. Maluję nieprzerwanie. Przed wyjazdem zapomniałem Wam pokazać ostatnio namalowanych obrazów. Temat krakowski trochę inaczej, bardziej ekspresyjnie. Czyli wciąż wszystko zależy od nastroju chwili. Prace namalowane są na świetnym papierze marki Cotman. Z tymi papierami to wogóle są całe mecyje, mianowicie dobry akwarelista powinien popełnić akwarelę nawet na zwykłym kartonie bądź nawet płótnie, co zresztą robił polski klasyk tej techniki Julian Fałat, i bardziej współczesny akwarelista , świetny marynista Marian Mokwa ( jedna z uliczek w Sopocie, co się chwali , nosi jego nazwisko). Małgosia vel Margarita (patrz księga gości i komentarze) zrobiła mi niesamowitą przyjemność darując, podczas naszego ostatniego spotkania na wybrzeżu ( zerknij na poprzedni news - Odargowo ...ognisko, łyskacz, nastrojowo...ale fajnie było - tylko bez nieuzasadnionych pochrząkiwań proszę), a więc darując mi album z malarstwem Mariana Mokwy. Świetne malarstwo. Trza się cięgiem uczyć od mistrzów....Jak to mówił prof. Chrzanowski z Krakowa...trenować, trenować...

Stanley 2005-08-26 01:10:17przez minutę nnie wierzyłem ze nie malujesz a album jaki dostałęś jest perełką...to piekne ze w prozie zycia nie przerywasz ..ciekaw jestem czy dokumentujesz sobie i dla potomnych wszystko to co malujesz ..bo jedyne to co mozna zobaczyć tak naprawdę z twej twórczosci to albym ktory wydałęś..bo sięgając po niego zawsze pod ręką jest cząstka tego co namalowałeś a prace sprzedawanie znikają i właściwie czlowiek o nich zapomina... trening czyni mistrza....pozdrowienia w ta ciemna spokojna noc......
Stanley 2005-08-26 01:23:56teraz spokojnie zapisalem sobie akwarelki w folderze i poogladałem...widac w nich energie kolor i taka soczystość jakby nowa siła wstapiła.. piekne...nie wiem czemu w glowie mi utkwila plaża z tymi chmurami...
Joan 2005-08-26 04:45:52Jedna noga juz jestem w domu... Lu...ukazujesz urok slonecznego Krakowa...bardzo mi sie podoba...z bliska...kolory energia...nic dodac nic ujac...patrzac na nie widze to co opuscilam 9 lat temu... swiatlo...hmmm...pozdrawiam
Lu 2005-08-28 01:49:22Joan...to nie jest tak że autor miał na myśli...To jest zawód. I jak do każdego zawodu który łączę ze sposobem na zapełnienie życia podchodzę poważnie. Czyli malarstwo pojmuję jako przekazywanie emocji. To nie są obrazy "ukazujące" słoneczny Kraków, to nie jest inwentaryzacja kamienic. To jest spekulacja farbą na temat koloru, światła jaki tworzy bryła architektoniczna, i klimat który przez to działanie wytwarza. Ten klimatcik działa na wyobraźnię obserwatora, czaem jak dobry narkotyk. Trzeba się czasem niestety pokusić o głębsze i empatyczne przez to zrozumienie pewnych reguł. Nie można tak w kóło powtarzać: ładne, kolorowe, urokliwe....fuj....
Joan 2005-08-28 02:42:07Rozumiem ze to jest Twoja praca LU...emocje...i sposob widzenia...pozwol mi czasem podzielic sie moja opinia...ktora nie jest az tak powierzchowna jak Ci sie wydaje...serdecznie pozdrawiam
Stanley 2005-08-28 13:04:22Lu ...jestes zawodowcem..obdarzonym talentem. osobowością..potęzną wiedzą którą umiesz stosować....i wizje Twoje i nastroje łaczysz w malowanych obrazach dostosowując je do własnych koncepcji...a my skromne robaczki cieszymy sie jak mozemy być w Twoim akwarelowym swiecie..no ale jak pojawia sie ciekawe opinie...to sam jestem otwarty na uczenie sie innego patrzenia...milego dnia..i pozdrowienia od naszej trojki...
Lu 2005-08-28 18:50:34....Stan, dzięki za pozdrowienia. Strasznie parno w tym Krakowie. Nic się nie chce...tylko spać. Jak tam Twój ogród w pięknym podwórzu??
Stanley 2005-08-28 19:35:49ano raniutkowstałem był suchy bo woda szybko paruje...podlalem wodą ze studni ktorej jej nie brakuje nam i zrobilo sie cudownie za chwilę słoneczko wstało ii te już ocierające sie o jesien barwy z kroplami wody ..granatowymi kolorami winogron..które w ciagu roku od posadzenia wydały owoce ..dziwne bo drugi krzak posadzony w innym miejscu wogóle nie wystartowal...stada ptaszków przylatujace do wodopoju,cukrówki i gołebie pozwalaja mi mięc takie miejsce w centrum miasta..a nastrojem jakby na uboczu..widocznie Bóg mnie lubi i dał mi kilka wspaniałych spraw...nie za dużo jeżdzimy ...za to na codzien mamy ten nasz mały raj..merca zrobilem...wspaniale sie sprawuje z kuchnią spankiem i tarasem na dachu z którego fotografuję ...tylko żeby zdrówko dopisywało...ale jestem szczesliwy ..radosny i tego wam życze ..cały czas...
Pavot (BXL) 2005-08-28 22:50:42Bardzo mi leza Twoje ostatnie akwarele LU, relacje miedzy plamami, ( i ich brakiem ) ich chromatycznoscia, miedzy zamalowanym a nie, miedzy tym co jest a tym czego nie namalowales a widac wyraznie ... robi ''TO COS''. mozna rzec zblizyles sie pan do idealu narracji akwarelowej. I Ty mi tu nie zwalaj na papier tylko przyznaj sie cos ty tam nawywijal nad tym morzem, ze tak Ci sie maluje hehe ;-)
Lu 2005-08-29 19:39:05Pablo...kurde...przysięgam..nic nie zdziałałem o zgrozo nad morzem...Malowałem te watercolorki przed wyjazdem. Ale dzieki za dobre słowo bo to ustawia człowieka do roboty. No a z tymi butami...hehehehehehehe...chopie gdybyś Ty sie widział z kolorowymi stopami (bo ci te szmaciaki zafarbowały)...myślałem że umrę ze śmiechu...Bo muszę wszystkim objaść że Pablo w swojej artystycznej beztrosce wsiadł w Warszawie do samochodu w szmaciakach ...w Krakowie rozpętała się burza jak diabli i Pablo hasał w szmaciakach typu klapki tureckie , po kałużach. W moment miał niebieskie (jak kolor klapek) stopy..Wyglądał na prawdziwego akwareliste....hehehehehe....
krzysiek 2005-09-28 17:25:12swietne swiatlo i kolor plus plama . gratuluje
karola 2005-10-25 01:27:15.....nie wiem co powiedzieć....po prostu to co pan tworzy panie Krzysztofie to coś niesamowitego i zapierającego dech w piersiach....nigdy wcześniej nie widziałam równie wspaniałej akwareli. WIELKIE BRAWA!!!!dołączam do grona pana fanów.

2005-12-04

co było to było...ale fajnie nawet było

Hm...Jak każdego roku, tak i tym razom pojechałem nad nasze morze, ulegając jego urokowi. Nigdy nie żałowałem decyzji corocznych wyjazdów do Odargowa, koło Dębek. Okazało się jednak że pogoda w tzw. kratę popsuła trochę marzenia o bezkonfliktowym wypoczynku ( walczyłem z wodą zalewającą dziurawą przyczepę i kleszczami fruwającymi w powietrzu niczym pszczoły). Nic to...w drugim tygodniu pobytu w Odargowie zrobiło się bardziej zabawowo. A to dzięki mojemu sąsiadowi Ziutkowi i znajomym, którzy zaglądneli na tydzień , odpocząć na mojej działce. Nie malowałem tym razem...ładowałem akumulatory do tej roboty w Krakowie. Ujawniam zdjęcia z drugiego tygodnia pobytu, gdy mieliśmy słoneczko. Odargowo to mała wioska w drodze do Dębek, w widelcu między Karwią a Krokową ( gdzie mieści się przepiękny pałac von Krockowów - ciekawa rodzina o mieszanej polsko - niemieckiej historii....samo życie!!). Trzeba przyznać, że Kaszubi umieją zadbać o swoje. Uzyskali pieniądze z Unii i remontują, odnawiają wszystko wokół. Umiejętnie wykorzystują unijne fundusze. Na zdjęciach widać nasze obozowisko. Ja mieszkałem w przyczepie, znajomi w namiotach. Zamówiłem dla wszystkich kulturalny Toj Toj (kabina WC) coby zwykła czynność fizjologiczna nie urosła do rangi dużego problemu. W ostatni dzień spotkałem się w Gdańsku z sympatykami tej mojej strony i malarstwa, z Margaritą ( nie Margot jak napisałem w gościach) i jej znajomą Ireną. Rozmowa, rozmowa....to dużo człowiekowi daje do myślenia i wytwarza pozytywne uczucie, że nie jest się samotnym w swoim świecie. Chyba nie mieszam?...Hm...

