Galeria autorska. Ludwin studio. Krzysztof Ludwin

« 1 2 3 4 5 6 ... 30 »

2019-02-05

DZIEŃ PRZEWRAŻLIWCA…A TAKICH SĄ MILIONY

Nie będę rozwijał wątku, znajomi i uczelniani urzędnicy sztuki wiedzą o co chodzi, ale problem jest, i mam wrażenie że dotyczy tylko naszego świata na wschód od zachodniej granicy. No może Niemcy także mają to zjawisko, może Francuzi….hm. Magia tytułów naukowych. I co najgorsze w Sztuce. O ile pamiętam to nomen omen nie pamięta się tytułów naukowych naszych najlepszych malarzy, jeżeli je mieli, ale ich malarstwo. Zastanawiam się czy obrazy są kupowane ze względu na tło uczelniane ( jest wykładowcą!!!) , a może jednak podoba się ten obrazek? Jak to było z profesorem jednym i drugim gdy byli w przedszkolu i malowali dziecięce bohomazy, czy ważny od nich był tytuł naukowy, pewnie po prostu karteczka z namalowanym czołgiem się podobała, przecież wielu z nich wróciło do gestu pędzla z czasów przedszkola, tak samo luźny, swobodny, intuicyjny? Może jednak podparty teraz naukowym teoretyzowaniem. Nie wiem gdzie zagubiło się estetyczne kryterium „podobania” obrazu. Na ten temat powstała grupa „Ładnie”, gdzie sarkazm wzbudzał dekoracyjny obraz. W ogóle dekoracyjność jest passe. Oczywiście nie wszędzie. Disco polo teraz króluje, ale mogę przecież wyłączyć telewizor i wyłączyć radio, tak samo jak z obrazem, od którego się odwrócę. Nikt mnie nie zmusi do oglądania, ale są tacy których to koi. Z kiczu w końcu także zrobiono Sztukę, i nawet całe doktoraty powstały. Z pozornego kiczu zrobiono malarstwo, Nikifor biedny a byłby bogaty, gdyby się wcześniej zorientowano. Teraz to każdy już, a nuż widelec , kupuje na wszelki wypadek skoro tanie, bo mama nie kupiła w Krynicy Nikifora za piątkę a teraz takie miliony. Ostatnio napisano mi że owszem dobrze maluję, „urocze” akwarele, sprytne zestawienia, świetna technika, ale brak jest paradygmatu filozoficznego w retrospektywnym aspekcie malarstwa. Ohm, też nie rozumiecie? Jak patrzę na malarstwo tych którzy to napisali zastanawiam się nad okresem przedszkolnym. Może tam należy szukać inspiracji, wyzwolenia od zbytniego teoretyzowania na rzecz szczerości , dziecięcej. Mam parę obrazów, które namalowałem na plenerze, już nie napisze gdzie, bo do kolegów komisarzy telefony się urywają, z uwagami urażonych ( swoją drogą jestem zdumiony że ktoś mnie tu czyta!!!, siła mediów, toż to wszyscy wiedzą). Ja proszę was czytajcie powoli, ze zrozumieniem, wiec te obrazy to abstrakcje, nazwane „wyzwolenie”, bez anegdoty. Bo tak: jak namaluje konika to profesorowie oburzą się, że nie ma podkładu „świadomości malarskiej”, brak formalnej strony i w ogóle. Jak namaluję „abstrakcyjne wyzwolenie” to normalni , hahahaha „szarzy” odbiorcy ( jacy szarzy, jacy szarzy, po prostu normalni) powiedzą, że tak to oni w przedszkolu też malowali. Nie dyskutuję wtedy z nimi bo nie jestem profesorem, magia tytułu pozwala na nadużycia nazwania brzydkiego malarstwa malarstwem, gdzie zatrzymam wzrok na sekundę, a potem zastanawiam się gdzie go podziać, albo „co tez malarz chciał powiedzieć” . Ja osobiście uwielbiam abstrakcyjne zestawienie barw na płaszczyźnie, bo na podstawie takich obrazów powstają także przedmioty użytkowe ( wypowiadał się od tym już sam Piet Modrian), i o tym należy pamiętać gdy krytykujemy obrazy abstrakcyjne, ale śmieję się gdy na tematy abstrakcyjnych zestawów wytacza się „paradygmaty retrospektywne w ujemnym ujęciu”. Faktem jest, że obrazy podobno dzieli się na malarstwo i galanterię, ale kto o tym decyduje, czasem ludzie którzy jeszcze niedawno byli „szarymi”?, a teraz po przeczytaniu paru książek, nominowaniu szabelką na wyższy stopień nagle stali mądrzejsi. Taka jest kolej rzeczy, a wielu zapomina że tak naprawdę zostaje pamięć o człowieku, i czasem o jego dziełach, (lub spekulanci z ich dziełami w magazynach), o ile są w stanie przyćmić swoją Sztuką brak człowieczeństwa. Zapominają, że gdy idą na górę, to będą z niej wracali. Mam na myśli, że nieodpowiedzialni namaszczeni teoretycy sztuki wypowiadający się na temat malarstwa innych nie wiedzą, że przewrażliwcy czasem przestają malować z powodu krytyki, a oni się pewnie cieszą że rynek konkurencji ( kasa i wciąż kasa ) zmaleje o jednego przewrażliwca. Więc wy, przewrażliwcy nie dajcie się, malujcie i słuchajcie siebie. Teraz przygotowuję następne obrazy, projektuję następne następne , i następne następne następne obrazy do wystaw, i tak się kręci ten kabarecik i obwoźny cyrk. Howgh. Dołączam tryptyk 100x300cm Pt.: Wyzwolenie.

