Galeria autorska. Ludwin studio. Krzysztof Ludwin

« 1 ... 3 4 5 6 7 8 9 10 11 ... 31 »

2011-10-12

wystawa w Rennes

W czwartek wydarzy się dla mnie bardzo miły wernisaż prac, które przygotowywałem cały rok. Alicja Bachmińska, moja art. Manager we Francji otworzy wernisaż moich obrazów olejnych, akrylowych oraz akwarel w Rennes, w siedzibie banku bretońskiego. Oto parę zdjęć z wystawy. Niestety nie będę mógł być tam obecny ze względu na obowiązki w Polsce ale cieszę się że reprezentuję Polskę w Bretanii.

Napisz komentarz jako pierwszy

2011-09-11

po pobycie we Francji

Jestem już w Krakowie...nareszcie!! Chyba na jakiś czas mam już dość tego „obwoźnego teatrzyku” jakim jest każda wystawa. W dodatku nigdy nie wiadomo, czy cała impreza się zwróci, czy „widzowie” zechcą coś kupić. W teatrze przynajmniej wszystko wiadomo od początku gdy ktoś kupił bilet tzn. już dał zarobić aktorowi.  No ale trudno, taki zawód ( jak ktoś mówi hobby to mnie to od razu uruchamia ). Przejechałem się więc do Rennes po drodze, potem do La Baulle, Herbignac i Le Pouliguen. Zabrałem ze sobą ok. 32 obrazy w tym 12 akwarel na papierze i 10 akwarel na płótnie. No tak, bo ostatnio maluję akwarele na płótnie. Bardzo ciekawa technika i świetnie się w niej czuję. Na plenerze w Boguchwale namalowałem prawie 9 obrazów, o tematyce kwiatowej na płótnie, używając akwareli. Wracając do wyjazdu, otóż te 2000 km minęło dość szybko jako że ja lubię prowadzić samochód, i jak to Sława Prishedko powiedział – dla mnie jazda autem jest jak dla niego łowienie ryb : relaksuje, o świecie się zapomina. No i w drodze towarzyszyła mi koleżanka architekt, która miała trochę wolnego czasu, i chciała się oderwać od codziennych kłopotów w Krakowie. Chciałem bardzo, aby pojechała moja ulubiona Marynka, ale widać bała się że będę się jej oświadczał...hahahaha. W sumie dobrze, że moja koleżanka mi towarzyszyła bo i nudno nie było, oj nie ... radio Erewań przy niej to pikuś. No i zaczęła tak podrywać Francuzów, iż przy okazji interesowali się także moimi pracami a pewien francuski dziennikarz dzięki temu napisał o mnie sążnisty artykuł. Na miejscu wszystkim zaopiekowała się Alicja Bachmińska, moja art. Manager we Francji. Muszę przyznać ze wykonała kopę dobrej roboty. Cała impreza wyglądała tak: otóż Pan i Pani Tomasoni zorganizowali dla ok. siedmiu malarzy wystawę w trzech miejscach: każdy malarz „otrzymał” do dyspozycji kaplicę (tak - kaplicę), ja w Herbignac co widać na zdjęciu, oraz wszyscy razem pokazywaliśmy swoje prace w dwóch innych miejscach ,w dwóch różnych miastach min w Le Pouliguen pełnym jachtów i drogich apartamentów, więc istnieje szansa sprzedaży, ale kto ich tam wie ( w sumie ok. 90 procent gości stanowili amatorzy, którzy podpytywali nas o technikę ...:) Przy okazji zwiedziłem odrobinkę bretońskiego wybrzeża, jadłem bretońskie naleśniki i piłem bretoński samogon z młodymi Bretończykami na campingu , gdzie mieliśmy nocleg. Było ciekawie i bardzo wesoło. W drodze powrotnej zagościłem w Luksemburgu u Sławy i Victorii Prishedko, sławnych akwarelistów ukraińskiego pochodzenia. Ich dom a raczej kamienica wzbudziła we mnie mnóstwo inspiracji jeżeli chodzi o wyposażenie wnętrza i pobudziła do malowania aktów w akwareli , w których Sława nie ma chyba sobie równych. Cieszę się jednak, że już jestem w naszym krakowskim piekiełku, które daje mi tę cieplną energię do malowania.