Ania 2005-08-23 20:16:28Właśnie oglądamy Twoje wspomienia z Odargowa. Niebawem wyslemy również i swoje uwiecznione aparatem.
Ania 2005-08-23 20:16:41Właśnie oglądamy Twoje wspomienia z Odargowa. Niebawem wyslemy również i swoje uwiecznione aparatem.
Stanley 2005-08-23 23:39:21..przepraszam Aniu zapomnailem na smierc o Tobie..siedzisz sobie cichutko nie dajesz sladu zycia..pozdrowienia od naszej trójki...Lu musiał naładować akumulatory i napewno to wyszlo.... żyje w duzym pedzie..teraz my mamy maszynę na chodzie i swietnie pełni rolę domu na kółkach ze spaniem i kuchnią..nabrałem ochoty na krótkie wyjazdy maszyna ktora waży 3.5 tony i wreszcie pozwoli nam realizowac małe marzenia...stara ale funkcjonalna i praktyczna...i jeżdzi..bezpiecznie...liczym teraz na barwy jesieni bo lato powoli odchodzi...widac to juz w żieleni...dzisija pada i jest szaro u nas...
Stanley 2005-08-24 08:14:52fajny z tych fotek bije klimat takiego małego lenistwa i powoli biegnącego czasu..bocian...pies..plaża..slonce mimo wszystko....i barwy otaczajacego świata na urlopie..choc dzień pochmurny za oknem to..jednak barwy zielen i po deszcu sie ożywiły..i dodaja radosci...milego dnia..i pozdrowienie...
LU 2005-08-24 15:07:43Stan, to nie ta Ania ....To jest Ania, córka Ziutka, który jest na zdjęciach. Tamta Ania była w obozowisku na chwilę, potem pojechała z jakimś swoim facetem w siną dal...i dobrze.
stanley 2005-08-24 15:30:46ok...no cóz jak kobieta...ja siedze nad zdjeciami z festwalu bluesowego..obrabiając i wspominająć piekne chwile..
Ania 2005-08-24 18:52:31Dzisiaj zadzwoniłam do taty i opowiedziałam mu o Twojej stronie internetowej. Gdy się dowiedział o Swoim zdjęciu czuł się wyróżniony. Pominęłam pierwszy plan na zdjęciu! Myślę, że by Cię buznął!
Stanley 2005-08-24 21:18:54Żubrówka,pyszne ogoreczki,cebula i pomidory to pysznosci podarowane przez naturę i kolor robi smaki...lece zrobić kanapeczke z tymi wiktuałami dodam pokrojony drobno czosnek..juz mi slinka leci.....milego wieczoru
Jaga 2005-08-25 09:38:46Nie mieszasz LU. Był taki okres w moim życiu kiedy wydawało mi się, że jestem sama ze swoimi problemami i okazało się że wokół mnie jest naprawdę wielu zyczliwych i serdecznych i gotowych do pomocy ludzi. Było to bardzo, bardzo miłe i potrzebne, żeby móc przetrwać najgorszy okres. Jestem przekonana, że oprócz tego że jesteś niezwykle utalentowanym artystą, jesteś też wspaniałym, dobrym i życzliwym człowiekiem. Masz charyzmę i przyciągasz jak magnes ludzi o podobym podejsciu do życia i tego co nas otacza. Więc nie jesteś samotny i nawet nie zdajesz sobie sprawy (prawdopodobnie) ilu masz życzliwych ludzi wokół siebie. Dlatego jest tyle osób, które zaglądają na twoją stronę i tworzą swoisty fanklub. I zapewniam Cię, że pomimo że jesteśmy rozrzuceni po całej Polsce -łączysz nas właśnie TY I TWOJA SZTUKA. Pozdrawiam serdecznie.
Stanley 2005-08-25 09:56:42Jago..podpisuje sie pod tym..dlatego trzeba zjeść beczkę soli i goryczy życia ...spotkać Lu i cieszyc sie z tego co przed nami...i nie zwałaszcac go..i dać mu zyc jak chce..wspierając go chocby tylko dobrym słowem i zyczliwościa...i zeby byl dlugo w zasiegu naszych zmysłów...a oglądając to co maluje ..miec w glowie doznania tylko dla nas osobiste pozwalajace zachowac równowage wtym sazalonym świecie konsumpcji i ralatywizmu...jest jednym z rodzynków ktore spotykam w życiu...i cieze sie z tego jak dziecko...i życzylbym wsystkim otwartosci serc i radosci z małych rzeczy...u nas piekny dzionek... sloneczko za oknem... bluesa I Wonder Who..gra i spiewa Holender Julian Sas którego poznałem osobiście...milego dnia...
LU 2005-08-25 16:28:04no.no...Stachu..Jaga...nie słodżcie tak...bo mi głupio....
Stanley 2005-08-25 18:08:53fajnie że jestes z nami...Lu...dlatego tu tez i ja jestem...i mysle że dojda kolejne osoby nowe... Joan ma coraz biżej do przyjazdu..
Lucyna K 2005-08-25 19:37:22LU, jest też rodzina, może daleka, ale zawsze, nie każdy ma korzenie w Królówce pozdrawiam
Lu 2005-08-26 00:14:06hehehe...no masz ci los..pani dr inż arch Lucynka K...rodzinka zawitała na moją stronkę...Witam witam...

2005-12-03

coś prosto ze sztalugi...

Hm...łapię się na tym, że przed moimi oczyma przewiją się życie niczym film, i ja go sobie oglądam jako obserwator...Tak, jakby to wszystko wokół mnie osobiście nie dotyczyło. Zapewne wiele osób odczuwa to samo. Jednakże u mnie powodem jest permanentne myślenie o namalowaniu obrazu. Ostatnio w ciągu dwóch dni powstały niemałych formatów, te oto akwarele...Sprawdza się twierdzenie, że regularny trening rozwija. Czuję coraz większą łatwość techniczną w malowaniu akwarelą. Oczywista, przez następne latka, jak Bóg da, pewnie zdziałam o niebo więcej, ale już teraz odczuwam andrenalinę z powodu zadowolenia rezultatami zmagań z techniką oraz tematem...www_news , o ile mi wiadomo to jeden z najtrudniejszych tematów podejmowanych przez akwarelistów. Oto bodajże dziesiąty www_news, o rozmiarach, bagatelka...! - 100x70 cm!!, namalowany przeze mnie akwarelą. Trzy poprzednie, nieco mniejszych gabarytów są w Galerii Alisar, ul. Wielicka 42, Warszawa. Sukiennice (akwarela ze słupami) namalowałem "alla prima", czyli techniką bez przemalowań za jednym zamachem, używając dwóch pędzli naraz, na zmianę. To samo dotyczy podwórza z parasolami. Satysfakcję daje pokonanie dużego stopnia trudności w malowaniu "za jednym zamachem", w pełnym skupieniu przez dwie godziny, gdzie nawet telefon nie jest w stanie oderwać od roboty. Ławkę namalowałem ponownie po paru latach. temat samotnej ławki nieodparcie gdzieś tkwi w mojej podświadomości. Coś w tym musi być..

Klaudia 2005-07-20 17:37:31Jako przyszły psycholog UJ (hehe) pozwolę sobie na krótką interpretację: kolor czarny dominujący w tych akwarelach to depresja, ale jasna poświata obok ławki symbolizuje nadzieję, więc jest dobrze.. ;) A tak poza tym to może byś mi cos namalował na ścianę do nowego mieszkania panie artysto hm..?
LU 2005-07-20 20:18:56Ok Klaudia...Przygotuj się do pozowania...hehehehe...I tylko żeby mi Marian i Ela nie zrobili zapory bombowej przed drzwiami...:)))
marian 2005-07-20 23:01:47ławka i sukiennice - rewelacja... Wiesia chyba nie będzie dziś spała...pyta mnie o stan konta....gratulacje!!!!!!!!
M...2005-07-21 14:55:59Dla mnie jak zwykle rewelacja. Mam wrażenie ,ze autora tych prac rozpoznałabym nawet, gdyby nie były one sygnowane. Gratuluę i pozdrawiam serdecznie
LU 2005-07-21 17:13:54Dzięki Wam ładuję akumulatory do następnego pacykowania...!!!!!!!!!!...A w przygotowaniu następne pomysły...
Jaga 2005-07-26 12:44:22LU jak ty to robisz, że twoje obrazy są tak inne i tak charakterystyczne? Sukiennice i akt - piękne, modelka przypomina mi piękną dziewczynę "o greckim profilu" z wcześniejszych wpisów. Ciekawa jestem jak na Twoich obrazach wyglądałyby przepiękne kamienice w Łomży. To ładne miasto położone w dolinie Narwi z pięknym starym rynkiem, kamienicami, katedrą. Marzenia nadają sens życiu i czasami się spełniają.
Joan 2005-08-01 07:34:25LU powiedz mi prosze gdzie moge zobaczyc Twoje akwarelki...bo mam dosc patrzenia na fotki...w pazdzierniku zawitam w Krakowie, biore wygodne buty i czekam na informacje od Ciebie...pozdrawiam
lu 2005-08-01 10:50:30Joan...do pażdziernika kawał czasu...
Stanley 2005-08-01 21:32:54Joan...świetne akwarelki sa w katalogu który wydał Lu no a ze maluje szybko i na piu sprzedaje to trudno będzie chyba na biezacio to zobaczyć ..wpadniesz w pażdzierniku ...to jeszcze namaluje nie jedna .....wszystko zalezy od jego nastroju...i warto mu zostawić wolna rękę...to tworcza dusza i zaprogramowac go nie idzie....i napewno jak przyjedziesz to bedziesz zadowolona...
Joan 2005-08-02 23:34:07Stanley...wiem, wiem...taki jest nasz LU :))...ja poprostu sie ciesze ze wreszcie przylece ...moze to ktos zrozumie???...Prosze o namiary!!!!!!! Z gory dziekuje:o))...narazie...
Joan 2005-08-02 23:37:02Lu czas leci...ale poczekam z cierpliwoscia...ktorej ostatnio mi brakuje ...przepraszam...pozdrawiam...i zycze nowych tworczych pomyslow...:o))
Stanley 2005-08-03 04:28:46Joan...wiem że cie bardzo nosi...wolność... tyle lat poza krajem...wytrzymałaś tyle to te dwa miesiące spokojnie wytrzymasz ..a dzieki netowi jestes w każdej chwili z nami i taka forma kontaktu jest wspaniała..bo będąc kilka tysiecy kilometrów dalej jestes jakby obok...przez skeypa mozna rozmawiac też...w ramach połoączenia internetowego...pozdrowienia... i na razie oglądaj akwarele przez internet.... doczekasz się...ja ich tez nie widziałem tyle i aż tyle cowidze w Albumie jaki wydał Lu i dopisane teksty dodaja uroku i rozbudzają wyobraznie i moje odczucia przy ogladaniu ich......i wiesz wole to bo to jest moja wizja tego co oglądam...a jak Lu pisze że namalowal wiele i poszły w świat to trudno bedzie to wszystko można zobaczyć ....po prostu sa przez chwile u niego i Ty tez pooglądasz te które będą jeszcze nie sprzedane...dobrze że jest tak płodnym w akwarele malarzem...
Joan 2005-08-03 06:46:05Stanley, dziekuje...

2005-12-02

gdy emocje opadają

Minęło już troszkę dni od otwarcia wystawy. Czas na refleksje...Wernisaż był wspaniały i spotkało mnie na nim sporo serdeczności. Wciąż nie wiem (ta odległość!!!) jak się to przekłada na sprzedaż obrazów, ale mam nadzieję iż zmysł Carmen do interesów nie zawiedzie. Co się zaś działo na wernisażu...hm...Przyszło kupa luda i po pewnej ilości winka zaczęli rezerwować prace..Mam nadzieję iż, na drugi dzień nie zmienili zdania....W międzyczasie nowo poznany kolega Jarek przeprowadził aukcję na rzecz domu dziecka z Rakowieckiej 2 w Warszawie...Szkicownik, który był przedmiotem licytacji poszedł za 5000 zł...Rewelacja!!!!!... Nie wiem jakie są losy tej kwoty ale mam nadzieję iż te dzieciaki naprawdę jadą na wakacje!! Zapraszam do galerii...Wystawa będzie czynna do końca lipca...Galeria Alisar, ulica Wielicka 42.

Kazimierz2005-07-19 01:51:34Wygla,da bardzo profesjonalnie. Szczerze gratuluje,. Spróbuje, zajrzec'
M...2005-07-19 14:08:49 bardzo ładne,.... zakąski. Czekam na obrazy.Pozdrawiam
lu 2005-07-19 19:34:26...obrazy wiszą w galerii Alisar, Warszawa ul. Wielicka 42...Zapraszam.
Stanley2005-07-19 22:03:50odetchnąlem ..jak zobaczylem..klasa godna Ciebie L...
lu2005-07-19 23:29:35....NIESTETY Stan, nie wszystko jest oki ale to poopowiadam gdy zaglądnę...
Stanley2005-07-20 02:57:00samo zycie Lu...ładuj alumulatory energii..pamieta...
LU2005-07-20 15:19:55....chyba mnie skręci...Kurcze...może uda mi się p...
El2005-07-27 17:13:52Coz za zlosliwiec z Mistrza !! Rok temu przekusowa...

2005-11-25

WYSTAWA!!!!!

Coś tam nareszcie udało się ustalić.... i Carmen , właścicielka galerii ALISAR w Warszawie ustaliła datę wystawy moich akwarel na 7 lipca. Siódemka była zawsze dla mnie szczęśliwa, więc może i tym razom wszystko wypali..Będzie sporo pejzażu, rysunków i akwarel krakowskich, duże i średnie formaty. Zapraszam 7 lipca do galerii ALISAR na Mokotowie, ul.Wielicka. Podaję tel. do galerii, jeżeli chcecie się upewnić i dowiedzieć czegoś wiecej o wystawie: 022 8536939. Strona: www.alisar.pl, Pozdrawiam...Krzysztof Ludwin.

