Galeria autorska. Ludwin studio. Krzysztof Ludwin

« 1 ... 7 8 9 10 11 12 13 14 15 ... 31 »

2009-05-14

covilha uniwersytet

Jestem w Polsce po pobycie w Covilha na tamtejszym uniwersytecie. Wciąż pod urokiem miasta i mieszkających tam ludzi. Covilha leży na zboczu góry, która swoim charakterem i roślinnością w jakiś posób przypomina mi nasze Tatry i Kasprowy. Śmiać mi się chciało, gdy bezpiecznie samochodem podjechaliśmy na wysokość chyba 1900 m.n.p.m. tj, mniej więcej na Kasprowy (chyba). Groza surowych skał, przepaście, śnieg (sic!!) i temperatura –2 stopnie. Ludzie lepili bałwanka a dzieciaki jeździły na nartach. Super. A na dole 25 stopni w słońcu! Tak gorąco że sandały i krótkie spodnie ratowały spocone ciało. Wyobraziłem sobie co by się działo gdyby chciano u nas wybudować szosę na Kasprowy. Chyba nie muszę kontynuować myśli ?!! No ale wracam do meritum. Odbył się wykład ( nawiasem mówiąc dobrze się na nim bawiłem, opisując po prostu swój świat akwareli), no i odbyły się ćwiczenia które wprawiły mnie w zdumienie a potem wieczorem w zadumę. Otóż albo ja dobrze tłumaczę lub natrafiłem na bardzo zdolnych studentów, ale fakt że namalowane przez nich akwarele były bardzo interesujące. Oczywiście ja osobiście wykonałem jedną pracę na ich oczach aby wiedzieli kolej rzeczy malując potem swoje obrazy. Zdobyłem pierwsze doświadczenie ucząc malować akwarelą grupę studentów. Chodzi mi po głowie pomysł plenerów kursów akwareli. Taka forma plenerowych kursów jest zresztą bardzo popularna np. w Australii. Hm, no ale wracając do Covilha, miasta uniwersyteckiego, bardzo przyjaznego, spokojnego. Jak zawsze zrobiłem sporo zdjęć. Chodziłem uliczkami. Przysiadłem na dobry portugalski obiad. Rozmawiałem z ludźmi. Wyciszyłem się, zapomniałem o bożym świecie, krakowskim świecie, piekiełku emocjonalnym zgotowanym mi przez niektóre osoby w moim kochanym Krakowie. Namalowałem trzy akwarele, które zresztą od razu zostawiłem u Artura, profesora filozofii, który maluje obrazy i sprzedaje je we własnej galerii, do której zaprasza także innych malarzy. Przy okazji zaprosił i mnie do uczestnictwa w wystawie zbiorowej. Wernisaż mieliśmy ciekawy, z tenorem w trakcie imprezy. Dwudziestoletni chłopak zaśpiewał jak dojrzały facet. Aż mi włoski stawały na ręce. Moje akwarele bardzo się spodobały i Artur coś tam sprzedał. Potem poszliśmy gromadnie na Fado (wrzućcie na gogle co to jest, bo warto) do pubu w małej leciwej kamieniczce. Spontaniczna impreza rosła gdy wszyscy w okolicy dowiedzieli się że z nami jest polska telewizja ( z Gdańska). A skąd oni się tam wzięli? Przyjechali filmować życie profesora Krenza i jego żony Kasi, bo Kasia jest przede wszystkim pisarką. „Ogród Mirandy” i teraz ostatnio wydana „Lekcja tańca”. Przeczytałem jednym tchem. Odnalazłem tam swoje życie, rozterki, zawody miłosne i mechanizmy tym wszystkim rządzące. Znalazłem tam moją ulubioną tancerkę, którą bardzo często maluję. Uśmiałem się, gdyż przy okazji znalazłem się w ich filmie. No i ekipa nagrała Fado, cały autentyczny spontan tej imprezy. Przy okazji asystentka profesora, Marta ( świetna dziewczyna) zaśpiewała, no i ja też nuciłem. Ech, jak to Marta określiła, chyba zakochałem się w Portugalii i w Fado. Wino mają świetne i powietrze pachnie eukaliptusem.

Napisz komentarz jako pierwszy

2009-04-18

Lizbona

No nareszcie! Jestem w Lizbonie. Jutro jadę do Covilha z wykładem oraz zajęciami malowania akwarelą dla tamtejszych studentów. Wszystko zorganizował mój kolega prof. Jacek Krenz, który tam uczy od paru lat. Narazie wylądowałem w Lizbonie i od razu polubiłem to miasto. Ludzie są ważni, a Portugalczyków odbieram jako swobodnych, przyjacielsko nastawionych ale z dystansem, tzn każdy patrzy w swoją stronę i nie przeszkadza natarczywym wpatrywaniem się w człowieka, co jest powszechne wśród Polaków. No i dzisiaj przeszedłem się główną , opadającą do portu Avenu de Liberdade. Zapach wody, białej skały z której zbudowano nabrzeże, no i te powszechne słodkie zapachy na ulicy. Oczywiście mnie powala architektura, naturalna z patyną historii na swoich elewacjach. Robię notatki, więc będę miał materiał do malowania. Dołączam foty dzisiaj zrobione przed południem. NIe było słonecznie ale ciepło i deszczowo. Za parę dni napiszę z Covilha, sam jestem ciekawy jak wygląda to miasto połozone na zboczu góry. Podobno klimat na kształt naszego Zakopanego.

Napisz komentarz jako pierwszy

2009-04-02

ostatnio malowane

Słucham muzyki ...i tylko wtedy mogę malować. Psychologicznie rzecz ujmując wprowadzam się w nastrój, w stan alfa J i wtedy wyzwala się pełny luz wspomagający podejmowanie decyzji malarskich. Ci którzy pracują przy muzyce wiedzą o czym mówię. To jak narkotyk, który tez działa na zmysły. Ja jednak wolę muzykę ponieważ nie tracę kontroli nad swoimi decyzjami a wręcz je wyzwalam. Po namalowaniu obrazu i wyłączeniu utworu muzycznego dzwoni telefon w sprawie płatności za rachunek telefoniczny no i d...Czar pryska. J Tak to się odbywa. Zauważyłem że bardzo dużo osób nosi słuchawki wyłączając się z rzeczywistości. Ludzie w każdym przedziale wiekowym. Niesamowite. Ja dziękuję Bogu że mogę produktywnie przelać na papier wytworzoną pod wpływem dźwięków adrenalinę. Malujcie, a sprawicie że Wasze życie stanie się ciekawsze o wiele doznań. Malowanie powoduje także stan euforii, zatracenia się ... wreszcie satysfakcję, uspokojenie. Prezentuję ostatnio namalowane akwarele z cyklu kobieta oraz z cyklu Paryż ( jeżeli ktoś chce może te dwa słowa połączyć – kobieta i Paryż J )

Napisz komentarz jako pierwszy

2009-02-22

Rzeszów, piękne miasto.

Ostatnio zawiozłem do Galerii BWA w Rzeszowie, te oto akwarele: rzeszowskie impresje.

Napisz komentarz jako pierwszy

Wyświetleń strony: 13