Napisz komentarz jako pierwszy

2011-08-28

Co się ostatnio działo

Dawno już nie pisałem w aktualnościach ale też wiele się działo wokół i nie było czasu aby przysiąść do opowieści co się działo, a działo się sporo. Ostatnio byłem na festiwalu akwareli w Brioude we Francji. Bardzo dobrze czułem się wśród innych malarzy akwarelistów, reprezentujących różne zawody w życiu, bo jak wiadomo jest to jedna z najbardziej demokratycznych technik malarskich. Spotkałem tam moich przyjaciół jak Marc Folly , Michel Leger, znajomych ukraińskich malarzy Sławę i Viktorię Prischedko, i wielu innych. Sporo osób przyjechało ze wschodu, a najwięcej zabawy i uciechy dostarczył Ulughbek Mukhamedov, malarz z Uzbekistanu. Pokazał małe ale perfekcyjnie wykonane prace , których motywem przewodnim, powtarzającym się niby mantra, były karawany na pustyni. Podarował mi jedną z takich prac. Ogólnie rzecz ujmując małe sredniowieczne miasto odżyło na te dwa tygodnie. Malarze prowadzili tzw. „master class” oraz „demonstracje” , gdzie amatorzy akwarel mogli spróbować swoich sił, a koneserzy i koledzy obserwować (podpatrywać prawdę mówiąc, ale na tym to polega) proces powstawania obrazu. Zdjęcia przedstawiają jeden z wieczorów w trakcie którego artyści wraz z publicznością wspólnie tworzą akwarelowe ćwiczenia. Melancholijnie ( trzy lampki dobrego wina ) przyglądałem się całej tej roześmianej, gwarnej imprezie i tak sobie myślę, że przydałoby się coś takiego u nas. No bo ileż razy można gromadzić się z powodu meczy przeróżnej maści, dożynek, dni piwa, dni miodu, odpustów, itd. Itp. Coś ominąłem? Ostatnio moja przyjaciółka opiekująca się młodą nastolatką wymyślała różne zabawy włącznie z okładaniem się poduszkami aż w końcu smarkata zobaczyła moje akwarelki i zapaliła się do pomysłu malowania, i nastał spokój nad paletą. I o to chodzi panowie i panie. Malowanie wśród młodzieży ma swoją tradycję edukacyjną, ale...nie pamiętam aby wszyscy gremialnie - dzieci i dorośli - razem przy jednym stole spróbowali sił, tak bez fałszywego wstydu. Kiedyś student architektury zwierzył się nam asystentom na ucho, że gdy po latach ( ostatnio w przedszkolu ) wziął na naszym wydziale pędzel do ręki poczuł ekscytację, niemalże jak przed seksem. No ładnie. Wystarczy więc kupić farby akwarelowe, i w odosobnieniu ( broń boże aby ktoś podglądał ) spróbować sił, a niech by nawet spieprzyć nieco malunki, ale ta pierwsza decyzja położenia koloru, to jest to! Ekstremum..:)) Fakt że są różne reakcje, jednych pierwsze próby wkurzają, a innych wciągają i uspokajają. W każdym razie – we Francji jest to już bardzo popularny „sport” zwłaszcza wśród ludzi na emeryturze. Cale grupy zgłaszają się do malowania pod okiem wybranych mistrzów. Dzięki temu zresztą mistrzowie dobrze sobie zarabiają, a panowie i panie mogą sobie swoje malarskie próby powiesić na ścianie, nie wspominając o frajdzie grupowych wyjazdów na plenery . I tak się koło życia kręci. Na zdjęciach widać jak Francuzi świetnie się bawią podczas tak zwanego nocturnu nocnego z akwarelą. Malarze uczestniczący w festiwalu prowadzą zajęcia z chętnymi do wykonania akwarel, i wiek tu nie gra roli.  W tym momencie gdy piszę te słowa jestem po dwóch plenerach, w Łańcucie i Boguchwale. Ten drugi plener bardziej przypadł mi do gustu, a to ze względu na świetne warunki pracy w pałacu Lubomirskich, w przestronnych salach (każdy malarz miał swoją „pracownię”), w atmosferze pracy malarzy przez duże M. Nareszcie rozwinąłem tutaj technikę malowania akwareli na płótnie. Męczyłem bułę już od paru lat, a teraz czuję że jestem coraz bliżej sprostaniu zaspokojenia swojego niecierpliwego do żmudnego olejnego malowania charakteru. No...jeszcze lubię od czasu do czasu popełnić obraz olejny szpachelką, ale tak relaksowo, podpatrując Andrzeja Kijowskiego na plenerach , który zresztą zdradził mi parę tajemnic technologii zastrzegając, że tylko dla mnie ( porządny bieszczadnik, ma swoją pracownię koło Cisnej ). Plener w Boguchwale koło Rzeszowa organizuje Jacek Nowak, który z ramienia Podkarpackiej Zachęty robi to na bardzo wysokim poziomie i jakoś tak nienerwowo. Ja w każdym razie wypoczywam tam i bardzo dużo maluję. Ogólnie atmosfera wśród malarzy jest sielankowa, przeplatana kawałami, winem szwendaniem się na słoneczku i bezustanną pracą , wiec te bezkonfliktowe relacje uspokajają. A za moment trzeba będzie jechać do Francji z wystawami. Ale o tym w następnych aktualnościach.

Napisz komentarz jako pierwszy

2011-03-24

WYSTAWA

W najbliższym czasie odbędzie wystawa moich akwarel w BWA w Rzeszowie na ul Sobieskiego, 31 marca o godz. 18. Zapraszam, pokażę dużo nowych prac, które potem wywędrują do Francji na festiwal akwareli w Brioude.

Napisz komentarz jako pierwszy

Wyświetleń strony: 359