Stanley2005-06-14 03:21:42...czy jest stronka www galeri  .......Alisar...
Stanley2005-06-14 03:29:10...jest znalazłem www.alisar.pl
Jaga2005-06-14 15:10:35 LU  dzięki  za informację, akurat  8 lipca będę w...
siostra2005-06-14 21:01:23mam nadzieje ,ze mnie tam zabierzesz
Stanley2005-06-19 02:26:26..pokazałem album zespołowi z Czech byli zaskoczeni..podobalo sie im ..wszyscy mają swoje knajpki wzięli namiary....dzisaj mamy muzyczny wieczór ...ktory zakonczyła Obstawa Prezydenta......
LU2005-06-20 02:37:52....Jezu...sorry Stanley...w co Ty mnie wkopujesz?...
Stanley2005-06-20 07:25:42..nie masz sie czego wstydzic...a album jest piekn...
LU2005-06-20 15:32:40Stan...co sie dzieje??..Dlaczego Ci ciężko?..Choró...
Stanley2005-06-20 22:45:18..zawsze daje znaki...ale te kilka dni bylo tak naladowanych ze po prostu zadyszka..a tu rano zmiana planów i wyjazd na trudny montaż witraza ale 8 godzin i mozolna praca dała efekt..ale padłem i musiałem 2 godzinki pospać..przespalem kocert Kaji Dańczowskiej na zamku...ale przyszlo towarzystwo z koncertu na kawę..no i wszystko sie dowiedziałem...pokazałem album Twój i byli zachwyceni a jedna pani chirurg z K-Kozla powiedziała ze album ma...i jest to najlepszy album akwareli o Krakowie......
LU2005-06-21 10:44:56...Super. Spotykam się w sierpniu z dwoma Japonkam...
Stanley2005-06-21 17:19:50..chciałbym aby sie to spełnilo bys wystawil w Jap...
Stanley2005-06-25 01:47:19..byl u mnie Heliasz malarz z Wołczyna przywióżł swoje obrazy do Galerii Styl...maluje szpachlą....pokazałem mu album Twój Lu ...był pełen podziwu dla tego co robisz i w jaki sposób... tez orginał...od dzisiaj mom nowy obiektyw i go sobie testowalem w galerii gdy trafila do galerii pani prof.z Wroclawia z Histori sztuki Zofia Ostrowska-Kębłow niesamowita osoba ktorej robilem zdjęcia gdy oglądala eksponaty..coś niesamowitego..... w stylu tego złotnika z Sandomierza...była z wnuczka ..dwa nisamowite światy....dzień byl kolorowy focilem równiez kwiaty...fajny dzień ... pozdrowienia...coś ze stronką było alejuz gra....
Stanley2005-06-25 02:00:18 http://www.wolczyn.gmina.pl/polska/heliasz.html ...
Stanley2005-06-30 21:10:24..już siedem dni do wystawy...dopiete wszystko Lu....
LU2005-07-02 02:49:35Jeszcze jeden guzik...
Stanley2005-07-02 08:19:03..trzymamy za Ciebie kciuki...Lu...i jezeli to pom...
Stanley2005-07-05 09:03:56..upał juz od rana...do wystawy 2 dni ...trwa odli...
Jaga2005-07-05 15:08:08LU napisz cos więcej  o  wystawie
Stanley2005-07-05 21:02:45nareszcie leje...można normalnie myśleć... potrze...
Stanley2005-07-07 08:36:04..no to dzisiaj wystawa w warszawie..przez chmury ...
Stanley2005-07-09 12:34:48..odsapnij sobie ...czuję że kosztowała Cie ta wys...

2005-11-23

Z wizytą...naaaaareszcie u Stanleja...stali bywalcy tej strony wiedzą o kogo chodzi..

Udało się mi się wyrwać w ten długi łikend do Stasia, Danusi i Gabrysia - szkodnika....Czyli naszego sławanego Stanleja (patrz księga gości i komentarze do www_newsualności...). Jego dom w Głogówku pod nazwą Złoty Smok, powalił mnie na kolana. To się nazywa wolność. Tak wygląda wolność w architekturze. Stasiu wykazuje absolutny talent kojarzenia niemożliwych do skojarzenia przedmiotów znalezionych na złomowisku. Musicie tam koniecznie zaglądnąć i posłuchać muzyki, bo cały dół kamienicy to można by rzec klub. Mnie nie udało sie spotkać żadnego z muzyków więc sam zabrałem się do grania na Stasiowej gitarze, potem przeszliśmy o 3 nad ranem do "garów" czyli perkusji i budziliśmy "stadem koni" Anię, bidulę, moją towarzyszkę w tej podróży no i Danusię. Podobno tylko Gabryś spał jak zabity. Ania wykazała się rano anielską cierpliwością, zważywszy na jej porywczy temperament...W każdym razie miejsce to, w tym cichym i niesamowicie urokliwym miasteczku na amen wryło się mi w pamięć.

M...2005-05-30 08:10:23No tak. Stanley to najbardziej płodny gość tej str...
Stanley2005-05-30 09:30:38..tak to moj kochany szkodnik..i mój temat w mojej...
LU2005-05-30 11:59:57Zmieszałem moje fotografie z fotkami zrobionymi pr...
Kamil2005-05-31 14:22:35Lu wystaw coś na Allegro -obiecałeś kiedyś...

2005-11-22

...ciąg dalszy historyjki

Koło Głogówka w Mosznej stoi cudo techniki budowlanej...aż mi szczena opadła. Mianowicie zameczek - pałacyk. Nie będę pisał o jego historii, bo jej nie znam. Natomiast sam spacer po terenie położonym wokół obiektu był super. Pełny relaks. Oczywiście Gabryś - szkodnik szalał, zapoznawał się z każdym ciekawym miejscem w parku i we wnętrzu zameczku. A my ciągnęliśmy za nim. Obok tego wspaniałego, kamiennego budynku funkcjonują www_newsywnie historyczne stajnie. Jezu, jakie piękne konie widziałem. Udało się nam wejść do stajen, mimo tablic ostrzegawczych, ale widać, że tolerancyjny naród tam mieszka bo nikt nam złego słowa nie powiedział. Oczywiście alter ego Gabrysia ,Stanlej sfotografował konika w erekcji i narzekał że oddałby wiele aby przynajmniej mieć w połowie takie przyrodzenie jak ten zwierz...hehehehe...Mam nadzieję , że nie posieje zgorszenia wśród co bardziej pruderyjnych czytaczy. Malarzom to uchodzi...nieprawdaż?

Kazimierz2005-05-30 03:04:53Moszna, erekc... Co tam sie, u Was dzieje? :)
Stanley2005-05-30 09:19:40..po prostu prawdziwe życie Kazimierzu....bez udaw...
LU2005-05-30 12:02:39hehehehehehe....ja nazywałem ten zameczek: Mosznow...
Kazimierz2005-05-31 00:48:09Nie boje sie. Ja stary koniarz Wiem cos' o tym i o...

2005-11-18

dłuuuugi łikend

Pojechaliśmy sobie do Strzeszyna ( fuj...Strzeszyc - nie mogę zapamiętać, skleroza..). Nie znajdziecie tej wioski na mapach samochodowych. Szczęściem dla niej . Bowiem jest tak urokliwa, że raz podane walory jej położenia i wyglądu doprowadziłoby do zadeptania tej bardzo historycznej wsi. Mianowicie pewna sympatyczna blondynka w miejscowym sklepiku - open for 24 (taaak, to prawda) - w paru słowach wyjaśniła mi prawie 700 set letnią historię miejscowości Strzeszyn, który założono na prawie niemieckim w 1300 roku. Na zdjęciach widać ryneczek z obudowanym potoczkiem płynącym przez środek i domami, które karnie, równolegle do siebie, szczytowymi ścianami skierowane są do płaszczyzny tegoż rynku. Mieliśmy lekkie pomięszanie od atrakcji, ponieważ doszły walory krajobrazowe typu rzeka, góry, sklep z piwem dwa metry dalej - właśnie ów "open 24 godziny", no i sami nie wiedzieliśmy z czego korzystać. Aha...zapomniałem o pobliskiej stadninie koni...pięęęęęęknych koni ( bodajże w miejscowości Żmiąca), i stawie z pstrągami, które pan odławiał na oczach głodnych klientów. No...pstrąg do piwka Tyskie lub małej wódeczki...hm....

KASIA2005-05-04 09:16:39Czy to jest Strzeszyn koło Biecza? Pochodzę z tamtych okolic wiem o czym piszesz ale w głąb łemkowskich wiosek jest jeszcze cudowniej ale polecam opuszcząną wioskę łemkowską Radoszyce w Bieszczadach z opuszczonymi domami i starym zarośniętym cmentarzyskiem najlepiej dojśc na nogach zapomnianą ścieżką którą znam tylko ja:-) (i ewentualnie wopiści);-)
Stranley2005-05-04 10:26:43Zmogla cie ta podróż...ale dla mnie najbradziej podoba sie kalpliczka miedzy drzewami,niestey nie otwiera sie powiekszenie ...ja nigzie nie jechałem..pozostajac w domu...wszystko ma w zasięgi ręki....o Bieszczadach tylko marzę....
M..2005-05-04 10:48:55Mnie akurat długi weekend nie dotyczył, ale niektórym można pozazdroscić. W Bieszczasdach byłam tylko raz/ jak do tej pory/, a to pewnie z powodu odległości od morza do gór. Bardzo miło wspominam tamten wrzesniowo-pażdziernikowy czas, pełen jesiennego słonca i całej gamy ciepłych rudych kolorów, które udało mi się utrwalić na zdjęciach. Dzisiaj leje, ale dzięki temu wszystko pieknie się zieleni i rozkwita. W Słupsku jak zwykle póżniej niz w innych regionach naszgo kraju, ale cóż...na wszystko przychodzi pora. Moja stara, olbrzymia czreśnia rosnąca w ogrodzie z tyłu domu, obsypała się kwieciem w ciągu nocy. Wygląda przepięknie. Pozdrawiam.
KASIA2005-05-04 10:56:59każdą wolną chwilę jak tylko wyrwę się z Krakowa poświęcam Beskidowi Niskiemu, Bieszczadom i uwielbiam Słowację szczególnie od tej mojej barwinkowej strony ale długi week też spędziłam na balkonie i Bagrach no cóż...
do Kaśki....2005-05-04 11:18:20Strzeszyn koło Limanowej. Z kolei ja a właściwie moja babcia i dziadek pochodzili spod Biecza - z Rożnowic. Mam tam chałupę, po nich odzziedziczoną. Powoli ją remontuję....To jest dopiero okolica!!!.....A Ty Kasia chyba mówisz o łemkowskich wsiach koło Gorlic. Bo Biecz nie ma tradycji Łemków ino bardziej żydowsko polskie.
LU2005-05-04 16:27:46Sorrrrrrryyyyyyyyyyy......to były Strzeszyce..nie Strzeszyn. Kasia ma rację.
Kazimierz2005-05-04 23:36:54Kiedy w 1975 roku po raz pierwszy we,drowa?em pieszo przez ponad dwa tygodnie po Beskidzie Niskim (Od Biecza przez Gorlice, Uscie, Wysowa, Magure, Dukle po Krosno) nie mysla?em ze ten rajd zostanie mi na ca?e zycie jako najpie,kniejszy. Kilka lat temu po tych samych szlakach we,druja,c, szuka?em tamtych wspomnien. Zal, ze niewiele z tej przepie,knej ?emkowskiej architektury pozosta?o. Niestety tylko cerkiewki (chociaz niektóre przebudowane i przemalowane). Chyze w wie,kszosci nie ocala?y. Co roku staram sie, trafić choć na pare, dni w Bieszczady i Beskid Niski. To konieczne, mimo iz mieszkam w poblizu równiez jednego z najpie,kniejszych miejsc w Polsce. Wyjazd w Bieszczady to tak jakby oczyszczenie.
KASIA2005-05-05 08:36:22Mówię i o łemkowskich wioskach koło Gorlic i w Bieszczadach dzikie okolice to jest to a Biecz jest bardzo ciekawy i wcale nie powiedziałam że jest łemkowski tylko okoliczne wioski z tamtej strony. Piękne tereny i jeszcze zapomniane albo nieznane przez nadymanych ludzi szpanujących
lu2005-05-05 10:39:17hehehe....Kasia...dobry tekst: nadymanych ludzi szpanujących..A do Kazimierza mam pytanie: gdzie Ty mieszkasz?..W Kazimierzu Dolnym?...Zaaaaaaproś...
lu2005-05-05 10:41:23hehehe....Kasia...dobry tekst: nadymanych ludzi szpanujących..A do Kazimierza mam pytanie: gdzie Ty mieszkasz?..W Kazimierzu Dolnym?...Zaaaaaaproś...
KASIA2005-05-05 11:04:00wiem co mówię:-))))))))))) nudzę się troszku i tak sobie tworzę
2005-05-05 14:54:11LU a to piękne dziewczę o greckim profilu to kto ???
LU2005-05-05 16:54:54...jedna z koleżanek szalonych, które zawitały z nami do wsi...Zrobiłem jej ładne zdjęcie więc powiesiłem...
Monia2005-05-06 11:10:03Chciałam tylko potwierdzić, ze STRZESZYCE :) są rzeczywiście boskie! Jestem tylko trochę zawiedziona, że nie umieściłeś moich wyczynów na pięknym rumaku (które odczuwam w nogach do dzisiaj:) by the way)
Stanley2005-05-11 18:49:13A ja wam powiem że koń to piękne zwierze... uciecha na nie patrzeć ...moze mi sieuda kiedyś sfotografować...tak jak chce...kon nie pozuje on jest...i to my go widzimy tak jak chcemy...
Tadek2005-05-13 11:17:37Ej lu gdzie jest druga część zdięć z Sterzeszyc!!!!!
Stanley2005-05-16 05:17:11Lu ....nie zakochałęś sie przypadkiem...??? maj to niebezpieczny miesiąc.....
LU2005-05-20 10:51:05Jeszcze nie..ale mam nadzieję, że kiedyś to nastąpi...!!! Zresztą ja ciągle się zakochuję, a to w pięknych kobietach, pięknej przyrodzie, ciekawych obrazach, super terenowych samochodach...eh...
Stanley2005-05-24 06:22:37I tak trzymać ...to daje wenę twórczą....i świat jest cały czas ciekawy..wróciłem wieczorem od znajomych co przyjechali z niemiec na urlop pięknym samochodem i kłocą się przy byle okazji...ciągle im mało...i cos nie pasuje...jak mieli niewiele to było fajnie i zostały tylko po tym fajne wspomnienia....mi starczy co mam... ciągle mam marzenia....
Leni2005-05-31 11:43:32a konno jeździsz? ten pan na koniu to chyba nie Ty..
LU2005-06-05 23:17:16nie , nie jeżdże konno...może kiedyś w przyszłości