Agnieszka Zamojska 2019-02-05 08:36:42Brawo!
Jan2019-02-05 08:52:07Mi się podoba... i pisane i malowane !
krzysztof 2019-02-05 10:21:14No ja Wam bardzo dziękuję.
Jola2019-02-05 11:12:05Kristof, adekwatne..
Beata2019-02-08 12:24:18Krzysiek nie przejmuj się krytykami, nigdy nie nadążali za sztuką a kto by nadążył za Tobą ;) Tytuły są dla tych co mają niskie poczucie własnej wartości i muszą się czymś podpierać. A Ty po prostu maluj, bo robisz to świetnie!
krzysztof 2019-02-08 06:59:15Dzięki...:))))))
piotr2019-05-31 12:17:03i ja! Piękne Piękne i jeszcze raz zaje...ste

2019-01-31

ROK 2019 I CHWILOWE WSPOMNIENIA DOBRYCH

Jest nowy rok 2019. Aż dziw jak długo to trwało, tzn. okres od 1990 ( gdy wróciłem z Londynu i kupiłem pierwszy komputer) aż do tego teraz 2019 roku, który będzie bardzo dobry, jakkolwiek , bo 2018 to była masakra. Gdy narzekamy powinniśmy zaglądać do szpitali, i od razu nam przejdzie. Jak to Rafał Bryndal ostatnio powiedział, że dla człowieka wrażliwego nawet przejście z pokoju do kuchni może być ekscytujące. Chyba jakoś tak to powiedział. Nigdy nie miałem natury odtwórczej, zawsze musiałem zmienić po swojemu, czy malowaną rzeczywistość , czy czyjeś słowa. Ale to chyba dobrze? Z nadmiaru negatywnych zdarzeń w 2018 roku teraz wspominam dobre chwile. Jedną z nich jest Rzeszów, miasto które nagromadziło dużo życzliwych dla mnie osób. Dlatego mam sporą kolekcję pamiątkowych już skanów moich akwarel namalowanych z inspiracji architektury Rzeszowa. Poniżej przedstawiam wam wizerunki akwarel, gdzieś wędrujących po ścianach nie tylko Rzeszowa, ale też rzeszowiaków wyemigrowanych w świat. Wracając do wspomnień, to przygoda z rejonem podkarpackim zaczęła się paręnaście lat temu (nie będę tutaj przytaczał dat, gdyż nie jest to istotne), gdy na plener do Łańcuta zaprosił mnie Jan Majczak, animator twórczych warsztatów, bo rzeźbiarze też tam przyjeżdżali. Każdego lata z przyjemnością jechałem do Łańcuta, potem Lipinek do dworu , który był naszą siedzibą malarską, a ludzie z różnego świata przyjeżdżali, i nasi „z Polski” też, a rejon zapomniany przez Boga, w sklepach miał taką chińską tandetę, że kupowałem śmieszne bzdury, jak złota goła baba z gipsu rozłożona na sofie, w miniaturze oczywiście! Takie kicze potem wędrują po ludziach, aby na koniec wylądować w jakimś komisie (podrzędnym przecież) lub na śmietniku ( kiedyś koleżanka zadzwoniła do mnie że w Londynie w komisie znaleziono moją akwarelę z 1989 roku, faktycznie wtedy miałem wystawę i pewnie emeryt polski, dawny bojownik zmarł i oddano rzeczy na wyprzedaż, a tacy wtedy kupowali u mnie akwarele, z patriotycznego obowiązku , ha ha). Potem zadzwonił do mnie Jacek Nowak, prezes Podkarpackiej Zachęty i komisarz plenerów w Boguchwale… i tutaj znalazłem swoje najlepsze miejsce, także jednak niestety do czasu. Natomiast mieszkańcy Boguchwały …pozytywny constans, wartość bezcenna, nie zmieniający się mimo różnych zakrętów historii przyjaciele plenerów Jacka Nowaka, mam na myśli oczywiście grono naszych znajomych „fanów”, którzy co rok sprawiają wrażenie jakby czas zatrzymał się w miejscu, ale artyści uczestniczący w plenerach jawią się niczym meteoryty znikające, pojawiające się, znikające , pojawiające. Rzeszów oczywiście pozostaje w kręgu moich odwiedzin i wspomnień. Zresztą, jakbym mógł odpuścić Joli, pani doktor kochanej, Błażejowi i jego urokliwej długoletniej narzeczonej (sam się oświadczę jak nie dojdzie do ślubu), Marzence , jej ramiarni, i wielu animatorom życia ciekawego i wydawałoby się „prowincjonalnego”? Nieee….raczej pozamiejskiego. No cóż, czas wracać do realiów, a jednym z nich jest moja chęć przybliżenia Wam materiału z zasobów wiedzy , którą gromadzę od 30 lat, na razie w postaci doktoratu, który od 2006 roku nie zszedł z półki 5 egzemplarzy , a spotkał się kiedyś z podziwem samego Kissa Orskiego, naczelnego Bellony. On mi zresztą podsunął pomysł upublicznienia (nota bene ma jeden z egzemplarzy tegoż doktoratu). Fakt, było to 10 lat temu , ale lepiej późno niż wcale. W następnym tekście zaczynam.

