Galeria autorska. Ludwin studio. Krzysztof Ludwin

« 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 30 »

2011-12-21

zakopane

Ostatnio zamieszkałem na dwa dni w niezwykłym miejscu, w willi doktora Kraszewskiego, jednego z „twórców”, propagatorów Zakopanego w 1886 roku. Dom w stanie niezmienionym przetrwał te 120 prawie lat. Pani Magda Kraszewska, wnuczka doktora stara się utrzymać całość autentyczną w miarę możliwości finansowych. Zapach domu wewnątrz przypomniał mi moje studenckie wypady sprzed 28 lat, gdy jechałem pociągiem do „Zakopca”, nocowałem w takich domach i malowałem akwarelki, które później sprzedawałem koło Morskiego Oka na Krupówkach. Fajne wspomnienia. W sobotę tj. 18.12.2011 Jacek Nowak , komisarz pleneru w Boguchwale otworzył wernisaż boguchwalskich „miniatur” , obrazów o maksymalnych wymiarach 40x40cm wykonanych przez malarzy uczestników pleneru sierpniowego. Prowokatorem wystawy był Andrzej Markiewicz, profesor sztuk pięknych z Radomia. Obrazy pięknie się prezentują w otoczeniu Historii tego domu.

Napisz komentarz jako pierwszy

2011-11-27

ostatnie tej jesieni plenerowanie

Uroczysko Zaborek koło Janowa Podlaskiego. Pensjonat Państwa Okoniów, gospodarstwo agroturystyczne czy może skansen ? Właściwie wszystko w jednym ujęte. Stowarzyszenie Akwarelistów Polskich wybrało to miejsce na pierwszy plener w ostatnich dniach jesieni. Przywitała nas wspaniała pogoda, pewnie tak na dobry początek. Gdy przyjechałem rano w sobotę koledzy, którzy już tam byli właśnie kończyli jeść śniadanie. Krótkie przywitanie i całe towarzystwo rozeszło się do pracy. Otóż akwareliści są ostatnimi już romantykami malarstwa plenerowego. W ogromnej większości pracują na powietrzu. Ten rodzaj pracy wymaga ogromnej dyscypliny i silnych nerwów. Nie zważają na zimno, gapiów, muchy osy czy inne niedogodności: koncentrują się na swojej karcie papieru. Świadczy to o ogromnej pasji (osobiście preferuję szkic z terenu, małą akwarelkę w szkicowniku lub fotografię, i traktuję te narzędzia jako punkt wyjścia do namalowania obrazu w pracowni). Wystawa poplenerowa odbyła się w starym, przeniesionym przez Okoniów na teren skansenu kościele z lat 30. Goście przybyli tłumnie. Pan, który zakupił ode mnie jedną z akwarel przyznał się, iż odkryła tę technikę na nowo dzięki naszej wystawce.

Napisz komentarz jako pierwszy

2011-10-12

wystawa w Rennes

W czwartek wydarzy się dla mnie bardzo miły wernisaż prac, które przygotowywałem cały rok. Alicja Bachmińska, moja art. Manager we Francji otworzy wernisaż moich obrazów olejnych, akrylowych oraz akwarel w Rennes, w siedzibie banku bretońskiego. Oto parę zdjęć z wystawy. Niestety nie będę mógł być tam obecny ze względu na obowiązki w Polsce ale cieszę się że reprezentuję Polskę w Bretanii.

Napisz komentarz jako pierwszy

2011-09-11

po pobycie we Francji

Jestem już w Krakowie...nareszcie!! Chyba na jakiś czas mam już dość tego „obwoźnego teatrzyku” jakim jest każda wystawa. W dodatku nigdy nie wiadomo, czy cała impreza się zwróci, czy „widzowie” zechcą coś kupić. W teatrze przynajmniej wszystko wiadomo od początku gdy ktoś kupił bilet tzn. już dał zarobić aktorowi.  No ale trudno, taki zawód ( jak ktoś mówi hobby to mnie to od razu uruchamia ). Przejechałem się więc do Rennes po drodze, potem do La Baulle, Herbignac i Le Pouliguen. Zabrałem ze sobą ok. 32 obrazy w tym 12 akwarel na papierze i 10 akwarel na płótnie. No tak, bo ostatnio maluję akwarele na płótnie. Bardzo ciekawa technika i świetnie się w niej czuję. Na plenerze w Boguchwale namalowałem prawie 9 obrazów, o tematyce kwiatowej na płótnie, używając akwareli. Wracając do wyjazdu, otóż te 2000 km minęło dość szybko jako że ja lubię prowadzić samochód, i jak to Sława Prishedko powiedział – dla mnie jazda autem jest jak dla niego łowienie ryb : relaksuje, o świecie się zapomina. No i w drodze towarzyszyła mi koleżanka architekt, która miała trochę wolnego czasu, i chciała się oderwać od codziennych kłopotów w Krakowie. Chciałem bardzo, aby pojechała moja ulubiona Marynka, ale widać bała się że będę się jej oświadczał...hahahaha. W sumie dobrze, że moja koleżanka mi towarzyszyła bo i nudno nie było, oj nie ... radio Erewań przy niej to pikuś. No i zaczęła tak podrywać Francuzów, iż przy okazji interesowali się także moimi pracami a pewien francuski dziennikarz dzięki temu napisał o mnie sążnisty artykuł. Na miejscu wszystkim zaopiekowała się Alicja Bachmińska, moja art. Manager we Francji. Muszę przyznać ze wykonała kopę dobrej roboty. Cała impreza wyglądała tak: otóż Pan i Pani Tomasoni zorganizowali dla ok. siedmiu malarzy wystawę w trzech miejscach: każdy malarz „otrzymał” do dyspozycji kaplicę (tak - kaplicę), ja w Herbignac co widać na zdjęciu, oraz wszyscy razem pokazywaliśmy swoje prace w dwóch innych miejscach ,w dwóch różnych miastach min w Le Pouliguen pełnym jachtów i drogich apartamentów, więc istnieje szansa sprzedaży, ale kto ich tam wie ( w sumie ok. 90 procent gości stanowili amatorzy, którzy podpytywali nas o technikę ...:) Przy okazji zwiedziłem odrobinkę bretońskiego wybrzeża, jadłem bretońskie naleśniki i piłem bretoński samogon z młodymi Bretończykami na campingu , gdzie mieliśmy nocleg. Było ciekawie i bardzo wesoło. W drodze powrotnej zagościłem w Luksemburgu u Sławy i Victorii Prishedko, sławnych akwarelistów ukraińskiego pochodzenia. Ich dom a raczej kamienica wzbudziła we mnie mnóstwo inspiracji jeżeli chodzi o wyposażenie wnętrza i pobudziła do malowania aktów w akwareli , w których Sława nie ma chyba sobie równych. Cieszę się jednak, że już jestem w naszym krakowskim piekiełku, które daje mi tę cieplną energię do malowania.

Napisz komentarz jako pierwszy

Wyświetleń strony: 330