2005-11-17

............

Papież Jan Paweł II, Karol Wojtyła...

Stanley2005-04-07 17:13:07..wieczny odpoczynek racz mu dac Panie.. ..a światlośc wiekuista niech mu świeci.. ..niech odpoczywa w spokoju ... Amen...
KASIA2005-04-11 12:17:11Teraz dpoiero sie zacznie juz wczoraj na franciszkańskiej były pustki. U mnie w serduchu tak pusto, bezkrólewie... do tego zatoki i zimno oj zle koteczku
LU2005-04-12 16:30:12a kurcze...faktycznie...Co dopiero Go pogrzebali a już zaczęli inni szczekać. Coraz bardziej przestaje mi sie podobać ten pieprzony świat..Niestety wciąż wokół nerwy...tak sie poskarżęm..Może mi przejdzie.::)))
Stanley2005-04-16 00:23:16Ja wróciłem przed chwilą z montazu pięknego witraża ok 10 m2 poswięconego Janowi Pawłowi II dwa dni ciezkiej pracy ale jaki efekt......stary kosciół gotycki z kamienia w Lwówku Śląskim w ciągu kilku lat z ruiny powstała piękna światynia..jak beziecie zajladnijcie trudno go nie zauważyć...
ballerina2005-05-18 14:53:18.nie wymaga komentarza...

2005-11-16

refleksja malarza...

Dzisiaj jest 3.04.2005...Drugi dzień po śmierci Jana Pawła II. Starając się nie ulegnąć wszechogarniajacemu wszystkich wzruszeniu zastanawiam się nad tym, czy wszyscy ci, którzy dzisiaj płaczą zmienią coś w swoim życiu. Ja, malarz z bożej łaski, coś tam staram się pacykować, jak to mówi moja materna patrząc na obrazy Brata Alberta, stwierdziłem, jak zapewne wielu z nas, że nareszcie te wszystkie banalne głupoty dnie codziennego mają szansę stać się odległymi i mało ważnymi sprawami. Ot, potrzebne dla utrzymania się przy jakim takim życiu, ale z uśmiechem....Wiecie, Karol Wojtyła miał taki dobry uśmiech i ten żart, czasem złośliwy, żywcem wyjęty z Krakowa.... W każdym razie kończy się jakaś Epoka i jestem szczęśliwy, iż jestem tego świadkiem. Zarazem zżera mnie już ciekawość i chciałbym dożyć wieku Papieża, aby się przekonać, czy ludzie skorzystali z przykładu jego życia. Ja w każdym razie spróbuję.

Kazimierz2005-04-06 01:08:06Spotkalismy Go dawno temu na szlaku. Pamie,tam to do dzis wyraznie. Chwila rozmowy. Jeszcze wtedy nie by? Wielki, ale juz taki, ze zapamie,ta?em kazde Jego s?owo. Z kim rozmawia?em uzmys?owi?em sobie po latach, jak go wybrali. Namalowa?em przed laty obraz z Nim. Na tym nie koniec...
Stanley2005-04-06 02:37:06Kazimierzu,mialeś szczęscie go spotkać i wystarczyła chwila która pamietasz do dzisiaj...to jest magia i haryzma człowieka który swa osobowoscia nadawal kształt czasowi w jakim nam udalo zyć...to wieka moralna osobowosc wywierająca niesamowity wplyw na spotkanych na swej drodze ludzi be zwzgledu na język komunikowania sie o czym swiadczy reakcja świata ... wiekość przez szczerośc i prawdziwosc docierała do wszystkich..dopiero teraz zdajemy sobie sprawe z kim mieismy okazję sie spotkać.......mysle że w sercach zostanie na zawsze....
Stanley2005-04-06 02:40:06Dziwne ze noc ciemmna a my trafiamy do klawiatury wpisując w jej klawisze nasze spostrzeżenia i refleksje....
Stanley2005-04-06 02:44:06Dlaczego tak nas mało w tym miejscu....
KASIA2005-04-06 08:36:06Smutno mi poprostu zwłaszcza że już nigdy go nie dotknę i nie usłyszę tak na prawdę żałuję wielu straconych momentów cóż...
LU2005-04-06 11:27:06A mnie nie jest tak strasznie smutno bo czuję że jest w świecie, który naprawdę go pociągał i w który wierzył. I cieszę się jeszcze z jednego powodu, mianowicie jest szansa że w nas zostawił taką kupę dobra, która ruszyła nawet bojówkarzy z klubów piłkarskich. Pomyślcie, jaka to była potęga w Tym Człowieku...I zrozumiałem teraz, gdy go nie ma, słowa powtarzane w programach tv, co on do nas mówił. Ruszyło mnie , gdy najbardziej zatwiardziały ideowiec komunistyczny Fidel Castro wpisał do księgi: żegnaj dobry przyjacielu ubogich, przeciwniku wojen...To jest Potęga!..Dobre słowo. I nawet rabin Łodzi Keller wypowiadał się o miłosierdziu jak chrześcijanin. Jaka potęga !!..Dobre słowo. Spokój. Może dzięki temu ludzie wiary Mahometa zrozumią, że nie wojna jest drogą do osiągnięcia nie tyle spokoju na ziemi, co spokojnego sumienia w świecie duchów. Howgh..
M..2005-04-06 15:18:06Wiele słów, brak czynów. Dzisiaj myślimy o tym ,z e za mało słuchalismy, nie wsłuchiwalismy sie w to co mówił, co chciaał nam przekazać. Niektórzy może się zreflektują i opamiętają. Teraz trwają w chwili zadumy i refleksji, ale nie wierzę ,że wszyscy będą pamiętać o tym co sobie, innym dzisiaj przyrzekają i obiecują. Może to zbyt gorzkie słowa, ale wszyscy wiemy , jakie jest życie i jacy są ludzie. Czas pokaże. Mogę tylko mieć nadzieję, że chociaż w niektórych nastąpi jakas pozytywna zmiana, którą będzie można odczuć, czy zauważyć. Życzę wszystkim, aby stało się tak, jak to sobie deklarujemy. Ku pamięci Ojca Świetego
M...2005-04-06 16:59:06Więcej optymizmu..
KASIA2005-04-06 17:20:06Dobrze wam się pisze ja czuję egoistycznie że utraciłam podporę, pewnego rodzaju fundament i tak naprawdę myślę że wszyscy to straciliśmy i dopiero dociera tak wolniutko że nieświadomie zupełnie
Stanley2005-04-06 17:48:06..wieką podpora jaka byl wielki Polak syn naszej ziemi Ojciec Święty pozostanie w sercach na zawsze pokazal że morzna wznieśc sie ponad podziały i walczyc w tym trudnym swiecie o ideały i to my mu musimy swoja postawa walczyć wspólnie o nasz swiat i nadawać mu kształty godnie czlowieka w naszych rękach jest siła ale w jedności bo skólceni nie zrobimy nic..chocbysmy sobie obiecywali wiele..to my decydujemy o wybierniu przedstawicieli naszego narodu..spojrzyjcie ilu posłów i przedstawicieli pcha sie na pogrzeb papieża a przez lata nie zrobili nic dla naszej umęczonej ojczyzny i nie potrafili wprzęgnąć nauk Ojca Świętego w budowę prawdziwej prawej Ojczyzny naszej biorąc za to pieniadze i gubiąc nasze nadzieje.. .jedyna nadzieja były słowa papieza nawolujace do poprawy......
2005-04-07 08:18:07na stronie www.brzesko.ws znalazłam ciekawy zestaw wypowiedzi Papieża - głównie humorystycznych i przepełnionych jego dobrocią. Wywołały one mój ciepły uśmiech, dlatego szczerze polecam zajrzenie tam (tekst znajduje się przy zdjęciu Papieża obok laptopa)

2005-11-15

smutno...chyba nam Papa umiera...

...jesteś i będziesz tchnieniem powietrza dla niektórych, i tak przeminiesz, aby zgasnąć dla ziemi i trwać w Boskiej świadomości...

stanley2005-04-01 12:10:01ten wielki CZŁOWIEK na naszych oczach odchodzi pokazując ludzki wymiar ludzkiego cierpienia które dotyka równiez zwyklych ludzi pozostawiając wielki wkład wartości humanitarnych i jako jedyny moralny autorytet ktorych tak w tym technicznym i pozbawionym uczuc świecie ciąglej ekspansji brakuje nam małym ludziom uwikłanym w życiowe problemy i uklady dystansu , on to robił z całego serca nieustępliwie i z wielka siłą pozostając na swoim wysokim piedestale emanował szczerościa sercem i do konca wierny ideałom... wielki Polak którego czasu nie docenili nasi wielcy przywódcy narodowi by tą szansę nie zmarnować....jestem z nim moja małą modlitwą
Joan2005-04-02 05:19:02Ja tez placze i sie modle...czuje...ze bedziemy mieli nastepnego Swietego Pantrona...Bozia wzywa go do siebie...sama nie wiem czy ktokolwiek moze zastapic tego wielkiego Czlowieka...
Joan2005-04-02 23:03:02Wielki Czlowiek ...odszedl...:o((...
Stanley2005-04-03 00:33:03...smutno mi Panie Boże....