Sławek2019-01-31 01:03:30Nie mogłeś tego napisać pół roku temu ? Dużo wspólnych obserwacji dotyczących specyfiki ludzi z Podkarpacia :)
jacek2019-01-31 09:14:50Czytam to po raz wtóry i nie mogę uwierzyć. Krzyś to wymaga dłuższej i bardziej wnikliwej rozmowy.
Eliza2019-02-03 03:49:31Czesto tu zagladam, jestem szczesciara z Podkarpacia bo Lancut gosci w moich domowych katach na scianie, nadaje wyjatkowy klimat ...
krzysztof 2019-02-03 10:43:24Jacek, fakt...zmieniłem bo to nie zabrzmiało dobrze..pogadamy.
krzysztof 2019-02-04 11:15:49Sławek, pół roku temu było pół roku temu...a teraz jest teraz.

2019-01-08

AKWARELE, MALOWANIE, KŁOPOTY, ZMIANY NA LEPSZE I NA GORSZE, ZŁOTA RYBKA - SAMO ŻYCIE

Złota rybka. O co chodzi? miałem złotą rybkę. Przyzwyczaiłem się do niej i wciąż teraz zaglądam do przedpokoju, gdzie stoi akwarium. Wszystko odchodzi. Jest późno jednak więc jutro dokończę "złote myśli." Na razie wszystko się powoli sypie i wiecie co? Teraz wiem dlaczego maluję i czytam, namiętnie w obu przypadkach. Odreagowuję nerwy. Niby nie odkrywam Ameryki , ale teraz dopiero to do mnie dotarło.

Beata Ludwin2019-02-07 12:05:30Ona, ta złota rybka która nazwałam Krysia była światełkiem w twoim przedpokoju

2018-12-31

CO W NOWYM ROKU?

Różnie było w 2018 roku, raz ciężko a potem euforycznie. Niektóre sytuacje wydawały się być walące z nóg, niebywałe, niespotykane dotąd w moim życiu. Ludzie zmieniali się nieoczekiwanie w negatywnym sensie a potem nagle spotykałem kogoś naprawdę fajnego. Mam nadzieję ze ….no właśnie, że co? Eh, będzie jak będzie. Nic nie jest dziełem przypadku. Stronę z moimi pracami zmieniłem i przystosowałem do nowego. Nie można polegać niestety na galeriach. Mało jest takich marszandów, którzy z sercem podchodzą do sprzedaży obrazów. Ostatnio udało mi się takich spotkać. Czasy wymuszają od malarzy zmiany w podejściu do sprzedaży swoich dzieł. Jeżeli chcą zaistnieć na rynku Sztuki. Komercja niestety stawia twarde warunki. Mój dobry znajomy świetny malarz Janek Stokfisz dzieli obrazotwórstwo na malarstwo i galanterię. Prawdą jest że ciężko się z samego malarstwo utrzymać, więc mamy swoje drugie życie gdzieś na etatach. Ja dzięki Bogu uczę tam gdzie lubię to robić, na Wydziale Architektury PK. Ale, dość już tych refleksji. Wchodzimy w nowy rok 2019 i życzę Wam wszystkiego pomarańczowego.

Jola 2019-01-27 08:19:07pomarańczowego, powiadasz.. pomarańczowego, jak pomarańcza, jak mandarynka, dynia, cukinia i brzoskwinia.. wiele odcieni kolor pomarańczowy ma - dalej: nagietkowy, nasturcjowy, morelowy, marchewkowy.. kulinarnie? smacznie, zdrowo, apetycznie - tyle skojarzeń w mojej głowie ten kolor ma.. jest pełen energii i uśmiechu, nowoczesny, kreatywny.. oranż, zapomniałam.. lubię takie życzenia, dobrze się Ciebie czyta, a więc do widzenia :)
krzysztof ludwin2019-01-29 11:56:17pomarańczowy już od dawna mnie prześladuje, trochę czerwony ale tylko trochę, niebieski jedynie jako koszula i jeansy, ale na obrazie ciepłota musi być

Wyświetleń strony: 6112