2005-11-14

Kurcze...kurcze...

Wesołych Świąt!!!!

Napisz komentarz jako pierwszy

2005-11-13

PILNIE POSZUKIWANY NOWY WŁAŚCICIEL DLA NERA...!!

Dostałem taki rozpaczliwy list od mojej młodszej koleżanki z małego miasteczka. Ona musi podjąć pracę w Warszawie, która nie daje jej szans na utrzymanie i opiekę nad psem. A ponieważ wzięła go z azylu więc postanowiła, że do tego okropnego miejsca Nero nie wróci. Rodzice niestaty nie akceptują tego śmiesznego zwierzaka, gdyż sami mają kłopoty zdrowotne ...i Ania jest w kropce..Niby to tylko pies..ale wiecie jak to jest..z człowiekiem bywa tak samo. Może ktoś z Was ma dom z ogrodem i chciałby przygarnąć takiego przyjacielskiego głuptasa z białym krawatem?...Niżej cytuję list Ani: Krzysiu posylam Ci zdjecia Nera Jak ktos bedzie pytal to od razu podaj moj telefon na kom i na dom (32)-268 46 53 Nero jest czarny z 'biala wstwawka' na karku, krotka siersc (wysokosc tak do kolan) jest b szczuplej budowy. Ma bardzo cieply i towarzyski charwww_newser -kocha wszytkich ludzi i uwielbia dzieci!. Dzieci moga go zameczyc, ciagnac za uszy, wkladac palec do oczu a on jest przeszczesliwy:) Ma od zawsze wszystkie szczepienia i jest czystym psiakiem. Mowie Ci ze plakac mi sie chce ze mam sie z nim rozstac a On tez jakis smutny... Ten list pozostawiam bez komentarza. Moi rodzice opiekują się przekochaną Resią, jamniczką mojej siostry i ja w każdej chwili muszę się nią także zaopiekować, więc nie mogę Nera wziąć. Zresztą mój wyjazdowy tryb życia na to także nie pozwala. Inna sprawa że ten pies nadaje się do domu z ogrodem.

Joan2005-03-20 22:03:20Moj Boze kochany...ten piesek potrzebuje domu i serca..gdybym tylko mogla i byla w Polsce majac maly domek z duzym ogrodem, Nero byl by jego mieszkancem...kocham psy...to sa nasi najlepsi i najwierniejsi przyjaciele...Mieszkajac w Krakowie mialam trzy psy...od dziecinstwa...przez moj dom przewijaly sie nawet te zagubione...potem szukalam ich wlascicieli...to byly czasy...Mam nadzieje ze zglosi sie ktos kto pokocha Nera i da mu szczesliwe miejsce do zycia...Dla mnie pies jest czlonkiem rodziny...ma swoje prawa i duzo milosci...Jesli ktos sie nim zajmie to prosze aby ten pies czul sie wazna postacia i nie tesknil za Ania zbyt dlugo...Aniu powodzenia w nowej pracy w Wawie...Pozdrawiam...
Krzysztof Ludwin2005-03-20 22:47:20Zaczynam się denerwować. Joan ja rozumiem Twoje dobre serce, ale takie gadanie do niczego nie prowadzi. Apeluję do WAS, którzy możecie wziąć psiaka do domu z ogrodem..Zastanówcie się, zawsze taki psior się przyda. KONKRETNE WYPOWIEDZI PROSZĘ I BEZ EGZALTACJI!!!!!!!!.. POTRZEBNA JEST KONKRETNA POMOC A NIE BIADOLENIE...BEZ URAZY JOAN..!
Joan2005-03-21 00:24:21rozumiem ale jak to przeczytala i zobaczylam Nera to wiesz...tez zaapelowalam :)) do ludzi z sercem..bez obrazy...pa
LU2005-03-22 10:03:22...no i nic....
jano2005-03-26 18:58:26parę dni temu rozesłałem wiadomość o Nero do wielu znajomych z czego pare osób jest hodowcami psów. Mam nadzieję, że za ich pomocą znajdzie się nowy opiekun dla psiny.

2005-11-12

No i tak...od czego by tu zacząć. Pewnikiem od początku...hehe.. (che che?) We wtorek wystartowałem z mieszkania na Salwatorze dzięki mojemu Tacie, koło 18.00. Na lotnisku w Balicach jednakże okazało się, że samolot ma uszkodzone skrzydło. Powiem Wam , że o mało nie zrezygnowałem z lotu, zwłaszcza, że czekanie w zimnym pomieszczeniu odprawy skruszyłoby nawet więźniów gułagu. No i ta lekka niepewność: co z tym samolotem, lecieć, czy nie lecieć. Kurcze...był dylemat. W każdym razie nie polecam tanich linii lotniczych na tydzień przed lotem: zapłaciłem jak za wołu a dyskomfort spowodowany opóźnieniami był bardzo duży. W każdym razie nad moją decyzją czuwał telefonicznie kapitan M.W. i szalę przeważyło : leć Krzysztof , leć, nie cofaj się - Joanny W. jego córy. Hm, wiecie, jak kobieta mówi leć to trza lecieć..:)) W każdym razie pooooleciałem. Wylądowaliśmy kole 4 nad ranem w Amsterdamie i poszedłem sobie spokojnie od razu na kawę i sandwicza. Potem przyjechała moja siostrzyczka i prawie zasypiającego zawiozła do swojego domu w Eindhoven. Po paru godzinach snu pochodziliśmy sobie po mieście, po centrach domów towarowych - ta sama oferta. Byłem w sklepie dla plastyków. Hm...w Szale, naszym krakowskim sklepie mamy to samo, tylko taniej . Na drugi dzień, tzn. w czwartek, wsiadłem w pociąg do Brukseli i po paru przesiadkach wylądowałem w stolicy Unii. Tam odebrał mnie Pablo Dmoch, co było miłym gestem z jego strony, zważywszy na moje nieobycie z wielki światem (tak, tak...człek obrasta mchem w Krakowie). Potem były przygotowania do wystawki, typu mycie szyb, przybijanie gwożdzi...itd. Sam wernisaż przebiegł spokojnie, bez wielkich tłumów, aczkolwiek Pablo twierdzi, że dopiero w sobotę zwali się tam więcej luda - bo w Brukseli pracuje się do 21.00. Pablo sprzedał chyba dwie akwarele na wystawie. Moimi pracami moooooże ktoś się zainteresuje..Pablo twierdzi że tak. W każdym razie nie to było moim zamierzeniem: wiem teraz jak wyglądają tamte realia..i powiem wam na ucho : baaaaardzo się mi one podobają, baaardzo. Zwłaszcza że kawa w knajpie kosztuje 2 euro a lampka dobrego porto także 2 euro..No toż jak w Krakowie!!!!!! Tak więc, aby coś osiągnąć, trza być i pracować na miejscu. Pawel żyje skromnie, acz schludnie. Jego mieszkanie jest także jego studiem i mini galerią. Tak więc...doświadczenie, tylko doświadczenie otwiera oczy na możliwości...Uj.,..zaczynam intensywnie myśleć. No nic, zakończyłem wieczór kolacją, na którą zaprosił mnie Pablo do Restauracji Biała Róża na Placu Centralnym ( mówimy o Brukseli a nie o Nowej Hucie).

2005-03-13 01:21:13To znaczy - trzeba tam zajrzec. Nie by?em na rynku w Brukseli kilka lat. Mysle, ze nadal jest slicznie. Trzeba sie, ruszac, bo kostniejemy Panie i Panowie!!
wow Lu !!!2005-03-13 09:12:13Jestem pod wrazeniem...pieknie...czekam na wiecej wiesci od Ciebie...mocno sciskam...Joan
M...2005-03-13 11:33:13Dzieki za relację.Czekam na więcej/ również zdjęć z wystawy/.Pozdrawiam
Stanley2005-03-13 15:54:13Piekne zdjęcie kobiety przy obrazie i gdyby miala dużą lampkę czerwonego wina.....a tak przy okazji trafileś Pabla z lampka i kawałkiem rurki z centralnego ogrzeawnia ?czy to rurka do wina?jestem dzisiaj w takim fotograficznym nastroju po powrocie z festiwalu Bluesa w Rybniku...
Jaga2005-03-13 17:49:13One more experience in your life... Panie Krzysztofie.

2005-11-11

TERAZ COŚ EKSTRA....!

Watercolors, which you see will be exhibited in Bruksela. I will show here an adres as soon as I get it. Together with Paul Dmoch, Emilia Mroz and Gregory Morycinski. Good company and a big honour for me. Thanks for Paul, who envited me to enjoy a team. aaa...last news!!...exhibition will be in: Galerie d'Art Contemporain Agnieszka Bielinska / 16 rue Armand Campenhout, Brussel,

Stanley2005-02-24 03:51:24Świat otwiera sie powoli przed Toba Lu i tak trzymać nowe doświadczenia i spojrzenia z innej perspetywy dają nowe pomysly na malowanie innego świata a dla mnie okazja do przygladania sie Twojej drodze malarskiej i budowania mojego obrazu malowanego przez Ciebie Świata widzianego Twoimi oczyma i przeniesionego jako obrazy...to mile że uczestniczę w tym splocie wydarzen i zyczę powodzenia a przedewszystkim podróży w tamten świat .......a dzięki internetowi mogę prawie bezplatnie być w tych miejscach które namalujesz....
Pawel Dmoch2005-02-24 06:12:24Czesc czolem ... nie pytajcie skad sie wzialem. Christo ( tak mam Cie w @) mysle, ze Twoje prace dotra na czas a jak nie, to na wernisazu powiem .... eeeeeeeeeee!!! nie pijta wina bo Krzyska jeszcze nie ma :-) a co. Narazie pije niewernisazowe winko, bo po plodnym w malowanie dzionku udalo mi sie daorwac taka dziewczyne co ma internet na korsie ;-))) chyba niebawem wstanie nowy dzionek i znow obtruskawie papier. Adres wystawy - Galerie dArt Conyemporain Agnieszka Bielinska / 16 rue Armand Campenhout [ 1050 Bruxelles albo Brussel z flamandzka ale to to samo. Pozdrawiam serdecznie. Christo - przesle Ci @ to co pokazuje etc.....
Pawel Dmoch2005-02-24 06:15:24No patrz palec mi nie trafil - ma byc Galerie dArt Cotemporain a nie Y jakby Conye = Konie albo jak ;-))) a tam nikt koni nie wystawia.
M...2005-02-24 16:50:24Jak zwykle jestem pełna podziwu i uznania dla pańskiej twótczosci. Byłam w Chorwacji i wiem jak tam jest pieknie, jaka czysta, aż przezroczysta ta słona woda. mam zupełnie podobne zdjęcie do tej akwearelki .Jak bym to widziała .Miałam okazję byc w Parku Narodowym-Plitvickie Jeziora- tam to dopiero jest cudownie . Miałam wrazenie ,ze to przehistoryczne czasy i ta woda i te wodospady- niesamowite. Gratuluję wystawy w Brukseli. Jest tam koleżanka mojej córki . Może się wybierze.Ale nie wiem jak długo potrwa ta wystawa. Możliwe ,że będę u córki w Holandii,to po drodze bym zahaczyła. Powodzenia. Pozdrawiam serdecznie
Beata-siostra2005-02-24 20:52:24Akwarele sa super i mam nadzieje ,ze tym razem wszystko sie dobrze ulozy,no i ........nareszcie odwiedzisz siostre .
Stanley2005-02-25 06:59:25Będzie jakaś stronka w Brukseli by można pooglądać wszystkie tam zgromadzone prace i miejsce gdzie bedą wystawiane ?
stronka w Brukseli..2005-02-25 22:33:25Stanley..chyba nie, może Paul Dmoch się wypowie...Ja porobię zdjęcia bo jadę na wernisaż 10 marca więc pokażę zdjęcia na stronie...
Misia2005-02-26 00:48:26No to wszyscy trzymamy kciuki za te Bruksele :o)
Stanley2005-02-26 02:43:26No to cierpliwie będę czekał na zdjęcia i wrażenia ktorych doznasz i opiszesz nam to napewno...życzę powodzenia samych wspaniałyłych chwil a może Paweł Dmoch ma stronke na której ma swoje prace , chętnie bym pooglądał bo na wyjazd nie mam co liczyc za daleko....a tak internetem moznabyłoby czmychnąć na jego stronke i troche liznąc jego malarskiego ducha....
Stanley2005-02-26 02:51:26Nie byłem w Chorwacji i to dzięki opisowi M o jeziorach Plitvickich wszedłem na to hasło i moglem poogladac to cudo i przyznam że dopiero po przeczytaniu i oglądnięciu informacji akwarelki zaczynają zyć w mojej głowie bo nie znając tamtej przyrody łatwiej było mi się odnieść do Krakowa a tak moge sobie teraz wyobrazic i odbierac je inaczej.....
Stanley2005-03-05 00:33:05Już tylko 5 dni zostało do wystawy..... życzę... powodzenia Lu...
LU2005-03-05 10:30:05Satanley, jak sie okazuje to nie ma się czym przejmować. Na wystawie pokażą dwie z czterech moich akwarel. Tak więc, jestem jednym z towarzyszących towarzyszy towarzystwa. Ale dobre i to...zrobiłem piewszy krok. Dzięki Pawłowi Dmochowi. Ostatnio Pawłowi wydech z Hondy odpadł na autostradzie przy szybkości 180 km...Jak cię kręcę. Dobrze że się nic nie stało.
M...2005-03-06 11:03:06Wciąż nie wiem jak długo potrwa ta wystawa. Do Holandii jadę na święta. Życzę powodzenia i pozdrawiam ciepło i serdecznie.

2005-11-10

nowe kiczowate akwareli

Te akwarelki znowuż wystawię na allegro. Zapewne niektórzy skwitują je : kiczowate. Jednakże chciałbym przypomnieć, że wszystko jest dla ludzi, a technika piórka lawowanego akwarelą ma tysiącletnią tradycję, począwszy od Chińskich artystów, poprzez monochromatyczne rysunki Rembrandta, i na Ludwinie skończywszy..hehehe

Napisz komentarz jako pierwszy

2005-11-08

wizyta w pracowni...

To są fajne chwile. Wiesia i Marian Wieczorkowie uparli się, aby zarzucić swój dom moimi pracami. Uj..kolekcjonerstwo to wciagające hobby. To oni właśnie zakupili zauł widoczny zresztą na zdjęciu z pracowni. Takie akwarele będę przygotowywał na listopad do Piano Nobile Hani Haberowej. Zaraz po wystawie malarza z tematem paryskim. W międzyczasie wyjazd na Ukrainę na plener grupowy...no i wystawa w Kwietniu - Pejzaż Polski. Jest trochę roboty....Chętnych i chętne do porozmawiania na temat akwareli i nie tylko zapraszam do mojej pracowni..:)) To co widzicie na zdjęciach jest rezultatem niezłego obiadu połączonego z kolacją...gdyby nie mój rozsądek , zostałbym do rana, i tak byśmy wytrąbili niezłe ilości dobrego myśliwskiego trunku ziołowego. Jak widac chciałem wyjść w czapce Lotnika Beoninga. Czapeczka nalezy do Mariana, nie wiem czy wiecie ale mistrza Polski w lataniu precyzyjnym na małych samolotach. No ale bracia Wieczorkowie sa Wam z pewniścią znani.

Stanley2005-02-09 23:52:09No widzisz Lu jest trochę zacnych gości w Polsce ktorzy szanuja Twoje prace i dzieki im za to,wiedzą co robia od razu to widac z zdjecia klimat domowa atmosfera zyczliwości i tak trzymac nawet dziecko na rekach ma przyjazne spojrzenie a dzieci nie kłamia...masz rozmach artysty z tym obiadem.. tego nie idzie kupic to trzeba czuc ta serdeczxność i radość,,,powodzenia i tylko takich spotkań....
Stanley2005-02-10 11:15:10Gdzie masz tą pracownię ? Kraków to wielkie miasto.. a moze wolisz nie mówić na forum....
Kazimierz2005-02-11 01:34:11Ambitne plany. Zycze spe?nienia :)

2005-11-07

chyba mam wisielczy nastrój..walka trwa..

Witam ponownie tym razom z śnieżnego Krakowa. Nie mam zdjęć na poparcie moich słów, ale już wkrótce... Może jutro coś powieszę. Narazie spacerowanie po mieście utrudnili nam miejscowi notable, a to z powodu szczytu w Oświęcimiu. Taka mała refleksja: dwa razy byłem w obozie w Oświęcimiu. Moja babcia zakazała mojej mamie tam jechać. No i myślę, że moja mama oszczędziła sobie koszmarów nocnych. Ja dobrze pamiętam ze szkolnych wycieczek te miejsca gdzie składowano ludzkie zęby i włosy. Mam wyobraźnię, ale w tych miejscach dla własnego bezpieczeństwa ją wyłączałem. NIc....może uda mi się wkrótce powiesić to co namalowałem...Ino muszę sfotografować obrazy. No i maluję dalej...cóż mi bowiem pozostało...

Joan2005-01-25 02:51:25LU glowa do gory, cos widze nie jest tak....mam nadzieje ze to tylko moja wyobraznia...pamietaj ze po burzy swieci slonce...niedlugo zaswieci i doda nam radosci...trzymaj sie...pozdrawiam Cie bardzo serdecznie...
Stanley2005-01-25 07:24:25Lu.........chej..od notabli glowa boli,niech sie każdy wy...... Twoja głowę wznieś do góry.... I nie szukaj w ziemi dziury.... Maluj duzo pisz pomału... Sznuj zycie Nie rób nam strasznych kawałów Nie jest lekko na tym świecie dlatego na tacy jak my ,wiecie.....
Margot2005-01-25 17:10:25Nie byłam nigdy w Oswięcimiu i wcale nie żałuje, ale wyobrażnię tez mam dużą , a w takich przypadkach nie chce jej uruchamiać. Dl;a poprawienia nastroju powiem ,ż e wSłupsku tez spadł snieg , chociaż wcale za nim nie tęskniłam z powodu utrudnienego poruszania się po drogach,. W każdy razie był lekki mróz i caŁY DZIEŃ świeciło słońce , a wtedy troche razniej na duszy. I znowu ten przecudny zachód malowany wieloma kolorami z jednej strony domu , a z drugiej wschodzący ogromny piękny księzyc. Też miewam różne nastroje, nawet twkie wisielcze, ale jakos trzeba się trzymać.Głowa do góry. Czekam z niecierpliwością na nowe dokonania artystyczne. Powodzenia . Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie.
Kazimierz2005-01-26 00:45:26Jada,c samochodem s?ysza?em jaka,s wypowiedź, ze 24 stycznia jest dniem apogeum depresji i za?amania. Jakis naukowiec angielski wyliczy?, że tego dnia kumuluja, sie, jakieś stresy z powodu niedotrzymanych obietnic z poprzedniego roku i już łamanych postanowień na nowy rok, braku pienie,dzy z powodu nadmiernych wydatków swia,tecznych itd itd Nie zapamie,ta?em dok?adnie. Ale ogólne przes?anie jak powyzej. Czyli g?owa do góry juz po 24 stycznia:)
LU2005-01-26 01:29:26Kaziu...słuchaj, taką mam prosbę, bo fajnie piszesz a wszystko umyka, gdy używasz polskich liter. Widocznie masz jakis zły edytor tekstu. NIe uwyzawj polskich liter. Tekst bedzie bardziej zrozumialy. Hej..
tinek2005-01-27 12:09:27krzysiu fajne to wszystko -popatrz jak daleko już jesteś ile zrobiłeś a finał juz blisko! A potem sobie troche odpoczniesz i .....ruszysz dalej !
Stanley2005-01-28 04:47:28Tinek-dzięki za te parę ciepłych zyczliwych słow dla Lu ,bardzo mnie uradowały... że są jeszcze tacy ludzie..malownicza zima za oknem choć czarno biała cieszy oko tą zimowa sceneria... może co s tych klimatów Lu namaluje i pokaże na stronie...
Lu2005-01-30 00:57:30Stan, Tinek jest moim dobrym kumplem od paru - nastu lat, po prostu razem bylismy w podchorążówce we Wrocławiu. To były czasy. Graliśmy po "rejonach" na gitarze. Potem spotakliśmy się w Krakowie i zaprzyjaźniliśmy się znowu. Tinek jest fajnym gościem, i ma świetną rodzinkę, żonę i dzoeciaki. Właśnie dlatego gdy on pisze to co pisze to wie co pisze....hehehehehe
JOKA2005-01-30 12:11:30mnie się nie udało wyłączyć wyobraźni i do dziś słyszę echo tej szkolnej wycieczki. po prostu weź głęboki oddech i idź na spacer. jak sie da to z psem.
Stanley2005-01-30 14:49:30Dlatego mnie to milo ujęło bo z tych paru słów płynęło duzo zyczliwości i ciepła i zaraz się zrobiło lepiej..... Do serca przytul psa,weż na kolana kota..... i jest normalnie jak w piosence...to takie proste

2005-11-06

SPACER SPACER....WOKÓŁ RYNKU, A GDZIE ŻEŚ TY, MÓJ MUMINKU...?

No nie....! Ale może jednak dobrze...?? No ..chodzi mi o to, że...kurde balans śniegu nie ma...Kraków o tej porze bez śniegu?????? Hm...Ale z drugiej strony to mówię Wam , jak było dzisiaj super na rynku kole 12 w południe. No super. Eh..tak sobie przeszedłem obok Szkrzyneckiego i mrugnąłem do niego z ukosa...Facet, Ty to masz dobrze (znaczy Skrzynecki) Patrzysz, uprzywilejowany niczym ten kamień albo drzewo, na Sukiennice, i wokół nich - na Kraków. Taki spiżowy Skrzynecki. ( Krakusy wiedzą o co chodzi, a inne niech się dowiedzą z encyklopedii) Fajny był facet. Raz z nim wódkę piłem. No , ale kto z nim nie pił wódki...?

Kazimierz2005-01-11 00:09:11Po?azi?em po Krakowie przez chwile, Wirtualnie, ale lepsze to niz nic :) Dzie,ki W realu to chyba dopiero latem.
Stanley2005-01-11 00:36:11Dla mnie to dziwna histora Skrzyneci""peło a jakoby nikogo nie było,jedna malyczka duszyczka tak wiele ubyło"" skromy prosty i jak w duszy siedzi ..... ja mogę tylko marzyc i w wydumanej filozowi raczyc się tym czego nie dało mi być przezyc......ale jestem ,czuje ,marzę i to ty Lu to wszystko robisz .....dzieki.....
lu2005-01-11 01:21:11Kazimierz...co ty taki zapracowany jestes ??? Stanley...przestań w końcu kadzić..bo się będą śmiać...!!! Ale to nic...wkurza mnie, że tyle wejść jest a mało kto ma coś do powiedzenia!!!!... Poopowiadajcie o swoich miastach!!..
Stanley2005-01-11 01:43:11Dla mnie praca jest odpoczynkiem,a Lu śmiej się bo to zdrowie ,niech się śmieja ale niech też o tym napisza że ich wesolość bierze jak kadzę, mam nadzieje że się otworza na zycie bo to poezja sama,Joan i Misia zrobiły to z całego serca i to czyć i bardzo się ciesze z tego............ powoli nas coraz więcej......
Stanley2005-01-11 02:03:11Ta blondyneczka na tych zdjęciach to mój syn Gabriel ...................4.5roku ...
Stanley2005-01-11 07:41:11Skrzynecki ma gdzieś pomnik?nie wiem dawno nie byłem w krakowie,piekne zdjęcia znowu mogę oczyma wyobrażni byc w Krakowie
stanley2005-01-11 07:50:11znalazłem spiżowego Skrzyncekiego stojącego pod domem z wetklniętym pieknym bukietem kwiatów chwała że go docenili............
Stanley2005-01-11 09:09:11Skrzynecki ma gdzieś pomnik?nie wiem dawno nie byłem w krakowie,piekne zdjęcia znowu mogę oczyma wyobrażni byc w Krakowie
Stanley2005-01-11 09:10:11ot elektronika...........
LU2005-01-11 12:20:11no...to tak jak w tym kawale: jedzie kolejka transyberyjska i w korytarzu pali papierosy dwochRrosjan...- a kuda ty jediosz? ..- a w w syberiu...aaaa a ty? - a ja jedu w Moskwu...aaaa...wot jebana technika!
Margot2005-01-11 17:13:11Wvzoraj w Słupsku tez był pieknie. Temperatura powyzej 12 stopni i przyjemny ciepły wiaterek. Po wczesniejszych huraganach, kiedy zabrakło prądu, to technika wysiadła. A przy okazji moze jeszcze jeden dowcip. Zatrzymuje policjant gazdeza przekroczenie predkoscii prosi odokumenty. Ptawo jazdy? A gazda na to : ni mom .A moze dowód rejestracyjny?. -Ni mom. A dowód osobisty? -Ni mom To moze jakis inny dokument? Ni mom. Policjantl ekko zdenerwowany;- Gazdo a aders jakis macie? -Mom. www.gazda.com.pl
Joan2005-01-11 19:06:11No tak hmmm ja tez z nim kiedys pilam... to byly czasy...Barany... Barany...Barany...kabaret...muzyka...spiew...Kiedys spotkalam go przy Szczepanskiej jak wyszedl ze szpitala...byla z nim pielegniarka...dotknol mojego policzka i patrzac na mnie niewidzacymi oczami a jednak przenikliwie ,powiedzial: Asiu nie martw sie ,ja juz tylko moge sie czuc coraz lepiej... W 1997 bylam w Nowym Yorku , dowiedzialam sie ze odszedl...na zawsze...i juz nie cierpi...
Stanley2005-01-12 08:44:12Margot-powialo swierzym zapachem morza i zrowego jodu czułem to nie będac tam.............jak mozna byc w domu i być myslami w Krakowie,Chicago,Słupsku a promyki sloneczka maluja mi kolorami obrazy jakie namalowałby Lu z tych miejsc...... Nie piłem....przy kawie marzę.....
LU2005-01-12 22:40:12Stanley, eh....ja też tak marzę..zwłaszcza o żaglach...byłem na Zawiszy Czarnym, wiesz..Dwa tygodnie...Korsyka, Neapol...Eh...Min stanelismy w porcie malej wysepki koło Capri: Ponza...marzy mi się aby tam pojechać na pare miesuęcy...ale za drogo kurde balans....
Stanley2005-01-13 06:39:13Lu,ja też marzę o żaglach mam beza 2 już25 lat a nie mogę zrealizować wyjazdu na Mazury bo zawsze jest coś ważniejszego wmom zyciu byłem 2 x na urlopie gdzie nie pracowałem tak praca,praca a teraz marze przy kompie jak zagladam w zakamarki świata ,przynajmiej tyle... ale znam was i tak jak pisałem mogę byc wszędzie skąd piszecie,to mi starcza............. Serdeczne i cieple pozdrowienia nad samym ranem powoli zapalaja sie światła w bloku w oddali powoli budzi się dżien....
Joan2005-01-13 22:40:13A ja panowie marze o wyjezdzie na Cypr...bylam tam 10 lat temu...piekne miejsce...sympatyczni ludzie ( tubylcy szczegolnie), jest co wspominac...gorace plaze...piekne kolory morza...sliczne widoki...koty...osiolki...muzyka..swieze krewetki...pyszne jedzenie. Miasteczko w ktorym sie zatrzymalam to Aya Napa...niezapomniane miejsce...wrzucilam pieniazka do zabytkowej fontanny aby moje marzenie sie spelnilo...mam nadzieje ze tam kiedys wroce i jeszcze raz sie naciesze tym upojnym miejscem...chociaz funt cypryjski byl wart prawie dwa dolary...;o))
Kazimierz2005-01-13 23:06:13Oj wspomnienia i marzenia. Mam i swoje. Kiedys cze,sciej bywa?em we Francji. Chcia?bym poznac po?udniowa, jej cze,s, której nigdy nie widzia?em. W pó?nocnej by?em 7 razy. Bywa?em i malowa?em tam gdzie Gauguin i Slewinski. Te,sknie, czasem za ulubiona, Normandia, i Bretania,. Za ma?ymi portami, calvadosem i ca?ym tym niespiesznym smakowaniem zycia.
LU2005-01-14 01:01:14Chłopaki i dziewczynki....ale się rozmarzyliście...
Stanley2005-01-14 13:45:14Lu -coż to za życie bez marzeń..... gdybyśmy ich nie mieli nie spotkalibyśmy się na tej stronie....... bo inaczej..prostata..zawał...kaplica...koniec byłbyś jak ładne opakowanie ..zyżyć..wyrzucic... zapomnieć...a my chcemy trwać i cieszyc się... chwilą ....
Tez mazyciel2005-01-14 23:27:14Pozwolcie mi odsweirzyc cos starego, tak sobie wlasnie pomyslalem, ze tez bym chcial jeszcze raz pojechac w podroz do okola swata...bo raz juz chcialem - hehehe
stanley2005-01-15 02:30:15Lu, z całego serca życzę Tobie spelnienia takiego marzenia bo to piekne,ja jestem domatorem kocham dom i moje miejsce które tworze i w nim zyje,a wyskoczyć na chwile by nabrać dystansu i wrócić i cieszyc ie tym małym moim światem...tak malo... a tak dużo zarazem...
JOKA2005-01-30 12:15:30przestań siać wrogą propagandę, od kiedy to skrzynecki dzieciaki upijał?
JOKA...JOOOKAAA2005-02-01 02:08:01Jakie dzieci?????/...ja miałem wtedy ok 22 lata!!!...Imprezy w Piwnicy, z pseudo malarzami, którym Skrzynecki robił wystawy z miłosierdzia serca...Podczas takich imprez ja gołowąs malarz doklejałem się do starszyzny...Ale to był szpan...!!
Milena2005-02-02 13:09:02LU, ja tak z innej beczki - dzięki za wyskrobanie dedykacji na książce :) Podoba się :) A tak w ogóle to tęsknię za moim Krakowem.. zdjecia piękne
LU2005-02-03 00:56:03Milenko?..Jakiej dedykacji...Ostatnio skrobałem dedykację dla Ireny i Michała i Pani Zosi..? Może ja mam sklerozę????

2005-11-05

ROZGLĄDAJCIE SIĘ UWAŻNIE !! ŚWIAT IDZIE DO PRZODU!!!!!

Ostatnio JA SIĘ ROZGLĄDNĄŁEM I przeglądnąłem znowuż, po jakimś czasie przerwy, zasoby sieci pod hasłem "akwarele". No i znalazłem parę ciekawych przykładów prac, które mnie się baaardzo spodobały. Jan Cybis, jak wiadomo (no co, nie wiadomo??...to poczytajcie co nieco o naszych malarzach) znany nasz kolorysta. Mało tych akwarel namalował, conajmniej jak Van Gogh, który nie cierpiał tej techniki, ale te parę przykładów rzuca się w oczy. Z kolei Egona nie muszę przedstawiać, bo jego www_newsy w akwareli są znane. Natomiast niewiele osób widziało jego architekturę malowaną technikami wodnymi. Natomiast powiem Wam, że lubię niektóre prace Pawła Dmocha, współczesnego polskiego malarza, tworzącego chyba raczej w Brukseli (chyba że sie mylę). W kazdym razie te dwa przykłady jego akwarel mnie powalają. No i podoba mi sie ascetyczna kompozycja Paula Kempa. A Wam macham z pozdrowieniami.

stanley2005-01-05 00:57:05Lu wiesz o tym zę Jan Cybis urodził sie kolo Głogówka we Wróblinie tam motowalismy witraż, w naszym muzeum wisiały jego prace ,roobilem kiedys foto ale czarno białe zostały zabrane do Opola i troche ich tam w Muzeum jest..........
Małgorzata Krajewwka2005-01-05 10:32:05Oczywiscie ,że wiadomo. Czy przypadkiem Jan Cybis nie ilustrował kiedyś / b. dawno/ ksiązki p.t.""Ferdynand Wspaniały""? Pozdrawiam
Stanley2005-01-05 19:42:05Podziwiam miniaturki akwarel które zamieściłeś wyżej wszystkie sa piekne i róznorodne ale najbrdziej mnie zafacynowała ta przed Twoja postacia z zakratowanym oknem i piekny efekt mysle dał papier ktorego pofałdowana /tak myslę /faktura pięknie uplastyczniła ściane dodając jej indywidualności a ostre cienie tajemniczości łacznie z precyzyjnie wyeksponiowana kratą. Mysle że jest to efekt Twojej Lu pracy nad którą siedzisz,dzieląc sie tym z nami pokazujesz zeczy ktorych może w innym wpadku nigdy bym nie dostrzegl, zabawny moment mój mały przyszedl do kompa i pyta ,tatusiu co to za chopek macha,mówie ze to nasz Lu macha do nas i okiem na nas patrzy a on natychmiast zasłonil reka ekran......................
LU2005-01-06 04:17:06No faktem jest Stanley, ze 4 miesiace zajeło mi przekopanie internetu w poszukiwaniu materialu o akwarelistach. Akurat ta akwarela z oknem autorstwa Dmocha jest super. Ja lubie tę z bramą. na takie malowanie trzeba mistrza. To nawet nie chodzi o technikę tylko z byle swiatła i cienia i byle bramy mozna zrobic coś interesującego. I w tym tkwi sztuka. ....AAA jak z Owczarnią?...ja byłem kiedyś w owczarni przejazdem..nie na koncercie. To w Szcawnicy? Albo koło.. Małgosiu Krajewwka (moze damy ci ksywę Margot?)...nie wiem czy Cybis to malował...ale interesujaca wiadomość..
Margot2005-01-06 08:43:06Brzmi pieknie
Stanley2005-01-06 09:04:06stąd ta ciekawa róznorodnośc i trudny wybór, brama urzeka mnie prostota ale niesamowitym diałaniem na podswiadomośc wprowadzając w moim mózgu ciepło .... Krata jest bardzo wymowna i ekspresyjna na pograniczu fotografii ktorą też lubie.... Widzisz warto było szukać w internecie,bylem na stronie Cybisa,wzbudziłęś we mnie chęć poznania tak trzymać znowu się uczę patrzeć.......... Owczarnia to w Jaworkach 22 o1.o20 wieczorem mam nadzieję że dotre zrobię troche fotek..... a io ilustracje zapytam może byly dyr.muzeum bedzie coś wiedzial... chej Lu.... moze ktos na stronie ujawni jakieś nieznane szczegóły....byloty tak bardziej twórczo...
Margot2005-01-06 09:32:06Możliwe, że się mylę z tymi ilustracjami, albo to była inna książka dla dzieci/coś o cyrku ?/, ale jak przeczytałam nazwisko to tak od razu sobie skojarzyłam. Sama już nie wiem....
Kazimierz2005-01-07 13:19:07Ludwik Jerzy Kern ""Ferdynand Wspania?y"" Ilustrowa? Kazimierz Mikulski pozdrawiam
kazimierz...to ty ??2005-01-07 16:55:07To ty? ...ilustrowałeś?...
stanley2005-01-05 00:57:05Lu wiesz o tym zę Jan Cybis urodził sie kolo Głogówka we Wróblinie tam motowalismy witraż, w naszym muzeum wisiały jego prace ,roobilem kiedys foto ale czarno białe zostały zabrane do Opola i troche ich tam w Muzeum jest..........
Małgorzata Krajewwka2005-01-05 10:32:05Oczywiscie ,że wiadomo. Czy przypadkiem Jan Cybis nie ilustrował kiedyś / b. dawno/ ksiązki p.t.""Ferdynand Wspaniały""? Pozdrawiam
Stanley2005-01-05 19:42:05Podziwiam miniaturki akwarel które zamieściłeś wyżej wszystkie sa piekne i róznorodne ale najbrdziej mnie zafacynowała ta przed Twoja postacia z zakratowanym oknem i piekny efekt mysle dał papier ktorego pofałdowana /tak myslę /faktura pięknie uplastyczniła ściane dodając jej indywidualności a ostre cienie tajemniczości łacznie z precyzyjnie wyeksponiowana kratą. Mysle że jest to efekt Twojej Lu pracy nad którą siedzisz,dzieląc sie tym z nami pokazujesz zeczy ktorych może w innym wpadku nigdy bym nie dostrzegl, zabawny moment mój mały przyszedl do kompa i pyta ,tatusiu co to za chopek macha,mówie ze to nasz Lu macha do nas i okiem na nas patrzy a on natychmiast zasłonil reka ekran......................
LU2005-01-06 04:17:06No faktem jest Stanley, ze 4 miesiace zajeło mi przekopanie internetu w poszukiwaniu materialu o akwarelistach. Akurat ta akwarela z oknem autorstwa Dmocha jest super. Ja lubie tę z bramą. na takie malowanie trzeba mistrza. To nawet nie chodzi o technikę tylko z byle swiatła i cienia i byle bramy mozna zrobic coś interesującego. I w tym tkwi sztuka. ....AAA jak z Owczarnią?...ja byłem kiedyś w owczarni przejazdem..nie na koncercie. To w Szcawnicy? Albo koło.. Małgosiu Krajewwka (moze damy ci ksywę Margot?)...nie wiem czy Cybis to malował...ale interesujaca wiadomość..
Margot2005-01-06 08:43:06Brzmi pieknie
Stanley2005-01-06 09:04:06stąd ta ciekawa róznorodnośc i trudny wybór, brama urzeka mnie prostota ale niesamowitym diałaniem na podswiadomośc wprowadzając w moim mózgu ciepło .... Krata jest bardzo wymowna i ekspresyjna na pograniczu fotografii ktorą też lubie.... Widzisz warto było szukać w internecie,bylem na stronie Cybisa,wzbudziłęś we mnie chęć poznania tak trzymać znowu się uczę patrzeć.......... Owczarnia to w Jaworkach 22 o1.o20 wieczorem mam nadzieję że dotre zrobię troche fotek..... a io ilustracje zapytam może byly dyr.muzeum bedzie coś wiedzial... chej Lu.... moze ktos na stronie ujawni jakieś nieznane szczegóły....byloty tak bardziej twórczo...
Margot2005-01-06 09:32:06Możliwe, że się mylę z tymi ilustracjami, albo to była inna książka dla dzieci/coś o cyrku ?/, ale jak przeczytałam nazwisko to tak od razu sobie skojarzyłam. Sama już nie wiem....
Kazimierz2005-01-07 13:19:07Ludwik Jerzy Kern ""Ferdynand Wspania?y"" Ilustrowa? Kazimierz Mikulski pozdrawiam
kazimierz...to ty ??2005-01-07 16:55:07To ty? ...ilustrowałeś?...
Kazimierz2005-01-07 18:22:07Nie ja. Ale my Kazimierze musimy sie, wspierac i dbac o public relation :))
Stanley2005-01-07 20:25:07Niech żyja nam dwa Kazimierze !!!!!!!!! barwy nigdy nie zadużo.......................
Margot2005-01-08 11:43:08Dzięki za informację. To było takdawno ,ze nie sposób pamiętać.

2005-11-04

WSZYSTKIEGO NANANANANANANANANANAJJJJJ W NOWYM ROKU...!!

Wsztystkim Wam moi drodzy życzę wrażliwej duszy, rozwoju umysłowego, świętego spokoju, konsekwencji w dążeniu do celu, twardej postawy wobec wrogów , radości, luzu, NOWYCH MIŁOŚCI, PODRÓŻY BEZ WIELKICH FAL!!!....itd....No i pamiętajcie!!: Chińskie przysłowie mówi: tracisz pieniądze - nic nie tracisz, tracisz spokój - wszystko tracisz...:))))

stanley2004-12-31 02:56:31Lu czy ty te wszyskie wstawki sam robisz ?dal mnie to czarna magia....jeszcze.....życzenia napisze pózniej .......dam szanse innym ja zdążę.......
Stanley2004-12-31 03:00:31Nie mysl że zapominam ,ukradkiem zaglądam na strone czy ktos sie sypatycznie nie wpisał tego bym Toibie Lu z całego serca życzył,a oni chyba stracha dosytali gożej jak za stanu wojennego,nie wytrzymam musze wziąc łyk antybiotyku i musze podzielic na cały okres brania................
Stanley2004-12-31 03:02:31Bo jak tu w takiej ciszy nie wypić az w uszach dzwoni...............trza zabic ta cisze.......
Joanna Stuczynska2005-01-02 20:11:02Rewelacja z poczuciem humoru , dziekuje Krztsztofie w imieniu moim i mojej rodziny oraz przyjaciol. Jeszcze raz wszystkiego najlepszego ci zyczymy. Pozdrowienia ...a o Chicago napisze juz niedlugo...
Lu2005-01-04 01:13:04Joanna....właśnie..napisz cos o Chicago...strasznie jestm ciekawy...Stanley Ty nienadużywaj antybiotyku....wyjałowisz żołądek....hehehe
Małgorzata Krajewska2005-01-04 09:00:04No dobrze. Postaram się dopisać coś od siebie.To prawda często nasuwają mi sie przeróżne refleksje i to nie tylko na temat pańskiej wspaniałej twórczości, ale często , a nawet częsciej na temat życia/ głównie mojego/. Tylko nie zawsze mam ochotę dzielić sie z nimi na forum. A jak minął Sylwester? Pozdrawiam serdecznieserdecznie
Stanlej2005-01-04 09:47:04Lu ja nie szaleje z antybiotykiem ja go smakuję naprawde bo był od serca i własnoręcznie zrobiony a to zobowiazuje ......ktos zawarł w nim swój czas i samego siebie.. znowu nastrój chyba uruchmię samowar i wrzuce ziół do węgli by dodac mistyczności tej atmosferze. seddeczne i ciele pozdrowienia dla życzliwych i ciebie Lu przegladałem obrazy które maluje gosia siostry moje córka i zastanawiałem się czy ich nie wysłąć tobie,ale musze miec do tego wennę...tak dla rozweselenia ,mówiłeś o czerwonym kolorze w oku ltory inspiruje,czy czasem nie jedziesz na rezerwie.........doladuj...
Stanley2005-01-04 10:02:04jak z smiertelna powaga klamię to mi wsyscy wierza a jak z usmiechemna ustach i całą życiową radością mówie praswde to twierdza że klamię,ale wybrałem radośc postrzegania zycie dzielenia sie na forum i juz do konca takim pozostane i z wielka radością powitam tych którzy to poczuj a i w ich duszach to zarezonuje... Bo pierwsze to dawać siebie innym....mozna dostać kopy ale też ile radości jak ktoś da choc jedno ciepłe swoje od serca słowo....malarz tez musi czuc radośc by to przenieść w akwarelowy świat kolorów to wbrew pozorom bardzo trudne.......serdeczne i cieple pozdrowienia dla Was i ciebie Lu..........
Lu2005-01-04 10:20:04właśnie...minął....staram sie teraz skupić na robocie...pracownia i pisanie...nie zauważam z premedytacją pogody za oknem...No i Stanley zapełnia autorefleksjami cały ten mój portalik...hehehe...no i dobrze..Nic sie nie bój Małłgosiu Krajewska że na forum jesteś. Tutaj trafiają fajni ludzie...Zresztą taka rozmowa na forum to rodzaj terapii grupowej, zawszepomoże na troski i rozweseli.

2005-11-03

pierwszy dzień świąt w Krakowie

Szkoda , że nie ma śniegu. Mimo to Kraków w pierwszy dzień jest super. Lokale gastro w większości są zamknięte (są, bo pisze te słowa o godz. 20.00 25.12.2004, czyli w pierwszy dzień świąt), ale spacerowicze dopisali. Tłum luda chodzi w kółko po rynku lub w najbliższej okolicy. Jest zimno ale przyjemnie.

Stanley2004-12-27 07:21:27Dzięki za fotki mogę sie na chwile przenieść do Krakowa a dzieki fantazji nie muszę tam być aby choc trochę liznąc atmosfery świątecznego nastroju,zresztą całe Swieta to jak w bajce toczące się zycie,pkaż kilka z Harisa 27 grudnia 2004 roku

2005-11-02

Święta święta...

..Jest strasznie fajnie. Ludzie ganiają za prezentami. Jest kolorowo. Ciepło w sensie rodzinnym i wzruszeniowym. W sumie to szkoda , że nie bywa tak na okrągło bez cały roczek. ŻYCZĘ WAM DUŻO WZRUSZEŃ, UŚCISKÓW, SZCZEROŚCI, WYZNAŃ MIŁOŚCI, MODLITW PRAWDZIWYCH. DUŻO PŁACZU W RADOŚCI. HM.....taki już ten czas. Dla niektórych smutny a dla innych wesoły.

Napisz komentarz jako pierwszy

2005-11-01

Ludzkie lalki Edyty...

Tytuł tego cyklu obrazów o lalkach będzie chyba bmiał: Przyjaciele i Przyjaciółki. Gorzkie... co? Lalki świetnie sie maluje...nie ruszają się. Pomysł powstał po obejrzeniu kolekcji lalek, których właścicielką jest Edytka. Nic więcej nie powiem. No chyba że Wojtek Kiss Orski w komentarzach uchyli rąbka tajemnicy...

stanley2004-12-27 07:14:27Lalki , swiat marzeń i nadzieji sam umiesciłem kilka w moich oknach na strychu pozawionych szyb,miotane wiatrami smagane deszczem czasami spadają ,odnawiam ,wieszam bo dla mnie to one zastępóją życzliwych przyjaciół pomagających mi trwać i spoglądaja z gory jak buduje swój ogród marzeń pełny kwiatów ,wody, kamienia , kutego żelaza ,zegarów słonecznych dzwonów rurowych ,fontanny,krzyży po prostu ..........mojego świata 27 grudnia 2004 roku